Słychać jedynie rzeczywistość

W świecie pokoju tak łatwo odwracać wzrok od tego, co przypomina o wojnie. Nie dla wszystkich konflikt kończy się jednak wraz z rozejmem. PTSD Guillame’a Singelina opowiada o ludziach w zawieszeniu między chęcią zapomnienia a pamięcią – za pomocą pisania dźwięku autor pokazuje, że w tej sytuacji słowo „rzeczywisty” nabiera innych znaczeń.

Nie wszyscy wrócili z wojny, która naznaczyła świat stworzony przez Singelina – dręczeni przez traumy weterani tułają się po ulicach bezimiennego miasta, którego mieszkańcy powoli chcą zapomnieć o niedawnym konflikcie. Powracające doświadczenia rozmywają granice między teraźniejszością i przeszłością, zadając pytanie, co tak naprawdę jest bardziej rzeczywiste – to, co widzimy w czasie rzeczywistym, co słyszymy od innych, co rozgrywa się w naszym umyśle? W końcu to ten ostatni jest jedynym narzędziem, jakie mamy, do interpretacji rzeczywistości, skąd więc wiadomo, co należy do wspomnienia, a co do otoczenia tu i teraz? Sama koncepcja czasu rzeczywistego zaczyna nabierać zupełnie innego znaczenia, kiedy świat przestaje być uporządkowany przez liniową chronologię wydarzeń. Nie ma czegoś takiego jak „po konflikcie”, kiedy ten wciąż toczy się w ludzkich umysłach – w niektórych jako wypierane wspomnienie przeszkadzające w całkowitym powrocie do codzienności, w innych jako więzienie, z którego nie da się wydostać.

Jun jest jedną z osób, które żyją właśnie w takim potrzasku swoich wspomnień. Uzależniona od dystrybuowanych przez rząd narkotyków, które tłumią ból – bo przecież łatwiej sprawić, żeby problem był niewidoczny, niż go rozwiązać – próbuje przeżyć z dnia na dzień i w jakiś sposób przystosować się do warunków, w których nikt nie postrzega jej służby wojskowej w kategoriach „dokonań” czy „poświęcenia”. Weterani nie należą do nowego świata pokoju i większość ludzi robi wszystko, żeby się ich z tego świata, w którym nie ma miejsca na wojnę, pozbyć. Powstaje wokół tych ludzi strefa milczenia – nie rozmawia się o nich, nie zauważa, wyklucza. Tak jakby przez niemówienie o kimś chciało się sprawić, że ten ktoś nie będzie istniał.

Tymczasem okazuje się, że weterani nie tylko wciąż przemierzają ulice, ale też że żyją na innych warunkach niż pozostali. Bardzo dobrze widać to zjawisko w PTSD dzięki temu, że narracja została ukształtowana w sposób, który umożliwia nam wgląd w umysł Jun. Czytelnik/czytelniczka postrzegają świat tak jak ona go postrzega – świat Jun składa się z tego, czego doświadcza na co dzień, oraz z nakładających się na niego wspomnień. Obraz, dźwięk czy słowo, pozornie nieszkodliwe, mogą niespodziewanie przywołać wspomnienie, które staje się dominującym obrazem, odcinając postać i odbiorcę od tego, co dzieje się dookoła. Nagle miniony czas staje się jedyną dostępną rzeczywistością, która, mimo że dotyczy wydarzeń już minionych, wciąż oddziałuje na teraźniejszość weteranki. Przez to nie może ona w pełni uczestniczyć w świecie pokoju, w którym zmusza się takich jak ona do dostosowywania się lub do zniknięcia, powolnego wymarcia w ciemnych uliczkach. Wykonałaś swoje zadanie, możesz odejść – tylko dokąd? Weterani wojenni stoją w rozkroku pomiędzy przeszłością, w której musieli tylko walczyć, oraz teraźniejszością, w której nie mają nic do roboty, bo ich doświadczenie i szkolenie okazują się nieprzydatne, a wręcz niepożądane

Świat komiksu Singelina został pokazany z perspektywy Jun po to, żeby odbiorca mógł w jakimś stopniu poczuć, co może czuć osoba żyjąca w wielu różnych światach, a tym samym nie żyjąca w pełni w żadnym. Autor pokazuje wprost za pomocą przełamywania liniowości narracji, w jaki sposób wspomnienia nakładają się na teraźniejszość i uniemożliwiają funkcjonowanie w niej oraz jak odrzucenie człowieka przez grupę uniemożliwia poradzenie sobie z przeszłością. Poza tym Singelin stosuje jednak wiele innych, bardziej subtelnych chwytów, które pozwalają lepiej zrozumieć sytuację postaci, a jednym z nich jest operowanie dźwiękiem i pisanie ciszy.

Przed komiksem jako formą ekspresji stoi o wiele trudniejsze zadanie niż np. przed samym tekstem, kiedy chodzi o stworzenie w umyśle odbiorcy pełnowymiarowego obrazu jakiejś sceny. Świat, jaki znamy z codziennego doświadczenia, oddziałuje na wszystkie zmysły, dzięki czemu otrzymujemy możliwie najwięcej dopełniających się informacji – przekaz z różnych źródeł nie dubluje się, ale modyfikuje, wpływając na ostateczną interpretację zjawiska. Kiedy mamy katar, przekonujemy się, jak wielką rolę odgrywa zapach w odbieraniu smaku jedzenia – to, co dotychczas uwielbialiśmy, zazwyczaj staje się mdłe, jeśli nie czujemy zapachu. Z kolei dwa razy zastanowimy się przed zjedzeniem czegoś, co wygląda obrzydliwie, nawet jeśli bosko pachnie, a nawet kiedy już się zdecydujemy spróbować i okaże się, że smakuje równie niebiańsko, wciąż mamy poczucie pewnej sprzeczności.

Za pomocą samych słów można opisać, jak coś pachnie czy smakuje, i jest duża szansa na to, że czytelnik/czytelniczka zrozumieją, o co chodziło i w jakimś stopniu odtworzą to wrażenie jak jednak oddać zapach czy smak za pomocą obrazu? To, że w komiksie wszystko koniec końców staje się obrazem, wiele rzeczy ułatwia i umożliwia, ale stanowi też bardzo wąskie gardło dla odwoływania się do zmysłów, których nie da się tak łatwo pokazać. A wydaje się to konieczne, żeby stworzyć pełny obraz, a nie tylko ten wykorzystujący wzrok, ewentualnie słuch, bo bez tego świat będzie płaski.

Singelin sprawia, że dowiadujemy się o dwoistym świecie Jun o wiele więcej właśnie dzięki odwołaniu się do jego dźwiękowego krajobrazu. Dzięki temu pokazuje nam też, co tak naprawdę jest dla niej istotne, bardziej rzeczywiste. Widać to na przykładzie właśnie pisania ciszy, czyli wybierania, które zjawiska powinny pozostać nieme, a które wyróżnić właśnie obdarowaniem dźwiękiem. Kiedy śledzimy losy Jun, widzimy, że mieszka w bardzo zatłoczonym mieście, w którym nawet noc nie spowalnia tempa życia mieszkańców. Scen prawdziwej samotności jest bardzo niewiele i zawsze wiążą się z jakąś ucieczką lub ukryciem. W mieście, w którym mieszka, w jakimś sensie nie ma miejsca na prywatność, trzeba się o nią postarać – a jednak nie słychać tego tłumu. Niezależnie od tego czy widzimy panoramiczne ujęcie zatłoczonego targu, czy patrzymy z bliska na ręce gotującej Leony, która stara się w jakiś sposób zbliżyć do Jun, niemal nigdy tego nie słyszymy. Widać ruch czy to, że ktoś coś mówi, nawet jeśli nie dostaje żadnego dymku z wypowiedzią, ale wszystko wydaje się zatrzymane w czasie, jakby znajdowało się gdzieś daleko albo blisko, ale oddzielone grubą szybą. Niezależnie od wersji, mamy poczucie, że nie zostajemy w pełni wpuszczeni do tego świata; nie możemy w nim uczestniczyć właśnie dlatego, że go nie słyszymy. Słyszeć oznacza mieć bezpośredni dostęp, bez żadnych przeszkód między źródłem dźwięku a jego odbiorcą.

W ten sposób wszystkie onomatopeje nabierają szczególnego znaczenia. Pojawiają się zazwyczaj w chwilach, w których daje o sobie znać poprzednie życie Jun. Dźwięki nigdy nie istnieją w PTSD same dla siebie czy dla zwykłej dekoracji, ale zawsze w jakimś stopniu dotyczą głównej postaci, rozwijają się wokół niej lub z jej przyczyny. Zarówno kiedy ujawnia swoje zdolności, których nabyła w czasie wojskowego szkolenia, np. podczas walki wręcz, jak i kiedy objawiają się wojenne odruchy – tylko wtedy coś słyszymy, czy tez raczej: ona słyszy. To tu przebiega granica między mniej i bardziej rzeczywistym światem; dla weteranki prawdziwe życie toczyło się właśnie na wojnie, kiedy świat był o wiele bardziej wyrazisty i pełniejszy, kiedy wszystkie zmysły pobudzane były w równym stopniu. Teraz jednak, przytępiona przez narkotyki i odrzucona przez innych, czuje się nie na miejscu. Ludzka pogarda wznosi barierę między nią a resztą świata, co zostaje oddane właśnie przez to, że, kiedy porusza się tylko po tym niegościnnym świecie, nie wydaje się on w pełni realny; jest tylko widmem, czymś spłaszczonym, wybrakowanym przez brak dźwięku.

Wykluczenie Jun i innych weteranów objawia się na wielu płaszczyznach, np. przez ciągłe wypychanie ich do gorszych części miasta czy niepostrzeganie ich jako ludzi, ale jako obiekty nienawiści albo litości, przez co odbiera im się możliwość aktywnego uczestnictwa w świecie, sprawia się, że jedynie biernie przyjmują na siebie działania i decyzje innych. Kiedy ktoś chce cię okraść, nie stawiaj oporu, kiedy ktoś chce ci pomóc, przyjmij z wdzięcznością – ale nigdy się nie stawiaj, bo nie masz do tego prawa, zostaniesz uznany za agresywnego/agresywną albo niewdzięcznego/niewdzięczną. Masz się dostosować, dopasować, pozostawać w cieniu. Dlatego właśnie wraz z Jun nie słyszymy otaczającego świata dopóki bariera między nią a nim nie zostanie naruszona przez wdzierającą się do teraźniejszości przeszłość – to miniony czas jest dla niej tym realnym światem, bo wtedy miała wpływ na wydarzenia, mogła aktywnie uczestniczyć w świecie, wchodzić z nim w takie interakcje, żeby odcisnąć swój ślad na rzeczywistości. Przez działanie mogła potwierdzić, że istniała – czego odmawia się weteranom po wojnie. Teraz mają zniknąć, przestać istnieć. Jako że Jun wciąż powtarza, że nie potrzebuje nikogo i niczego w świecie, który także jej nie potrzebuje, wyrzeka się go i oddala się od niego, a powstały dystans wyraża się między innymi właśnie w braku dźwięku z miasta. Jun nie może go słyszeć – nie jest częścią tej rzeczywistości i nie jest przeznaczony dla niej – i nie chce go słyszeć. Nie o taki świat walczyła i nie zamierza być jego częścią, jej prawdziwe życie skończyło się wraz z powrotem z frontu.

Kiedy jednak Jun decyduje się wywrzeć zemstę na dilerach narkotyków, dźwięk staje się częścią świata miasta, nie wiąże się ze wspomnieniami. Dopiero kiedy odnajduje sposób, żeby zakończyć swoją własną wojnę, zyskuje możliwość aktywnego oddziaływania na otaczający świat. Wtedy dźwięki wręcz zalewają komiks, dzięki czemu wiemy, jak istotne są te sceny dla całej fabuły. Jun nie wybiera żadnej z dróg, które dotychczas wydawały jej się jedynymi – osuń się w szaleństwo lub się dostosuj. Zamiast tego zaczyna odkrywać, że można żyć z przeszłością, iść dalej i budować na własnym doświadczeniu. Dźwięki powracają pod koniec komiksu, ale nie wiążą się już z traumą, a przynajmniej nie w dotychczasowy sposób – teraz towarzyszą wysiłkom postaci, żeby poradzić sobie z przeszłością i wskazać tym samym drogę innym, którzy tego potrzebują, a którzy, podobnie jak Jun, słyszą jedynie własne wspomnienia.

Ilustracje pochodzą z: Guillame Singelin, PTSD, tłum. Jakub Syty, Katowice: Non Stop Comics, 2020.