Małe rzeczy, małe litery

Warto mówić nie tyle o czym są komiksy Marzeny Sowy, ile jak opowiadają. Skupienie się na szczegółach codzienności pozwala opowiedzieć jej o wielkich wydarzeniach w kontekście wpływu na zwykłych ludzi. Dzięki zwykłym gestom i decyzjom przedstawionym w serii Marzi można dowiedzieć się niejako zakulisowo, jak wyglądało dzieciństwo w okresie przemian społecznych.

Już miałem przyjemność pisać na blogu o jednym z komiksów Marzeny Sowy, Dzieciach i ludziach. Trafiłem na niego przez przypadek, buszując w pobliskiej bibliotece; skojarzyłem nazwisko i pomyślałem „Hm, przekonajmy się” (nie bez wpływu pozostała też okładka z dwojgiem postaci i Stalinem, który patrzy na próbę skradzenia całusa). Wtedy znałem autorkę Marzi tak naprawdę tylko z bycia… autorką Marzi. Obiło mi się o uszy, że komiksy o czasach socjalizmu, że wydawane we Francji, że wow, ale nic więcej. Z takim nastawieniem przeczytałem najpierw Dzieci i ludzi, a jakiś czas później dorwałem się do samej serii o dziewczynce, która marzy o wyrwaniu się ze zgorzkniałego rodzinnego kraju i wyjeździe do Francji.

I wtedy przekonałem się, że w komiksach Sowy ogromną rolę odgrywa to, z jakiej perspektywy przedstawia się wydarzenia. Łatwo zaszufladkować je jako utwory dziecięce, które opowiadają o czasach rodziców i dziadków, kiedy było ciężko, ale jakoś dawało się żyć. Wtedy dostajemy garść sztandarowych, czasem wręcz oklepanych widoczków z czasów sprzed transformacji – kolejki, protesty, jeden telefon na cały blok z wielkiej płyty, magia peweksów, Niewolnica Isaura, tego typu sprawy. Polski socjalizm dla początkujących, sprowadzony do ikon, które z czasem zaczynają zastępować skomplikowany obraz przebłyskami świata, do którego to ludzie musieli się dostosować, znaleźć w nim swoje miejsce i przeczekać do lepszych czasów.

Wydaje mi się, że po pobieżnej lekturze łatwo właśnie do tego ograniczyć Marzi – do bycia poręczną pomocą podczas mówienia o najnowszej historii Polski. Jeśli ktoś kojarzy te komiksy, zazwyczaj ma w głowie np. kadry z Wałęsą. Znowu opresyjny system, któremu wszyscy się przeciwstawiają lub mu ulegają, znowu tylko Historia przez duże H, znowu ludzie (poza kilkoma wyjątkami) są tylko statystami mielonymi przez jej tryby. Marzi pokazuje jednak tę przez małe h – opowieści pojedynczych ludzi, którzy mogli pozostawać na obrzeżach wielkich wydarzeń. To nie tworzenie jednolitej, wielkiej narracji najlepiej pozwala zrozumieć, co się działo, ale przysłuchiwanie się pojedynczym głosom. Trzeba zejść na ziemię, żeby dowiedzieć się, na czym tak naprawdę polegały zmiany opisywane w Marzi.

Na chwilę odbiję w nieco inne rejony. Sześć lat temu po raz pierwszy przeczytałem Prawiek i inne czasy Olgi Tokarczuk i jednym z fragmentów, który przemówił do mnie najbardziej, był opis młynka do kawy. Napisałbym „pewnego młynka” gdyby nie to, że w opowieści stał się wyjątkowy, niepowtarzalny dzięki temu, czego doświadczył. Przyniesiony przez ojca jednej z postaci z wojny, pojawia się w tekście jako element, dzięki któremu można opowiedzieć o traumie, o tym, co może być zbyt trudne do wypowiedzenia na głos przez kogoś, kto jej doświadczył. Młynek po prostu chłonął wszystko to, co działo się dookoła niego, jakby wydarzenia zapisywały się w nim jak na nagraniu czy na twardym dysku. Jako że przez wiele czasu towarzyszył ojcu dziewczynki, historia człowieka stała się także historią młynka, albo inaczej – tułaczka stała się ich wspólna opowieścią, która jest dostępna tylko dzięki pamięci przedmiotu. Za pośrednictwem historii młynka zostaje opowiedziana historia człowieka; pozornie błahy przedmiot staje się świadectwem przeżytych wydarzeń i podkreśla to, że wszystkie wydarzenia łączą się ze sobą, nie tylko jeśli mówimy o samym ojcu, ale też o jego córce. Otrzymuje młynek, żeby teraz stał się świadkiem jej życia.

Piszę o tym dlatego, że pozwala to dobrze zrozumieć sposób prowadzenia narracji w Marzi, która w podobny sposób skupia się nie tyle na samych ludziach, ile na codziennych czynnościach, rytuałach i właśnie otaczających ich przedmiotach. Za pośrednictwem tych ostatnich można opowiedzieć historię dojrzewania głównej postaci i tego, w jaki sposób szuka ona własnego miejsca w świecie. Dobrym przykładem jest lalka Barbie, która przebywa w przedstawionym świecie bardzo długa drogę i przechodzi z rąk do rąk, dla nowego właściciela czy nowej właścicielki stając się czymś innym, odgrywając zupełnie inna rolę w ich życiu. Na początku lalka staje się obiektem zazdrości Marzi, wprowadza ją też w rzeczywistość podziału ekonomicznego, w której jednych stać na drogie zagraniczne przedmioty, a inni muszą zadowolić się jedynie ich widokiem. Zestawienie Barbie przyjaciółki ze szmacianą lalką tytułowej postaci podczas wspólnej zabawy pozwala dostrzec też przepaść dzielącą obie dziewczynki, które, mimo że trzymają się razem, nigdy nie zrozumieją się tak jak Marzi z Karoliną, która żyła w podobnych warunkach.

