Nowa stara normalność

Przejście na wegetarianizm, a potem na weganizm nauczyły mnie wielu rzeczy, o których przypominają każdego dnia. Jedną z najważniejszych jest krytyczne podejście do kwestii uznawanych często za oczywistość. Eden Tomka Woroniaka pokazuje, że ten sceptycyzm dotyczy wszystkiego i wszystkich bez wyjątku, nawet samego siebie i własne wybory.

Pod tym względem Eden jest na wskroś wegański – nie oferuje łatwych rozwiązań, wciąż zmusza do zmiany swojego stosunku do wydarzeń przedstawionych w komiksie, nie pozwala opowiedzieć się po żadnej ze stron w świecie, w którym zwierzęta zdołały porozumieć się z ludźmi. Powiedziały zaś wiele prawdy na temat naszej parszywości, na temat tego, co wielu dotychczas uznawało za normalne. Od Wigilii, w którą odezwały się ludzkimi głosami po raz pierwszy, wiele się zmienia: w miastach wszystkie istoty żyją na pozornie równych warunkach, każdego człowieka rozlicza się z jego dotychczasowego życia i zwyczajów, wszystko zdaje się wieść ku lepszemu, bardziej harmonijnemu światu. Szymon jest właśnie w trakcie swojego procesu sądowego – od jego wyniku będzie zależało, czy wprowadzi się do swojej narzeczonej Mai, żyjącej w strefie dla uprzywilejowanych, pozostanie w strefie „pomiędzy”, czy trafi do getta dla nieprzystosowanych.

Komiks Woroniaka, mimo że na pierwszy rzut oka może wydawać się czymś na kształt manifestu, szybko odsłania swoją bardziej skomplikowaną strukturę; nic tu nie jest takie, jak się wydaje, a między słowami a działaniem postaci istnieje głęboka wyrwa, której istnienia nie da się zignorować. Świat przedstawiony w komiksie nie jest światem sprawiedliwości, ale światem poczucia winy i odwetu. Ci, którzy dotychczas byli marginalizowani, zyskują wpływ na kształt rzeczywistości i decydują się sięgnąć po to, co, jak uważają, im się należy. Sam Szymon zauważa, że zwierzęta bardzo łatwo – zaskakująco łatwo – odnalazły się w świecie ludzi. Co ciekawe, mimo podzielenia go na wiele różnych stref, nie powstało w nim nic nowego. Zwierzęta nie burzą, nie budują, nie zmieniają ustawienia – one po prostu wypychają ludzi z ich dotychczasowego miejsca, żeby ich zastąpić, nie żeby zorganizować świat w inny sposób. Zwierzęta w Edenie stają się nowymi ludźmi, ze wszystkimi tego konsekwencjami, podczas gdy sami ludzie nie mogą się temu przeciwstawić.

To, że nawiązało się porozumienie, nie oznacza też wielkiej zmiany w ich świadomości. Tak samo jak w świecie czytelnika/czytelniczki uzasadnia się jedzenie mięsa w myśl koncepcji „zjedz lub zostań zjedzony/zjedzona”. O ile jednak w naszej rzeczywistości brzmi ona niepoważnie, bo powinna brzmieć „zjedz, jeśli jesteś człowiekiem, zostań zjedzony, jeśli nim nie jesteś”, o tyle w komiksie zyskuje zupełnie nowy wydźwięk. Nieweganie trzymają się w nim tej myśli, bo pomaga poradzić sobie z nowym, niezrozumiałym porządkiem, w którym role się zmieniły. Żadne szanse się nie wyrównały, nastąpiło jedynie proste odwrócenie – teraz to ludzie są zwierzętami, a zwierzęta ludźmi. Przekonanie, że ma się koniec końców rację, pozwala w jakiś sposób poradzić sobie z goryczą tego, że nie do końca wiadomo, co się dzieje.

Szansa na nowy, lepszy świat się nie pojawia, a rządy sprawowane przez zwierzęta, wśród których człowiek jest przedstawicielem jedynie jednego z wielu gatunków, nie wiążą się z lepszą, bardziej harmonijną organizacją. Pozycja zwierząt jako ofiar w komiksie Woroniaka nie przyznaje im automatycznie racji w każdej kwestii, nie wybiela ani nie pozbawia wad; przeciwnie, przekonujemy się, że dzielą z ludźmi tendencję do parszywości, zawiści i pragnienia zemsty. Jak wiele mówi to o nas samych, pokazują chociażby sceny w sądzie, w którym relacje między sędziami i sędzinami szybko stają się hierarchiczne, związane ze stopniem pokrewieństwa czy spowinowacenia z człowiekiem – im dalej, tym wyżej znajdujesz się w hierarchii. Miejsce, w którym rządzi okrutne, bezwzględne, nieuznające wyjątków prawo, staje się polem rozgrywek pomiędzy znajdującymi się w nim istotami. Człowiek domyślnie jest w nim winny z racji samego bycia przedstawicielem swojego gatunku, niezależnie od tego, kim jest jako jednostka, a jego neutralność czy bycie po stronie nowego porządku, dopiero musi zostać udowodnione w długim i skomplikowanym procesie. Nie ma miejsca na żadne stworzenie nowego porządku, jest jedynie „nowa” normalność, która tak naprawdę stanowi jedynie proste odwrócenie dawnego porządku.

Szymon, jako ktoś zawieszony pomiędzy, ani całkiem „nieprzystosowany”, ani „przystosowany”, mieszka w strefie dla dopiero oczekujących na przydział, ale pozostaje w rozkroku pomiędzy gettem (w którym mieszkają jego rodzice) a strefą dla uprzywilejowanych (w której mieszka Maja). Dzięki temu ma okazję przekonać  się, że nowy porządek powstaje nie tylko dzięki determinacji zwierząt, ale też apatii ludzi. Osią całego świata Edenu wydaje się getto dla nieprzystosowanych, całkowicie szczelne, tajemnicze. Nikt nie może tam wejść ani stamtąd wyjść, a jeśli ktoś, kto postanowi dotrzeć tam po kryjomu, żeby np. z kimś się spotkać, i zobaczy, jak wygląda życie na ulicach getta, musi już w nim pozostać. Spoiler: nie dowiadujemy się nigdy, co tam się naprawdę dzieje, poza tym, że życie jest bardzo trudne. Mamy szansę lepiej wczuć się w pozycję człowieka z zewnątrz, którego wyobraźnia podsuwa najstraszniejsze obrazy, często wywołujące większy lęk niż rzeczywistość. Można by pomyśleć, że poczucie winy nie pozwala innym domagać się zlikwidowania tej nieprzepuszczalnej bariery, ale wydaje mi się, że w nowym świecie zwierzęta zyskują przewagę dzięki temu, że podzieleni ludzi zaczynają dbać głównie o własną skórę. Mieszkańcy strefy pośredniej mają na głowie własne procesy i niepewną przyszłość, a ci uprzywilejowani zdają się niespecjalnie przejmować tym, co dzieje się poza murami własnego świata. To „nieprzystosowanych” rodziców Szymona Maja nazywa zatwardziałymi w swoich poglądach, ale kiedy przychodzi do dyskusji o tym, że większość ludzi nie tyle jest zła, ile po prostu nie wie, że można inaczej, nie ma świadomości, na czym polega problem, jego narzeczona ignoruje temat.

Weganie w Edenie są przedstawieni jako ci, którzy, teoretycznie, mają rację i są najlepiej przystosowani do nowego świata, ale jednocześnie na tyle skupiają się na tym, żeby nie wypaść z łask i na swoim nowym statusie, że niespecjalnie angażują się w cokolwiek, co mogłoby zaburzyć ich komfort. Okazują się jeszcze jedną ze stron w konflikcie, starają się wyciągnąć jak najwięcej dla siebie z nowej sytuacji. Świeże jedzenie, które Maja może pogryzać w cieniu ogrodowych drzew dość ostro kontrastuje z coraz większymi niedoborami w getcie, w którym rodzice Szymona bronią się przed rezygnacją. Kobieta tymczasem zdaje się brać za swoją największą zasługę próby uświadomienia ich jeszcze przed zmianą (przy czy Szymon zwraca uwagę że jego rodzice „mieli z nią styczność”, więc raczej nie były zbyt intensywne) i trzyma się przeświadczenia, że każdy miał wybór, co jeść.

Eden pokazuje jednak, że sprawa nie jest tak prosta, jak mogłoby się wydawać, bo mimo że różne wybory istnieją, nie wszyscy są tego świadomi lub nie wszyscy mogą wybierać. Szymon dowiaduje się, że zwierzęta, wchodząc do świata ludzi, stają się takie jak oni, a ludzie, wpuszczając je do swojej przestrzeni, nie przechodzą zbyt znaczącej przemiany. Jedynie głównej postaci udaje się zrozumieć, co się dzieje dookoła i przejść przemianę w duchu tego, do czego w idealnym świecie miałoby doprowadzić takie połączenie światów – do stworzenia czegoś nowego, co dotychczas nie istniało, na zasadzie syntezy. Autor podchodzi do swoich postaci bardzo krytycznie i ujawnia siłę nawyku oraz władzy opartej na niewiedzy, a nie na uświadamianiu, a także pokazuje, jak wielka różnica może zachodzić pomiędzy tym, co deklarujemy, a tym, kim tak naprawdę jesteśmy i do czego dążymy.

Ilustracje pochodzą z: Tomek Woroniak, Eden, Warszawa: timof i cisi wspólnicy, 2018.