Co się robi z komiksem?

To pytanie tylko pozornie nie ma sensu; sprawa jest o wiele poważniejsza, niż się wydaje. Odpowiedź na nie świadczy o tym, jak właściwie postrzegamy komiks i sposób, w jaki opowiada się historie za jego pośrednictwem – nie tak łatwo jednak ją znaleźć. Jerzy Szyłak w Komiksie: świecie przerysowanym pokazuje, że forma sama w sobie utrudnia to zadanie.

Odpowiedzi zazwyczaj są dwie – „komiks się czyta” lub „komiks się ogląda”. Podział wynika ze sposobu, w jaki autorzy i autorki próbują połączyć w nim tak różne metody ekspresji jak opowiadanie i pokazywanie. Niezależnie jednak od tego, w jakich proporcjach użyją narzędzi pochodzących ze sztuk wizualnych i literatury, nie da się stworzyć komiksu zbliżając się zanadto do jednej czy drugiej formy. Nasza odpowiedź na pytanie postawione w tytule także nie sprawi, że nagle odnajdziemy klucz do prawidłowego odczytania wszystkich opowieści zawartych w kadrach, które kiedykolwiek powstały i powstaną. Mieszanie obrazu i słowa ma bowiem swoje konsekwencje, a najważniejszą chyba jest ta, że taki klucz po prostu nie istnieje, bo komiks stoi w wiecznym rozkroku pomiędzy wszystkimi dziedzinami sztuki, z których czerpie.

Jerzy Szyłak w tekście Komiks świat przerysowany kładzie nacisk na kwestię jego powiązania ze sztukami wizualnymi i ich ewolucją, nieustannym poszukiwaniem sposobu na opowiadanie historii dynamicznych i rozgrywających się w czasie. Według Szyłaka komiks jest odpowiedzią na statyczność malarstwa, fotografii czy rysunku, bo pozwala im na tworzenie narracji.

Miłośnicy komiksu dostrzegają go wszędzie […] Tymczasem to, co oni nazywają komiksem, jest po prostu skłonnością sztuki plastycznej do opowiadania historyjek, poszukiwaniem sposobu na to, by malarstwo mogło unieść ciężar narracji i zdołało (choć w niewielkim stopniu) sprawić, że oglądający obraz dostrzeże w nim upływ czasu […] pomimo że twórca na obrazie pokazał (bo tylko tyle pokazać mógł) jedną chwilę, znieruchomiały ułamek wieczności.

Szyłak zdecydowanie należy do ludzi, którzy komiks oglądają. Z całego tekstu można wysnuć wniosek, że komiks to jedna z form wypracowanych na przestrzeni czasu przez artystów i artystki, którzy chcieli pokazać wydarzenia rozgrywające się w czasie, zamknąć je w sztywnych ramach narracji wyznaczanych przez wstęp, rozwinięcie i zakończenie – czyli raczej literackich. Opiera się to jednak na założeniu, że można cokolwiek zamknąć właśnie w takich sztywnych ramach, poza które nic się nie wydostanie. Problem pojawia się w momencie, w którym uświadomimy sobie, że świat jest na tyle skomplikowany, że wyznaczanie sztywnych początków, środków i końców wiąże się z radykalnym ograniczeniem języka, za pomocą którego obraz opowiada historie na własny sposób.

Na obrazie powyżej (Portet kobiecy – Cyganka Olgi Boznańskiej) widzimy kobietę opartą o ścianę, patrzącą poza płótno; można odnieść wrażenie, że za plecami, gdzieś ponad lewym ramieniem odbiorcy dzieje się coś, co przykuwa jej uwagę i wywołuje wieloznaczny uśmiech na twarzy. Szczegóły zarysowują pewną historię: pozycja, którą przyjęła kobieta, nie wydaje się zbyt wygodna, jakby została przyjęta tylko na chwilę, bo postać dopiero co przyszła i zaraz pójdzie dalej. Mimo że została uchwycona w chwili spoczynku, w obrazie zawarte zostało napięcie wynikające z ruchu – ten nie został bezpośrednio przedstawiony, ale możemy się łatwo domyślić jego istnienia. To, co widzimy na płótnie, nie jest zamrożeniem czy unieruchomieniem, ale uchwyceniem, próbą uwiecznienia tego, co podlega ciągłej zmianie.

Obraz nie opowiada jednak historii w formie uporządkowanej narracji i nie wydaje się, żeby koniecznie ciążył w jej stronę, jak zdaje się sugerować Szyłak. Mamy tu raczej do czynienia z sugestią tego, co wydarzyło się przed chwilą i co wydarzy się za chwilę, zmuszeniem wyobraźni do wykonania pracy. Kobieta na obrazie Boznańskiej skądś przyszła i dokądś pójdzie, ale skąd i dokąd – tu już zaczyna się rola odbiorcy, który musi dopowiedzieć sobie resztę. Nie ma tu początku ani końca, bo historia może być dowolnie skomplikowana, zależnie od tego, ile w nią włączymy elementów – postać może pokonać dowolnie dużą odległość i patrzeć na kogokolwiek / cokolwiek, kto / co wywołuje na jej twarzy taką, a nie inną reakcję. Podobnie jak w komiksie, obraz nie prowadzi za rękę i nie pokazuje ciągłej historii dziejącej się sekunda po sekundzie, ale sugeruje te jej elementy, na podstawie których odbiorca dopiero odtwarza wydarzeń w swojej wyobraźni jako płynne i jednolite.

