Migracje żurawi origami

Komiks, jaki jest, każdy widzi? Niekoniecznie, zwłaszcza jeśli obok niego pojawiają się inne formy. W zestawieniu z nimi ujawnia jednak swoją elastyczność. Mimo że na dalszym planie w Papierniku Rocha Urbaniaka, udowadnia, że komiks może pozostać sobą nawet w bardzo nieoczywistym kształcie i zmieniać wymowę całego utworu.

Kłopot ze zrozumieniem, o czym tak naprawdę jest Papiernik, bierze się ze skomplikowanej zależności pomiędzy składającymi się na zbiór formami. Podobnie jak w historii Szeherezady, która zajmuje swojego męża opowieściami, żeby nie zginąć z jego ręki, trudno powiedzieć, że losy tytułowego kolekcjonera historii to tylko rama łącząca różnorodne opowieści. Papiernik, mimo że skromnie oddaje pierwszy plan swoim najcenniejszym zbiorom i dzieli się nimi z czytelnikiem/czytelniczką, w istocie wciąż jest w nich obecny i można się zacząć zastanawiać, która warstwa tekstu jest ważniejsza – czy on sam, czy opowiadane przezeń historie.

Osobiście pojawia się w dwóch miejscach zbioru. We wstępie przedstawia się i stwierdza, że bycie papiernikiem (bo to nie imię, ale funkcja) to praca jak każda inna i że jeśli chcemy, opowie nam, co przyniosły mu ostatnio żurawie origami wypuszczane każdego ranka w świat; w zakończeniu zaprasza z kolei na Targowisko Opowieści, czyli do drugiego tomu dylogii. Można by pomyśleć, ze taki zabieg to nic nadzwyczajnego, ot po prostu nawiązanie do motywu znalezienia rękopisu, który odkrywca podpisuje własnym nazwiskiem tylko dlatego, że był anonimowy – ale w żadnym wypadku nie jest jego/jej, oni tylko pośredniczą. Nic nowego, można by pomyśleć, oczywiście, ale to byłby błąd.

Sprawa z Papiernikiem nie jest jednak taka prosta. Wątek narratora i zebrane baśnie ściśle się ze sobą wiążą, w sposób niemal organiczny – jedno nie może funkcjonować bez drugiego. Istnienie samej postaci papiernika uzasadnia zebranie wszystkich przedstawionych opowieści, pozornie ze sobą niepowiązanych (chociaż tak naprawdę należących do jednego świata i czasem się przenikających), ale jego przyczyną jego istnienia są też same opowieści. Mimo że główny bohater nonszalacko stwierdza, że to praca jak każda inna, w istocie stanowi ona część jego tożsamości, a on sam jest częścią większego mechanizmu przekazywania ich innym. Bez opowieści nie byłoby papiernika, a bez papiernika trudno byłoby zaistnieć opowieściom w życiu ich odbiorców.

Tę relację dodatkowo zacieśnia fakt, że niespodziewanie jak hiszpańska inkwizycja we wprowadzeniu pojawia się komiks. Ilustracje do tekstów w dylogii są statyczne i towarzyszą zwartemu tekstowi, ale nie są z nim związane w sposób, w jaki słowo i obraz łączą się w komiksie. Po zakończeniu lektury właśnie ta forma – ilustrowanej baśni – najprawdopodobniej pozostanie z czytelnikiem.. Ma to oczywiście swoje fabularne uzasadnienie, jako że papiernik jest jedynie pośrednikiem w obiegu historii (a przynajmniej na takiego się kreuje); nie zmienia to jednak faktu, że komiks, przez samą swoją obecność, zmienia w znaczący sposób odbiór całości.

Nie da się bowiem czytać Papiernika jedynie jako zbioru baśni. Wszystko przez napięcie między różnymi sposobami pojmowania czasu w baśniach i w komiksie. W pierwszym przypadku sam główny bohater stwierdza, że żurawie przynoszą mu przeróżne historie – już opowiedziane, stanowiące wariacje na temat wcześniejszych historii lub całkowicie nowe, które ceni sobie najbardziej. Każda z czternastu obecnych w zbiorze stanowi odrębną całość, z wyraźnie zaznaczonym początkiem i końcem, chociaż często przesłanie opowieści pojawia się już na jej początku, a fabuła stanowi jej zobrazowanie. Nie ma żadnych wskazówek dotyczących tego, kiedy mogłyby się rozgrywać przedstawione w nich wydarzenia – wszystkie zawieszone są w baśniowym bezczasie, mogą tak naprawdę wydarzać się kiedykolwiek i nie wpływają znacząco na siebie nawzajem. Świat, w którym mieszka papiernik, jest na tyle różnorodny, że trudno tak naprawdę wyznaczyć, co w nim jest prawdą, a co fikcją. Przekonujemy się o tym zwłaszcza w drugim tomie – obok zagubionych kosmonautów i lotników z miast zawieszonych w chmurach jest w nim miejsce dla magicznych stworzeń z japońskich wierzeń i rycerzy niekoniecznie śpiących pod górami Wydaje się, że wszystko wydarza się jednocześnie lub nie wydarza się nigdy, ale tak czy inaczej wplata się w życie narratora.

Baśnie przedstawione tu zostały jako niekończący się strumień, który płynie od zawsze i będzie płynął dopóki będzie ktoś, kto opowiada historie. Nie mają ani twórcy, który opowiedział je po raz pierwszy, ani ostatniego opowiadającego – to po prostu woda nabrana w dłonie ze strumienia płynącego niezależnie od ludzi.

Ci zaś mogą stać się częścią obiegu baśni – co prawda małą, ale znaczącą, jeśli chcą dzielić się nimi z innymi. Mogą, wzorem papiernika, dysponować nimi, wybierać z nich to co najlepsze i przekazywać dalej, ale historie istnieją ponad nimi, przenikając się w sposób wolny od liniowości, prostej wynikowości. Człowiek jest w tym świecie jedynie gościem, który, żeby je zrozumieć, nadaje im określoną strukturę i włącza w swoje życie. Po to właśnie pojawia się u Urbaniaka fragment komiksowy – pomaga wprowadzić porządek ludzki do tego ponadludzkiego, pokazać, że ponadczasowe historie odgrywają całkiem konkretną rolę w życiu człowieka tu i teraz. W tym kontekście komiks wydaje się chyba najodpowiedniejszym środkiem wyrazu – forma ta, koncentrująca się właśnie na przepływie czasu i próbach jego uchwycenia, przedstawia losy pojedynczej postaci zorganizowane w sposób liniowy, przyczynowo-skutkowy.

Papiernik żyje z przeszłości do przyszłości. W przeciwieństwie do baśni, którymi się zajmuje, nie może funkcjonować w różnych równoważnych wariantach. Komiks pojawiający się na początku pierwszego zbioru dzięki swojej sekwencyjności z jednej strony wprost pokazuje, że papiernik tu i teraz jest bezpośrednim wynikiem tego, co się już wydarzyło, czego nie można już cofnąć; z drugiej między kadrami daje do zrozumienia, że poznawanie historii zawieszonych poza zwykłym czasem pozwala w jakiś sposób uwolnić się od przyczynowo-skutkowej codzienności. Baśnie kolekcjonowane przez papiernika pozwalają mu wyjść z niej choć na chwilę, udowadniają też, jak pojemną formą jest komiks, który silnie wpływa na strukturę i wymowę całego utworu, nawet jeśli występuje w nim tylko w śladowych ilościach.

Ilustracje pochodzą z: R. Urbaniak, Papiernik czyli skąd biorą się opowieści, Wydawnictwo Tadam, Warszawa 2018.

Korzystałem też z: R. Urbaniak, Papiernik. Targowisko Opowieści, Wydawnictwo Tadam, Warszawa 2019.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *