Nie wszystko widać

Odyseja Hakima Fabiena Toulmégo to opowieść między innymi o zaufaniu – jak dużo dowiemy się o życiu tytułowego uchodźcy zależy od cierpliwości, zrozumienia i uwagi. Historia tułaczki odsłania się przed autorem komiksu i przed odbiorcami z czasem, ale trzeba mieć świadomość, że nie wszystko zostanie odkryte.

Kiedy przez pewien okres swojego życia ograniczałem się lekturowo głównie do komiksów z Kaczorem Donaldem, największe wrażenie robiły na mnie dzieła Dona Rosy: kadry wypełnione szczegółami po brzegi, w których każda z postaci robi coś innego i – niezależnie od tego, czy chodzi o tę główną, czy o ślimaka gdzieś w rogu obrazka – jest równie ważna co pozostałe. Kiedy piszę o „wadze”, nie mam na myśli hierarchii planów, ale kwestię sprawczości – każda z nich ma swój istotny wkład w treść kadru, żadna nie jest tu jedynie tłem dla wydarzeń. Nawet wspomniany ślimak ma swoją historię, która na jeden krótki moment spotyka się z opowieściami innych, żeby stworzyć coś wspólnie, a potem się rozejść. Reflektor nie wydobywa jednego czy paru szczegółów kosztem całej reszty, ale równomiernie oświetla całość sceny, wydobywając na powierzchnię całe skomplikowanie przedstawionego świata.

Tego typu konwencja zdaje się wykorzystywać w pełni zasadę show don’t tell, według której lepiej skonstruować narrację tak, żeby odbiorca przekonał się o czymś bezpośrednio, niż to omawiać, snuć opowieść w jakimś sensie z drugiej ręki. Szczegółowe kadry pozwalają przekonać się, że świat jest różnorodny i niejednoznaczny, o co możemy zobaczyć na własne oczy – szczegółowość kadru wynika z zestawienia często sprzecznych elementów, z których każdy wprowadza inny wątek, opowiada inną mikrohistorię. Rzeczywistość okazuje się zatem miejscem pełnym wzajemnych powiązań, których niewielkiego ułamka czytelnik/czytelniczka doświadczają dosłownie przez moment.

Odwołam się jeszcze raz do komiksów Rosy, bo to dobry przykład – mimo że zazwyczaj ich fabuła jest skomplikowana i mamy do czynienia z bogatymi osobowościami, tym, co jako pierwsze rzuca się w oczy, jest estetyka. Autor skupia się na funkcjonowaniu postaci w ich otoczeniu i tym, w jaki sposób zmiany – zarówno w samej postaci, jak i w otoczeniu – stają się widoczne i wpływają na świat fizyczny, dostępny bezpośrednio dla zmysłów; niemal każda z postaci jest tu w jakiś sposób publiczna. Przykładowo w Życiu i czasach Sknerusa McKwacza tytułowa postać staje się legendarnym Królem Klondike w wyniku tego, że brutalnie wymierza sprawiedliwość swoim wrogom; wybuch agresji to wynik zmiany, która zachodzi w Sknerusie, ale zmiana ta ostatecznie manifestuje się fizycznej przemocy. Wszystko, co dzieje się wewnątrz, prędzej czy później musi stać się widoczne, musi dać się przedstawić.

Problem z podejściem typu „albo-albo” (pokaż lub omów) pojawia się jednak, kiedy czyjaś historia jest prywatna i, nawet jeśli komuś zostaje przekazana, prywatność ta musi zostać uszanowana. Odyseja Hakima Fabiena Toulmégo nagina formułę show don’t tell i zadaje pytanie, na ile komiks może i powinien pokazywać wydarzenia, o których opowiada, jak właściwie powinien to robić. Ta forma ekspresji opiera się na wzajemnym zaufaniu między autorem/autorką i czytelnikiem/czytelniczką – są kwestie, które ci pierwsi zgadzają się pokazać wprost, takie, których istnienie jedynie się sugeruje, oraz te, które świadomie się pomija i do fabuły nie włącza. Odbiorca dostaje zaproszenie do poruszania się tylko w dwóch pierwszych obszarach – skoro istnieją luki w narracji, trzeba je jakoś uzupełnić, wyobrazić sobie, w jaki sposób nastąpiło przejście z jednego kadru do drugiego. Trudniejsze wydaje się jednak zaakceptowanie istnienia trzeciej części, tej obwarowanej zakazem wstępu. Jej istnienie wydaje się oczywiste w komiksowych seriach, w których autor/autorka ukrywają część swoich zamiarów czy założeń dotyczących świata, żeby potem odkrywać je stopniowo na przestrzeni kolejnych części. Co jednak w przypadku historii biograficznej, kiedy zakaz wstępu wynika z niechęci do dzielenia się wszystkim?

Czytelnik/czytelniczka muszą pogodzić się z tym, że nie do wszystkich części historii zyskają dostęp. W Odysei… wynika to z czegoś, co można by nazwać podwójnym pośrednictwem pomiędzy wydarzeniami a ich przedstawieniem. Historia o wyjeździe z ogarniętej wojną Syrii i tułaczce w poszukiwaniu miejsca, w którym można by się osiedlić, jest najpierw filtrowana przez Hakima (nie o wszystkim opowiada), a potem przez samego autora (decyduje, w jaki sposób i co przedstawić). Komiks ten zresztą opiera się na zaakceptowaniu niepełności opowieści – Hakim mówi o czasie trudnym, więc nie wszystkim się dzieli, a autor nie drąży tematów przemilczanych. Tak jak on sam akceptuje istnienie sfery, do której nie powinien próbować się dostać przez szacunek do swojego rozmówcy, tak i czytelnik/czytelniczka nie mają do niej wstępu. To, co pokazane, wynika zatem z tego, co opowiedziane – kwestia konsekwencji, a nie wyboru jednej z opcji.

U Toulmégo ograniczenie to wpływa na sposób, w jaki przedstawione zostaje życie Hakima. O ile w konwencji faworyzującej pokazywanie prywatna historia staje się publiczna przez to, że wszystko, co się dzieje, jest widoczne, o tyle tu kierunek jest odwrotny – historia publiczna staje się prywatna, a opowieść o tym, w jaki sposób wielkie wydarzenia wpływają na życie jednostki – fragmentaryczna i ograniczona. To człowiek decyduje, ile z tego, czego doświadczył, zamknie w opowieść i podzieli się z kimś innym. O ile w komiksie jako formie ekspresji wszystko prędzej czy później staje się obrazem, w którym wyrazy są ściśle reglamentowane – więc kusi, żeby jak najwięcej pokazywać, nawet z życia wewnętrznego postaci – kiedy słowa stają się fundamentem opowieści, trudno ograniczyć się tylko do jednego z już istniejących wyjść.

O ile pokazywanie, zwłaszcza to szczegółowe, zanurza nas od razu w sieci zależności, bezpośrednio pokazuje, jak wiele dzieje się dookoła nas, nawet kiedy nie jesteśmy tego świadomi, Toulmé wybiera inną drogę – w jego komiksie najdobitniejszym środkiem wyrazu jest milczenie. Sylwetki wszystkich postaci są maksymalnie uproszczone, ograniczone tylko do cech charakterystycznych, które pozwalają je odróżnić od innych. Nie widać na nich żadnych śladów, które pozostawiają po sobie życiowe doświadczenia, a to, co dzieje się wewnątrz, nie znajduje tak łatwej reprezentacji na zewnątrz. Hakim opowiadający o swoim życiu wygląda tak samo jak Hakim ze wspomnień, na jego twarzy pojawiają się tylko te emocje, których przedstawienie umożliwia styl Toulmégo, a więc te najbardziej wyraziste, na tyle silne, że mogą się wydostać na zewnątrz. Postacie nie są zatem skazane na widoczność zmian wewnętrznych.

Ma to szczególne znaczenie dla zaangażowania czytelnika/czytelniczki w historię i zwrócenia uwagi na określone emocje, które stają się wyraźniejsze i silniej oddziałują na odbiorcę, kiedy już stają się widoczne. Najlepiej widać to w przypadku smutku czy rozpaczy, sygnalizowanych w warstwie graficznej przez kształt oczu postaci – prosta zmiana oparta na symbolu i założeniu, że odbiorca zrozumie intencję, uderza jak młot. Mamy wtedy poczucie, że zostaliśmy wpuszczeni w obszar, który dotychczas był pilnie strzeżony, że obdarowuje się nas zaufaniem tak jak autora powoli dopuszczanego do coraz bardziej prywatnych sfer życia rozmówcy. Oparcie opowieści właśnie na akcie opowiadania sprawia, że świat zyskuje na zupełnie innym, nowym wymiarze. O ile konwencja showingowa skupia się na tym, że jeśli tylko uważnie popatrzymy, dostrzeżemy, jak różnorodny świat nas otacza, o tyle ta skupiona na opowieści zachęca do słuchania i zaangażowania. W Odysei… nic nie jest oczywiste i jednoznaczne na pierwszy rzut oka, a Hakima można by minąć na ulicy i nie dostrzec, co kryje się za pozornie obojętną miną. Tymczasem okazuje się, że to, co widać, nie tylko nie daje nawet wskazówki na temat życiowych doświadczeń, ale też może mylić i prowadzić do niewłaściwych wniosków. Tu nic nie jest przypadkowe, nie da się też sprowadzić tej historii tylko do show lub tylko do tell – skoro nie wszystko zostaje opowiedziane, a raczej skoro opowieść powoli rozwija się coraz bardziej, ukazując coraz więcej swoich wymiarów, nie wszystko da się zatem tylko pokazać lub tylko omówić. Świat jest nie tylko wielki, ale też mały, zamyka się w pamięci pojedynczego człowieka. Pierwszy z nich wymusza publiczność i możemy go doświadczyć bezpośrednio, jeśli tylko znajdziemy się w określonym miejscu i czasie, do drugiego musimy zaś zostać zaproszeni. Narracja Toulmégo opiera się na wytrwałości, akceptacji i zrozumieniu, a zastosowanie prostej kreski odzwierciedla fakt, że dostrzec świat takim, jaki jest, oznacza zaangażować się i zajrzeć pod podszewkę tego, co widoczne na pierwszy rzut oka.

Ilustracje pochodzą z:
Don Rosa, Życie i czasy Sknerusa McKwacza, przeł. Jacek Drewnowski, Warszawa: Egmont, 2017, 2018;
Fabien Toulmé, Odyseja Hakima. Z Syrii do Turcji, tłum. Wojciech Birek, Katowice: Non Stop Comics, 2019.
Dziękuję wydawnictwu Non Stop Comics za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego drugiego tomu Odysei Hakima!