Eksperyment w czasie lektury

Iron Devil nie jest dla wszystkich; nawet najbardziej oddane konwencji osoby mogą znaleźć się w dziwnej sytuacji, kiedy wezmą go do rąk. Komiks Franka Thorne’a z każdą kolejną stroną coraz mocniej wytrąca z przyzwyczajeń, zmuszając do spytania siebie: co on właściwie ze mną robi? Czy jeszcze tylko czytam, czy jestem już częścią eksperymentu, wyzwania rzucanego przez autora?

Zazwyczaj zacząłbym tekst od krótkiego streszczenia – dosłownie w trzech, maksymalnie czterech zdaniach, o czym jest komiks, o którym piszę. To już taka konwencja, coś na wzór „Co u Ciebie? Mam nadzieję, że wszystko w porządku” w listach. Nawet jeśli nie skupiam się na pisaniu o treści czy w ogóle odpływam w inne rejony, a komiks staje się tylko punktem wyjścia do innych refleksji, trudno jakoś sobie wyobrazić tekst bez takiego wprowadzenia. Ma to wymiar nie tylko estetyczny czy konwencjonalny, nie tylko osoba czytająca czy wpis na tym zyskują. Kiedy musisz zamknąć fabułę w paru zdaniach, pokazać, co uważasz w niej za najważniejsze (sporo roboty jak na trzy zdania), trzeba sobie wszystko poukładać w głowie, przemyśleć i wybrać odpowiednie słowa. Za wyjątkowo krótkimi streszczeniami, które nie są opisem z okładki czy entym powtórzeniem z innych, istniejących już recenzji, stoi o wiele więcej pracy niż można by się spodziewać. Jednym słowem, jest w tym moc.

Dlatego między innymi nie napiszę, o czym jest Iron Devil Franka Thorne’a. Nie chodzi o to, że fabułę trudno zrozumieć czy, wręcz przeciwnie, nie ma w sumie żadnego znaczenia, bo to porno, więc nie o nią chodzi. W obu przypadkach odpowiedź brzmi: wcale tak nie jest. Mimo że historia dwóch sióstr stanowi tu tylko punkt wyjścia do popisania się warsztatem, jest ramą, która stara się utrzymać w ryzach puszczoną wolno wyobraźnię. Można na nią spojrzeć z perspektywy czysto użytkowej i nic się nie stanie – zwłaszcza kiedy chce się napisać głównie o stylistyce.

Nawet jeśli pominiemy kwestię fabuły, można sobie zadać pytanie: „Co tu się dzieje?”. Tylko z pozoru można je skwitować uśmiechem, poklepać osobę pytającą po ramieniu i odpowiedzieć: „Logika nie jest tu najważniejsza”. I racja, nie jest, a przynajmniej nie w żadnym oczywistym sensie – w komiksie Thorne’a wydarzenia plączą się, wspinają na wyżyny groteski, stają się coraz bardziej pokrętne, epickie (nie bójmy się tego słowa w tym kontekście) i abstrakcyjne. Trudno wychwycić moment – a następuje on w sumie dość szybko, jeśli się nad tym bliżej zastanowić – kiedy Iron Devil przestaje być erotyką czy pornografią, a staje się… no właśnie, czym?

Mam wrażenie, że trudno byłoby znaleźć jednoznaczną odpowiedź. Wszystko przez wspomnianą groteskowość świata stworzonego przez Thorne’a, która jest eksplorowana do granic możliwości (i pewnie także jeszcze dalej). Najogólniej groteskę można określić jako upłynnienie dotychczasowych granic, przekroczenie ich i wejście w świat nowych, nieznanych, jeszcze nieoswojonych zasad. Dotyczy to nie tylko wydarzeń, które z początku mogą zaprzeczać zdrowemu rozsądkowi czy logice, ale też – w przypadku komiksu – grafice wykraczającej poza przyjęte konwencje. Nie mam na myśli jednak braku jakichkolwiek założeń czy zasad, ale ich świadome naginanie czy odrzucanie; żeby odczuć, że coś się kończy, a coś dopiero zaczyna, konieczna jest świadomość solidnych fundamentów. Trzeba wiedzieć, skąd się przychodzi, żeby móc obrać nowy kurs.

Groteska nie jest więc wynikiem przypadku czy braku umiejętności, ale właśnie świadectwem wyrobienia odpowiedniego warsztatu. Osoba czytająca komiks może – i powinna – dać się porwać nieprzewidywalności, ale ktoś, kto tworzy tę historię, w żadnym wypadku. Odbiorca, biorąc w ręce historię z elementami groteski czy wręcz opartą na grotesce, przenikaną przez nią, zgadza się na niepisaną umowę, że pozwoli sobie zabrać grunt spod nóg i poprowadzić przez nieznany świat komuś, kto wszystko ogarnia. Opiera się to na zaufaniu do drugiej osoby, założeniu, że mimo wszystko ona wie, co tu się dzieje. Wprowadzi nas w nieznany świat, przeprowadzi przez niego, a potem z niego wyprowadzi. Wtedy mamy do czynienia z groteską, a nie po prostu bezsensem.

Iron Devil składa się z krótkich epizodów, w których wydarzenia stają się tylko punktem wyjścia do pokazywania dzikich erotycznych scen, w których nie powinniśmy spodziewać się żadnych ograniczeń. Sama fabuła także w pewnym momencie zaczyna odlatywać w abstrakcję, więc nawet ona przestaje stanowić tło, na którym groteskowość byłaby lepiej widoczna, której można by się w tym wszystkim uchwycić. Jak dowiadujemy się z przedmowy, Thorne chciał stworzyć dzieło, które będzie w jego dorobku czymś zupełnie nowym, co stanowiłoby dla niego wyzwanie, eksperyment:

W tamtych czasach nie nagrywało się rozmów telefonicznych, mogę więc tylko parafrazować, co mi powiedział: Nie rozumiesz. To nie tak, że ja chcę zrobić ostry komiks. Ja po prostu muszę! Nigdy tego nie robiłem! Najwyższy czas!

Ryder Windam z przedmowy do Iron Devila

Jednym z pól eksperymentu wydaje się sama pornograficzność komiksu; zaryzykuje zdanie, że Iron Devil komiksem erotycznym czy pornograficznym nie jest. Przy okazji tekstu na temat Pogańskich rządz wspominałem, że, żeby coś było postrzegane jako erotyczne, powinno znajdować się w obrębie koncepcji, które postrzegamy jako związane z seksem i seksualnością. Chodzi nie tylko o obszary ciała, zachowania czy rytuały, ale też o to, w jaki sposób są one naginane, redefiniowane i rozszerzane lub zawężane. Odsłonięta kobieca kostka wywołuje rumieniec na twarzy i przyspiesza tętno, kiedy pojawia się w określonym kontekście. Erotyka nie jest zawieszona w powietrzu, ale wydaje się mocno stać na podstawach tego, co znane i oswojone – pobudza i przyciąga, ponieważ odnosi się do znanych koncepcji i skojarzeń. Można też rozszerzyć to na samo rozumienie ciała jako czegoś, czego ograniczeń chcemy się pozbyć, a co stawia określone bariery przez swoje mechaniczne ograniczenia. Czy kiedy ciało postaci zdaje się zmieniać stan skupienia, rozlewa się i miesza z otoczeniem, mamy jeszcze do czynienia z pornografią, czy tu już zaczyna się raczej metafora erotyki, synestetycznie wpływająca na nasze myśli w sposób, który byłby nieosiągalny dla przedstawienia ciała jako niezmiennego obiektu? Gdzie zaczyna się eksperyment?

Iron Devil Thorne oferuje ramę koncepcyjną na poziomie stylistycznym – nie tylko zapewnia poczucie ciągłości dzięki powtarzalnym elementom, ale samymi odniesieniami przekazuje informacje na temat tego, jak można postrzegać ten komiks. Kreska nawiązuje np. do komiksów o Barbarelli, w swoim czasie skandalizujących swobodą obyczajową i tym, jak jest przedstawiana, kolorystyka zdaje się wariacją na temat opowieści noir czy pulpowych, których świat składa się z wyrazistych kontrastów, a ich postacie zdają się gubić w ich układzie, nie mogąc sobie znaleźć miejsca. Między czernią i bielą – czy też czernią i sepią w tym przypadku – symbolizującymi świat zewnętrzny, wrogi i narzucający określone zasady, mamy do czynienia z całą paletą odcieni i szarości, światem ludzi próbujących się w nim odnaleźć. Tak jak w noir, rzeczywistość sprawia, że człowiek staje się równy przedmiotowi, tak samo jak on jest cały czas wtłaczany w określone ramy i oczekiwania, on sam z kolei wydaje się rozdarty między spokojem oferowanym przez dopasowanie się a chęcią odnalezienia własnej drogi. Życie po swojemu w tych światach wymaga jednak przetrwania prób, przejścia przez otchłań, wybierania mniejszego zła i uwagi, żeby po drodze nie zatracić siebie.

Kobiece postacie są w Iron Devil poddawane takim próbom przez cały czas nie jako osoby, ale jako źródła satysfakcji innych. Korzysta się z nich i wykorzystuje na wszelkie możliwe sposoby, które szybko stają się coraz bardziej wymyślne i coraz mniej realistyczne. Komiks Thorne’a staje się eksperymentem, który trzeba samodzielnie odczytać i się do niego ustosunkować. Nie jest to komiks erotyczny ani pornograficzny, bo nie wystarczą penisy o wszelkich kształtach i rozmiarach latające na prawo i lewo, żeby osiągnąć ten efekt – Thorne zresztą wydaje się wcale do niego nie dążyć. Szybko też rama, którą zapewniają kreska i kolorystyka, mogą wydać się niewystarczające, jako że abstrakcja i groteska sięgają takiego poziomu, że nie utożsamiamy ich już z pierwowzorami, do których nawiązywały. Thorne po kolei zrywa powiązania z podstawami i założeniami, które mogłyby jeszcze pozwolić umieścić Iron Devil w jakiejś określonej siatce znaczeń – wchodząc na obszar całkowitej swobody wyobraźni.

Komiks ten wydaje się więc wyzwaniem rzuconym zarówno autorowi przez samego siebie, jak i każdej osobie, która sięgnie po Iron Devila. W pierwszym przypadku wydaje się, że chodzi o podejście „jak daleko jestem w stanie sięgnąć, żeby to jeszcze miało ręce i nogi?”. Thorne zdaje się eksplorować granice swoich możliwości warsztatowych, zastanawiać się, jak może je wykorzystać tak żeby wyjść poza to, co dotychczas mu się udało. Stąd, wydaje mi się, ta wędrówka ku coraz dziwniejszym rzeczom, które widzimy w komiksie – Iron Devil to w jakimś sensie zapis wędrówki artysty w głąb siebie, poszukiwania innych perspektyw i punktów widzenia. Ciemne zaułki fikcyjnego świata kryją w sobie możliwości – to, czego nie widzimy, może być zaprzeczeniem, rozwinięciem lub redefinicją tego, czego doświadczyliśmy dotychczas – i Thorne zaprasza nas do nich szerokim ruchem ręki, mówiąc: „zobaczcie, na co jeszcze mnie stać”.

Pornografia wydaje się bardzo wdzięcznym materiałem, żeby eksperymentować z własnym warsztatem, jako że, jak już wspomniałem, nakłada w jakimś sensie ograniczenia na swobodę ekspresji. Ludzkie ciało ma ograniczoną mobilność i każda próba czegoś nowego musi uwzględniać fizyczne ograniczenia. To jedna z więzi, którą Thorne zdaje się zrywać, zadając sobie i nam pytanie: czy jeśli wyzwolę swoje postaci z fizycznych ograniczeń, nadal będzie to na Ciebie działało? A jeśli tak, to co jest w tym takiego, że nadal masz poczucie, że to jest poruszające? Autorowi udaje się mimo wszystko zapanować nad chaosem, który się rozwija w jego komiksie – zawsze możemy dojść do tego, co jest częścią którego elementu komiksu i w jakim stosunku wobec siebie pozostają – ale im dalej, tym trudniej dopatrywać się znajomych relacji, konwencjonalnych przedstawień, na których opiera się język komiksu.

W ten sposób autor eksperymentuje także z osobą, która wędruje wraz z nim przez kolejne strony komiksu. Z każdą kolejną stroną oddalamy się od konwencjonalnego rozumienia tego, co erotyczne, i coraz mniej mamy poczucie, że o erotykę w tym wszystkim chodzi. Iron Devil to jedna wielka orgia, ale eksperymentalna; kiedy obserwujemy kolejne jej etapy, jesteśmy zmuszeni zadać sobie pytanie, gdzie leżą właściwie granice erotyki, od którego momentu oparta na niej więź między odbiorcą a obrazem zostaje przerwana, żeby dalej być już po prostu czymś na kształt refleksji na temat pornografii, eksperymentem z jej wykorzystaniem? Tak jak wspominałem na początku, nie ma tu jednej dobrej odpowiedzi – w obliczu eksperymentu każda osoba musi udzielić jej sobie sama.

Ilustracje i cytat pochodzą z: Frank Thorne, Iron Devil, tłum. Maria Lengren, Warszawa: Planeta Komiksów, 2019.
Dziękuję wydawnictwo za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego!