Ilu tłumaczy, tyle tłumaczeń

Żadne tłumaczenie nie zdarza się dwa razy. Na jego wynik składa się wiele niepowtarzalnych okoliczności kształtujących zarówno dzieło, jak i osobowość tłumacza/tłumaczki. W głowie tłumaczy pokazuje, jak przełożony tekst staje się osobnym utworem, który ma więcej niż jednego autora/jedną autorkę.

Nie wszystko w kwestii tłumaczenia da się jednak zmierzyć i nazwać. Od kogoś, kto się nim zajmuje, wymaga o wiele więcej niż jedynie znajomości języka i umiejętności czytania ze zrozumieniem; angażuje wszystkie strony osobowości, nawet te, których by się nie spodziewało. Z tego powodu nie da się wyznaczyć uniwersalnego przepisu na przekład, który można by zastosować zarówno do barokowej poezji, jak i szwedzkich kryminałów. Nie chodzi mi jednak o samą nieprzekładalność jednego języka na drugi w stosunku jeden do jednego, chociaż, oczywiście, ma to ogromne znaczenie. W tym tekście chciałbym się skupić raczej na osobowości samego tłumacza/samej tłumaczki, która sprawia, że każde tłumaczenie jest niepowtarzalne.

To może rodzić pewne problemy, jako że potrzebny jest pewien wspólny kod, dzięki któremu autor/autorka oryginału porozumieją się z czytelnikiem/czytelniczką posługującymi się innym językiem. Tu na scenę wchodzą tłumacze i tłumaczki – tworzą miejsce wspólne, w którym mogą spotkać się różnojęzyczne strony. Do tego konieczne jest zrozumienie, o co chodziło w wyjściowym tekście, znaleźć odpowiednie słowa do oddania myśli i przekazać ją w innym języku. Część tego zadania staje się łatwa dzięki temu, że zawsze czegoś można się douczyć, o coś dopytać, coś wyszperać, jeśli ma się poczucie, że za mało się wie na jakiś temat. Istnieje pewien zakres twardej wiedzy – literackiej, historycznej, geograficznej, muzycznej itp. – którą można rozszerzać, jeśli jest się np. tłumaczem/tłumaczką specjalistycznymi. Kiedy natrafi się na coś problematycznego, zawsze znajdzie się też źródło, do którego można sięgnąć po pomoc czy po dokształcenie się. Zresztą wiele rzeczy wpada do głowy mimochodem – o dziwo, kompulsywne oglądanie seriali może szybko podszkolić w znajomości angielskiego.

To jednak dopiero początek, który może dać początek czemuś o wiele mniej uchwytnemu, a mianowicie zmianom, które dokonują się pod ich wpływem w samych tłumaczu/tłumaczce. Bądź co bądź wciąż są ludźmi, kształtowanymi przez to, z czym się stykają. Jacek Świdziński w swojej części W głowie tłumaczy przedstawia mózg zajęty tłumaczeniem jako fabrykę, do której trafiają dane i która je przetwarza, czego efektem jest nowy tekst. Sprawia to wrażenie uporządkowanego procesu, w którym nad wszystkim można zapanować i na wszystko znajduje się receptę – i rzeczywiście, wraz z nabywanym doświadczeniem zapewne udaje się wypracować pewien model pracy, w którym wiadomo, kiedy nadchodzi przepracowanie, kiedy trzeba zrobić przerwę, a kiedy wręcz przeciwnie – do głosu dochodzi wewnętrzny leń, którego trzeba uciszyć.

Rzecz jednak w tym, że te zasady nie są ani uniwersalne, ani nienaruszalne – i tu zaczynają się problemy, o których wspomniałem wyżej. Fabryka tłumaczeń w głowie przechodzi ciągłe zmiany i przebudowy, nie zawsze musi zresztą fabrykę przypominać. Wszystko dzieje się pod wpływem zainteresowań tłumacza, tego, jak jego doświadczenia – czy to życiowe, czy np. lekturowe – wpływają na jego tożsamość, wreszcie okresu i miejsca życia. Trzeba pamiętać, że najpierw jest tłumacz, a potem tłumaczenie, nie na odwrót, i właśnie ta relacja kształtuje ostateczny tekst. Utwory Szekspira wyglądają inaczej w wykonaniu Józefa Paszkowskiego, a inaczej je interpretuje Stanisław Barańczak, mimo że obaj zajmowali się tymi samymi dziełami. Osobowość człowieka zajmującego się przekładem staje się zatem jednocześnie pomostem, jak i przepaścią – może sprawić, że tłumaczenie stanie się kanoniczne i przetrwa wpływ czasu i okoliczności, ale może też szybko stać się historią literatury, zastąpione przez wersję świeższą, lepiej odpowiadającą na potrzeby czytelników.

Właśnie dlatego pomysł stworzenia komiksu przez wielu rysowników o tak różnych stylach i podejściu do tematu wydaje się jak najbardziej na miejscu. Mamy więc m.in. historię przekładu w stylu Roberta Sienickiego, główną narrację zilustrowaną przez Daniela Chmielewskiego czy perypetie studentki dopiero decydującej się na rozpoczęcie przygody z tłumaczeniem przedstawione przez Fanny Vaucher. Mozaikowość i anegdotyczność dobrze obrazują to, że każdy z tłumaczy rozumie swoje zajęcie w inny sposób, ma inne przygotowanie i inne ambicje związane z tym, co robi. Nie da się uniknąć wpływu tego wszystkiego na tekst, który z jednej strony powinien być możliwie wierny oryginałowi, ale do którego z drugiej strony przenika wszystko to, co dzieje się wokół tłumacza/tłumaczki.

Odkrywanie osoby i osobowości tłumaczy, o których, jak zauważa jedna z bohaterek komiksu, ludzie sobie przypominają dopiero kiedy przekład nie spełnia ich oczekiwań, wiąże się także z obalaniem pewnych stereotypowych wyobrażeń na temat ich pracy. Tłumacz pracuje cały czas, nawet jeśli nie siedzi bezpośrednio nad tekstem. Pomysł na wyrażenie czy ujęcie czegoś w słowa może wpaść np. w tramwaju, podczas zmywania czy wyjazdu, kiedy próbuje się od pracy oderwać myśli. Wydaje się jednak, że ta nigdy nie ustaje – bynajmniej nie wygląda tak, że siada się na spokojnie z kubkiem herbaty czy kawy, a przynajmniej nie zawsze; często odbywa się w niezbyt sprzyjających warunkach. Zarwane noce, komputer otwierany w zatłoczonym pociągu czy szybkie poprawki podczas jedzenia w biegu – na pewno często wyglądają w ten sposób pisanie, redakcja i korekta, ale podejrzewam, że tłumaczenie niewiele się różni w tej kwestii. Każdy ma swój tryb pracy, ale ten bywa też jeszcze komplikowany przez samo życie, nieprzewidziane okoliczności czy deadline’y, które jeszcze wczoraj wydawały się tak odległe, a nazajutrz okazuje się, że oranytojużajajeszczewlesie!

W głowie tłumaczy swoją dynamicznością i różnorodną konstrukcją stara się oddać prawdziwy charakter pracy tłumaczy/tłumaczek. Zajęciu bliżej do tego, co zostało przedstawione na okładce komiksu – poplątanie, mózg rozgrzewający się od myślenia, próby uchwycenia sensów i myśli, a potem zamknięcia ich w sztywnej ramie języka. Z zewnątrz może i wygląda jak człowiek siedzący nad kartką papieru czy przed ekranem, ale tak naprawdę myślami jest gdzie indziej, starając się umożliwić porozumienie między dwiema osobami – rzecz pozornie prostą, w istocie niezmiernie trudną, często prowadzącą na manowce.

Ilustracje pochodzą z: T. Pindel i in., W głowie tłumaczy, Instytut Kultury Miejskiej, Kultura Gniewu, Gdańsk 2019.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *