Urbaniak, Budziejewski, Piotrkowicz, “Rysiek i Królik”

Rysiek najchętniej spędzałby czas na boisku do koszykówki albo przeglądaniu internetu. Królik z kolei jest zapalonym graczem i początkującym poetą. Pozornie nic ich nie łączy – a jednak, kiedy Rysiek zostaje za karę przesadzony do ławki Królika, oznacza to początek ich przyjaźni. Odtąd niemal cały czas spędzają razem – i to ich wspólne przygody śledzimy w serii Rysiek i Królik Katarzyn Urbaniak, Krzysztofa Budziejewskiego i Łukasza Piotrkowicza. Komiksy te, choć mogą wydawać się niezbyt skomplikowane pod względem fabularnym, w istocie subtelnie przesuwają granice konwencji, do których nawiązują, i co i raz puszczają oko do czytelnika/czytelniczki. A poza tym są po prostu przezabawne.

Mimo że duża część akcji rozgrywa się w szkole, miejsce to nie jest najważniejsze w tworzeniu fabuły, nie stanowi układu odniesienia dla wszystkiego, co się dzieje. Ma to dość duże znaczenie w kwestii tego, jak kształtowana jest narracja w dziecięcych i młodzieżowych historiach „szkolnych” – wystarczy, że podrzucę tytuł High School Musical i będziecie wiedzieli/wiedziały, o co mi chodzi. Wspomniany film bardzo przerysowuje konwencję, ale dobrze ilustruje jej założenia. Szkoła w tego typu historiach zazwyczaj jest środowiskiem naturalnym postaci, które w domu jedynie bywają. To w niej rozgrywają się wszystkie życiowe dramaty, doświadcza się w niej wszystkich rytuałów przejścia, a także po raz pierwszy spotyka z siłą instytucji i dążenia do ukształtowania osobowości wychowanków w określony sposób. Życie postaci jeśli nie rozgrywa się w dużej mierze w szkole, to na pewno kręci się wokół niej i jej środowiska.

Tymczasem Rysiek i Królik odchodzi od tego schematu fabularnego, a także od pewnego sposobu myślenia, który wyraża się w sztandarowym pytaniu zadawanym często dzieciom przez dorosłych: „To jak tam w szkole?”. Seria pokazuje, że szkoła nie jest dla młodych ludzi środkiem wszechświata, nie musi być nawet specjalnie ważna – po prostu stanowi jeden z elementów ich rzeczywistości. Tytułowe postacie niespecjalnie skupiają się na tym, co dzieje się na lekcjach, nie angażują się też zbytnio w szkolne życie; to, co najważniejsze, dzieje się po lekcjach, kiedy wreszcie mogą rozwijać swoje zainteresowania lub po prostu pomarnować razem czas oglądając na przykład filmiki w internecie. To jednak zawsze jest ich wybór, a nie konieczność wynikająca z dynamiki szkolnego życia, które często staje się źródłem wszelkiego rodzaju dram-samograjów napędzających szkolne fabuły i będących źródłem kliszowych rozwiązań. Rysiek i Królik co prawda poznają się na lekcji, na korytarzu można też spotkać obiekt westchnień tego drugiego, ale zawsze to tylko punkt wyjścia dla wydarzeń, które rozgrywają się na zewnątrz, gdzie zachodzi ich prawdziwy rozwój jako postaci.

Po pierwszych historyjce od razu nasuwa się też myśl, że zaraz, przecież to typowe bajki! W końcu postaci to zwierzęta o ludzkich cechach, każdy z epizodów ma też pewien morał, choć nie wyrażony wprost, wreszcie kolejne opowiadania są dość krótkie. Cóż, i tak, i nie. Z jednej strony jasne, Rysiek i Królik to zbiory bajek we współczesnej scenerii, które zajmują się problemami współczesnych młodych ludzi i ważnymi dla nich sprawami, takimi jak pierwsza miłość, hejt w internecie czy nadmiar rozpraszających bodźców. Każda z historii jest zbudowana według podobnego schematu – postaci wpadają na pomysł, który okazuje się mniej lub bardziej nierozsądny lub zostają uwikłane w wydarzenia, które mogą wpakować je w kłopoty, potem wszystko się komplikuje, aż w końcu wszystko się układa. Z drugiej strony – nie chodzi o to, jak bardzo się coś wpasowuje w schemat, bo jakieś uogólnienie zawsze się znajdzie, ale w jaki sposób się do niego odnosi, realizuje go i kwestionuje sztywność ram. Rysiek i Królik nie zawsze wychodzą z kłopotów z jakąś nauczką, jakbyśmy oczekiwali po bajce. W wielu przypadkach morał bywa dwuznaczny i nieoczywisty, a czytelnik/czytelniczka sami muszą ocenić, czy coś było słuszne, czy nie. Kiedy mamy prawo do zemsty, o ile w ogóle? Gdzie przebiega granica między pasją a obsesją? I kiedy kłamstwo jest dobre, a kiedy złe? To, jak układają się losy Ryśka i Królika sugeruje określone odpowiedzi, ale wynikają one z konstrukcji przedstawionego świata – odbiorca musi jednak samodzielnie osądzić rozwiązanie każdego epizodu. Historie te nie dążą do uniwersalności ani do dydaktyzmu, ale skłaniają do myślenia i krytycznego spojrzenia.

Tym, co mnie najbardziej ubawiło, były wszystkie odniesienia do rzeczywistości poza komiksem, często wielopoziomowe i zmuszające do głębszego zastanowienia. W Ryśku i Króliku nic nie wydaje się przypadkowe – jak choćby to, że Królik namiętnie gra w Ligę Legendarnych Górników (nazwę rozszyfrujcie sami/same), która wygląda jak stare komputerowe gry fabularne, ale postać gracza wygląda jak jedna z postaci z serii Kajko i Kokosz. Tego typu smaczków jest więcej i warto na nie polować. Nic więcej o nich nie napiszę, bo ich siła tkwi właśnie w niespodziewaności.

Mam nadzieję, że zeszytów z tej serii będzie więcej, bo zapewniają inteligentną rozrywkę, niezależnie od tego, czy ma się 7, czy 107 lat. Do Ryśka i Królika można wielokrotnie wracać i zawsze znajdzie się coś nowego, poza tym postaci są tak charakterystyczne i sympatyczne, że chce się z nimi spędzać czas. Komiks wciąga, angażuje i pozostawia żal po przewróceniu ostatniej strony, że to już, a tak robią tylko dobre historie.

Ilustracje pochodzą z: Katarzyna Urbaniak, Krzysztof Budziejewski, Łukasz Piotrowicz, Rysiek i Królik. W szortachRysiek i Królik. Pasztet z trocin, Warszawa: Egmont, 2014, 2016.