Kto zasługuje na zwierzęcość?

Podczas lektury Miecza Ardeńczyka Étienne’a Willema trudno nie odnieść wrażenia, że całą tę historię skądś już się zna. Komiks wykorzystuje schematy znane polskim czytelnikom/czytelniczkom chociażby z powieści spod znaku wąsa i antałka, zarówno te pozytywne, jak i negatywne. Fabuła może i staje się wartka, ale wpływ na nią zyskują nieliczne postacie.

Oto mamy przed sobą starcie sił dobra ze złem, światła z ciemnością, a losy świata spoczywają w rękach garstki bohaterów. Ich niezwykłe przymioty i lojalność wobec siebie i innych stają się atutami podczas obrony istniejącego porządku, kiedy królestwom zagraża powrót demonicznego władcy i jego armii nieumarłych. Każda z postaci należących do drużyny Brzasku, która podobne zagrożenie dwadzieścia lat wcześniej, zdaje się przy tym sięgać statusu legendy – zamiast człowieka (czy w tym przypadku – zwierzęcia) mamy do czynienia raczej z pewnym archetypem, wzorcem pozbawionym jakichkolwiek plam czy rys na osobowości. To sprawia, że głównym postaciom w Mieczu Ardeńczyka zaskakująco blisko do tych z Trylogii Henryka Sienkiewicza – nieskazitelna moralność zostaje przeciwstawiona tu dwulicowości i intryganctwu, a postaci miary nadludzkiego Longinusa Podbipięty dokonują czynów niemal nadprzyrodzonych, odpowiadających ścięciu trzech głów naraz.

Obu autorów łączy także inna, niezbyt chlubna kwestia – podrzędny status kobiet pojawiających się na stronach ich utworów. Przedmiotowość postaci żeńskich w Trylogii rzuca się w oczy niemal od razu – to obiekty, które się przewozi, ukrywa czy do których się wraca; są nagrodą, na którą trzeba zasłużyć, obiektami westchnień i motywacją do działania głównych postaci. Żadna nie może istnieć i podejmować decyzji samodzielnie, jako jednostka, zawsze musza uwzględnić męskość czy mężczyzn jako istotny czynnik, oś wszystkich działań. Z podobnym ujęciem mamy do czynienia w Mieczu Ardeńczyka, w którym kobiety z samej racji bycia kobietami, na które nałożono pewne normy kulturowe, stanowią jedynie tło dla bohaterskich działań postaci męskich. Pojawiają się głównie po to, żeby być podszczypywane, cierpieć, poświęcać się, być obiektami pożądania, dobrze wyglądać. Jednym słowem – pełnią funkcję ornamentacyjną, która ma na celu raczej kreowanie atmosfery męskiej przygody.

Ich rola w świecie stworzonym przez Willema jest jednak nie tylko określona przez panujące w nim oczekiwania wobec mężczyzn i kobiet czy przez konstrukcję przestrzeni, który dla kobiet jest po prostu niebezpieczny, jeśli się nie podporządkują – wiąże się ona też z samym posiadaniem kobiecego ciała. Samo założenie, na którym opiera się Miecz Ardeńczyka – że to komiks o częściowo antropomorficznych zwierzętach – pozwala spojrzeć na to, w jaki sposób tworzy się hierarchie, wartościuje świat. W komiksie Willema kryterium oceny jest, jak się wydaje, bliskość do wewnętrznej równowagi między cechami zwierzęcymi i ludzkimi. Sama decyzja personifikacji wiąże się z pewnym wykluczeniem – w końcu nie można zachować w nienaruszonym stanie tych pierwszych i jednocześnie dodać do nich tych drugich, coś trzeba pominąć, żeby zrobić miejsce dla czegoś innego. W przypadku postaci pojawiających się w Mieczu Ardeńczyka pozostawiono przeważnie zwierzęcy wygląd postaci, zmodyfikowany jednak na tyle, żeby dopasowały się do schematów kulturowych ze świata czytelnika/czytelniczki. Wszystkie chodzą w pozycji wyprostowanej, noszą ubrania wzorowane na ludzkiej modzie i posługują się przedmiotami w ten sam sposób co oni. Ogólna zwierzęcość wyglądu zostaje jednak zachowana – nawet jeśli nie widać ich twarzy, można rozpoznać, kto jest niedźwiedziem, kto psem, a kto zającem. Ich wygląd, postura i sposób poruszania się, jednocześnie ludzkie i zwierzęce, w jakimś stopniu warunkują więc ich pozycję w hierarchii, opartej bądź co bądź na stosunkach feudalnych, oraz realizacji założenia komiksu.

Tożsamości postaci nie tworzy jednak tylko ich ludzki charakter czy pełnione funkcje (jak rycerz, duchowny czy król), ale też symbolika gatunku, którą przenoszą ze świata autora w ten fikcyjny. Mocną stroną lisiego mnicha jest planowanie i spryt, rycerza niedźwiedziego siła i odwaga, a psiego – lojalność i honor, sowiego maga – mądrość. Autor do obsadzenia określonych ról wybrał takie zwierzęta, które czytelnik/czytelniczka mogą skojarzyć ze swoim wyobrażeniami. Znaczenia ze świata ludzi wpływają na ich tożsamość, wyobrażona zwierzęcość łączy się z człowieczeństwem.

Tego typu wplecenia w świat Miecza Ardeńczyka odmówiono jednak postaciom kobiecym, którym daleko do tego typu zrównoważenia aspektów ludzkiego i zwierzęcego. W ich przypadku nie mamy do czynienia z tego typu dającą nową jakość – tu widać, że postaci kobiece funkcjonują w komiksie jedynie jako kobiece ciała, które jak najwierniej mają przypominać ludzi. Oczywiście reprezentują one różne gatunki zwierząt, ale wszystkie cechy ich wyglądu zostają nagięte tak, że równie dobrze mogłyby być kobietami z twarzami o pewnych zwierzęcych cechach. Futro pokrywające ciało jest przedstawione w sposób, który imituje nagą skórę o określonej karnacji, a jedyne włosy wyglądające jak włosy znajdują się na głowie, tak żeby można było je ułożyć w określoną fryzurę. Wyjątkowo silnie eksponowane są w ich przypadku ludzkie cechy płciowe lub mające kontekst seksualny – wyeksponowane lub wyraźnie zarysowane zostały piersi czy pośladki – przeniesione do komiksu bez żadnego wyraźnego uzasadnienia fabularnego czy w konstrukcji świata. W męskich ciałach w Mieczu Ardeńczyka dominują cechy zwierzęce, które są jednak tylko dodatkiem w przypadku postaci kobiecych – tu decyduje zachowanie ludzkiego kształtu.

Skutki takiego zabiegu najwyraźniej widać na przykładzie Łasiczki, członkini drużyny Brzasku, która miała być zapewne kimś w rodzaju wyemancypowanej kobiety niepoddającej się społecznym schematom. Tajemnicza, samodzielna, chadzająca własnymi ścieżkami… i to tyle. Pozornie jedna z głównych postaci, w istocie jest jedynie epizodyczna, a za każdym razem, kiedy już pojawia się w kadrze, jest ukazywana w sposób przypominający strategię fanserwisu – na pierwszy plan zawsze wysuwane są jej piersi, włosy, oczy i pośladki. Łasiczka przyjmuje niemal przez cały czas wystudiowane pozy, tak żeby zwracać uwagę na swoje atuty, nie wydaje się, żeby w jakiejkolwiek sytuacji czuła się swobodnie. Poza tym jej działanie nie ma aż tak znaczącego wpływu na akcję jak postaci męskich, pełni wobec nich funkcję wspomagającą – ma ratować ich z opresji lub podrzucić jakąś myśl, żeby zaraz zniknąć. Trudno w jej przypadku mówić o byciu postacią z własnym charakterem – Łasiczkę poznajemy w odniesieniu do postaci męskich i wobec niej definiowaną.

Wyraźnie widać na tym przykładzie podrzędną pozycję postaci żeńskich w komiksie Willema. Nie chodzi tu już tylko o kwestie ról przypisywanych płciom, które można by kwestionować czy naginać, ale o widoczną na pierwszy rzut oka niższość, od której nie da się uciec. Jeżeli punktem odniesienia dla tego, czy postać ma jakąkolwiek siłę sprawczą w tym świecie, jest równowaga między cechami ludzkimi i zwierzęcymi, postaci kobiece znajdują się na społecznym marginesie przez swoje zbytnie człowieczeństwo. Ich tożsamość nie wynika już z jego mieszanki z symboliczną zwierzęcością; wpływa na nią głównie fakt, że są kobietami. To je definiuje i wpływa na rolę w fabule – żeńskie postaci pozostają w tle i ich decyzje zależą od obecności i wpływu mężczyzn. Nie są jednostkami, hybrydami, które mogłyby stać się indywidualne dzięki połączeniu cech zwierząt i ludzi, stworzyć nową jakość. Są po prostu kobietami z domieszką cech zwierzęcych, ze wszystkimi tego konsekwencjami w świecie tego typu.

Ilustracje pochodzą z: Étienne Willem, Miecz Ardeńczyka, tłum. Paweł Łapiński, Warszawa: Egmont, 2018.
Do napisania tego tekstu zainspirowała mnie rozmowa z E., dzięki!