Dziewczynka w końcu dostaje Barbie, kiedy podczas wizyty u rodziny trafia na pudło zabawek z Zachodu. Dostaje pozwolenie na zabranie jej, bo chłopcy, którzy zabawki dostali, „przecież się nią nie bawią”; prawda okazuje się bardziej skomplikowana i wiele pozostawia domysłom czytelnika/czytelniczki, ale, tak czy inaczej, w końcu dziewczynka otrzymuje ukochaną lalkę. Rozstaje się z nią jednak z własnej woli, kiedy po lecie spędzonym na wsi ze swoją kuzynka przeżywającą problemy rodzinne okazuje się, że dla niej rozstanie jest o wiele trudniejsze niż dla Marzi. Nadchodzi czas podjęcia trudnej decyzji i zrobienia ogromnego kroku na drodze do dojrzałości, czas przekazać lalkę komuś, kto bardziej jej potrzebuje. Teraz Barbie nie jest już jednak tylko zachodnią zabawką, przedmiotem luksusowym czy odskocznią od rzeczywistości, w której podstawowe potrzeby pochłaniają niemal wszystkie pieniądze, ale czymś więcej. Od teraz będzie przypominała o wspólnie spędzonych wakacjach i o przyjaźni z Marzi. Barbie przestaje być „tylko zabawką”, ale zyskuje na znaczeniu dzięki temu, że należała do kogoś bliskiego, kto zdecydował się oddać drugiej osobie coś, co miało dla poprzedniej właścicielki ogromne znaczenie.

Narracja w serii powstaje właśnie na kanwie tego typu pozornie drobnych, codziennych gestów. Każdy z nich ma jednak ogromne znaczenie – nic nie jest przypadkowe w takim sensie, że pozostaje w próżni, bez żadnych dalszych konsekwencji. Konstrukcja serii może sugerować coś przeciwnego; podzielona na krótsze i dłuższe epizody, z których każdy jest osobnym wspomnieniem, może wydawać się po prostu pokazem slajdów z dzieciństwa. Tak naprawdę wszystkie drobne sprawy składają się jednak na historię nie tylko postaci, ale też wszystkich ludzi, którzy mają z nią styczność, których drogi krzyżują się z jej własną. Na przykład zwyczajowe spędzanie rodzinnie czasu przed telewizorem i oglądanie Koncertu życzeń staje się w pewnym momencie przełomowym doświadczeniem, wpływającym na całe dalsze życie Marzi – dziewczynka przekonuje się, że świat jest o wiele większy niż tylko to, co widzi na co dzień, że żyją w nim ludzie, mówiący i myślący inaczej. Kiedy po raz pierwszy słyszy Mireille Matthieu, przekonuje się, że jej miejsce wcale nie jest w rodzinnym mieście czy kraju, ale we Francji. Od tej pory Marzi zawsze będzie patrzyła gdzieś w dal, jak np. podczas wakacji nad morzem, kiedy nie interesują jej rówieśnicy i rówieśniczki, ale to, co nie jest w Polsce, jak poznany chłopak z Niemiec czy Szwecja, której wypatruje z plaży.

Zwracanie wzroku ku Zachodowi można by opowiedzieć w inny sposób, bardziej uogólniający, i to też ma miejsce w tych komiksach, chociażby za pośrednictwem pokazania peweksów jako namiastki ziemi obiecanej czy przysyłania paczek z zagranicy – doświadczeń, które dzieli wielu ludzi, przez co stają się ikoniczne i w pewnym momencie odrywają się od nich. Lansuje się je często jako ogólną narrację dotyczącą wszystkich bez wyjątku – wszyscy chcieli Zachodu w ten sam sposób, wszyscy doświadczali zmiany w ten sam sposób i tak samo na nią reagowali. Oto macie kontekst, w którym możecie umieścić wasze życia, możecie stać się częścią Historii. Tymczasem Marzi podważa tak monumentalną wizję. Jeśli wszyscy stają się częścią Historii, jednostka traci znaczenie, bo nieważne staje się to, co indywidualne – liczy się tylko załapanie na pociąg ze zmianami, o których się opowiada jako o tych najważniejszych. A jednak o wiele istotniejsze stają się historie ludzi, bo to one pozwalają dostrzec, w jaki sposób ten świat był przeżywany, jakie miał znaczenie – protesty na przykład stają się sprawą osobistą, kiedy bierze w nich udział ojciec Marzi. Komiksy te kwestionują przekonanie, że historia to spójna narracja i pokazują, że przypomina ona raczej kalejdoskop złożony z wielu zazębiających się historii, często sprzecznych i niepasujących. Tworzą jednak o wiele bardziej różnorodny obraz, taki, w którym człowiek i jego życie odzyskują znaczenie.

Ilustracje pochodzą z: Marzena Sowa, Silvain Savoia, Marzi. Dzieci i ryby głosu nie mająMarzi. Nowe życie, Warszawa: Egmont, 2018, 2019.