Komiks jest jednak zamkniętą narracją o jasno określonej strukturze, rozwijającej się od wstępu przez rozwinięcie do zakończenia, uporządkowaną w sposób logiczny i spójny (a przynajmniej do tego dąży). Trudno jednak mówić o tym, żeby był z kolei w pełni literaturą, mimo że zdaje się porządkować fabułę w literacki sposób. Słowa pomagają z jednej strony uporządkować i zrozumieć rzeczywistość, wartościować ją i nadać jej sens, ale jednocześnie stanowią pułapkę. To, co nazwane, staje się w jakiś sposób oswojone, ale zjawiska nienazwane zostają zepchnięte na margines, wykluczone ze znanego świata. Słowa mimo wszystko zamykają nas w swoich ramach, które trudno przełamać. Dopiero obraz dopełnia to, co zostałoby oddane za pomocą rozbudowanego opisu lub nienazwane w ogóle.

Komiks stara się tymczasem przełamać te bariery. Szyłak zauważa, że łącząc w sobie obraz i słowo, staje hybrydą, w której nic nie jest tym, czy się wydaje – słowa stają się częścią przedstawienia, a obraz przekształca się w narrację.

Krytycy komiksu już dawno zauważyli, że w ramach tego gatunku oba tworzywa – słowo i obraz – dążą do zamienienia się miejscami. Obraz istnieje po to, by opowiadać – jego kompozycja, kształt graficzny i wykorzystanie środków plastycznych są podporządkowane temu celowi. Słowa natomiast stają się znakami graficznymi. Uzupełniają lub wręcz wypełniają rysunek. Pełne ekspresji dialogi stają się obrazami mowy, w których kształt i wielkość liter infomują o tonie głosu, emocjach mówiącego i tak dalej.

Jako forma zakłada ciągłe kwestionowanie konwencji, dlatego trudno jednoznacznie określić, czym tak naprawdę jest. Samo stawianie sobie pytania, czy się go ogląda, czy czyta, wskazuje, że wszyscy dążymy do klasyfikacji, oznaczenia pewną etykietą – a co za tym idzie, do usunięcia pewnej niewiadomej. Skoro komiks ciągle przekracza granice, zmusza swoich czytelników i czytelniczki do tego samego, pozbawia ich twardego oparcia, jakim byłyby wyznaczniki danej formy. Kiedy mamy w rękach powieść, wiemy, jak do niej podejść, uruchamiają się pewne wyuczone mechanizmy jej odbioru i rozumienia kodu, którym się posługuje, podobnie jak w przypadku obrazu czy zdjęcia. Tego typu ramy zapewniają komfort – już na początku mamy pewną świadomość, z czym mamy do czynienia – ale stanowią jednocześnie ograniczenie. Powieść czy obraz mają zdolność pokazania jedynie wycinka świata, ale niebezpiecznie łatwo uznać, że świat wygląda tylko tak, jak jesteśmy w stanie go przedstawić.

Komiks nie pozwala jednak wpaść w szpony rutyny czy skostnienia. Nic nie jest w nim takie, jak się wydaje, bo wcale nie ma takie być; słowo nie ma być słowem, a obraz nie ma być obrazem – a przynajmniej nie tylko. Jedne środki przekazu przechodzą w drugie w poszukiwaniu coraz to nowych środków wyrazu, wciąż wykraczając poza konwencje, bo i rzeczywistość, którą stara się przedstawić komiks, ulega ciągłym przemianom i wymaga języka opisu aktualizowanego na bieżąco. Forma ta łączy w sobie słowo i obraz, bo właśnie w ten sposób ludzie postrzegają rzeczywistość – nie tylko zmysłami, ale też za pośrednictwem opowieści i języka, dzięki którym są w stanie ją rozumieć. Komiks stara się oddać tę wieloaspektowość świata i jego płynność. Słowa przechodzą w obrazy i na odwrót, wymieniając się ze sobą funkcjami. Nazywanie świata i jego przedstawianie odbywa się teraz wspólnym wysiłkiem, dzięki czemu możliwe jest oddanie tego, o czym zazwyczaj staramy się nie myśleć – że wszystko się zmienia i niemożliwe jest zrozumienie tej dynamiki, jeśli także się nie zmieniamy.

To, co wydaje nam się obiektywną rzeczywistością, jest w istocie przefiltrowane przez ludzkie zmysły i procesy poznawcze, dając w efekcie głęboko subiektywną całość, dla której opisu każda forma staje się prędzej czy później niewystarczająca. Według Szyłaka sztuki plastyczne podlegają ciągłej ewolucji, żeby móc przekazywać treść i intencje autora, ale nie jest to pełna prawda w przypadku komiksu, w którym krzyżują się z literaturą. Autorzy i autorki komiksów, starając się jak najbardziej zbliżyć do czytelników i niejako pomóc im zobaczyć świat ich oczami, przedstawiają tworzone przez siebie światy za pomocą relacji obrazu ze słowem. Kwestia, czy komiks oglądamy, czy czytamy, wskazuje na to, co w tej więzi jest dla nas ważniejsze, ale ograniczanie go do jednego czy drugiego sposobu odbioru to szukanie drogi na skróty, która pozwalałaby bez większego wysiłku zrozumieć wszystkie komiksy. Forma ta jest jednak nie tylko skomplikowana, ale też nie oferuje łatwych rozwiązań – nie pozwala znaleźć zbyt wielu schematów, bo niemal żaden schemat do niej nie pasuje.

Cytaty pochodzą z: J. Szyłak, Komiks: świat przerysowany, słowo/obraz terytoria, Gdańsk 2009.
Obraz Olgi Boznańskiej pochodzi z cyfrowych zasobów Muzeum Narodowego w Krakowie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *