Samojlik, “Wiedźmun”

W przyszłości pustoszonej przez kryzys klimatyczny ojciec małej Kiry wyrusza do innego świata, żeby znaleźć sposób na ocalenie. Od tego momentu mija pięć lat, ale ślad po wynalazcy zaginął. Stęskniona Kira odwiedza jego dawną pracownię i przez przypadek zostaje wciągnięta do rzeczywistości, w której jej ojciec żyje jako wiedźmun – bezwzględny łowca potworów. Niestety, podczas jego ostatniej wyprawy stało się coś, czego się obawiał: stracił pamięć o tym, kim jest w prawdziwym życiu. Tymczasem jego otoczenie ulega coraz silniejszej industrializacji, nie baczącej na koszty środowiskowe, i zaczyna podążać śladem świata, którego ocalenie stało się sprawą priorytetową.

Wiedźmun Tomasza Samojlika zapełnia w moim sercu lukę, która powstała przez brak tego typu historii dla młodszych osób na polskim rynku. Jak dotąd tematyka kryzysu klimatycznego w literaturze dla niedorosłych występuje głównie w kategorii young adult. W tych niższych dominuje raczej wprowadzanie w wiedzę o środowisku naturalnym jako statycznym, w którym bioróżnorodność wydaje się dana raz na zawsze. Mamy co prawda pojedyncze tytuły takie jak Znikające królestwo Millie Marotty czy pojedyncze książki opowiadające o zero waste, ale dominuje opowiadanie o tego typu sprawach w konwencji non fiction. Tymczasem problem kryzysu klimatycznego jest tak rozległy, że niefikcjonalność jego przedstawienia prowadzi siłą rzeczy do uproszczeń i wybierania najistotniejszych spraw. W fikcji zaś nie trzeba wykładać wszystkiego kawa na ławę. Skutki zmiany klimatu widzimy na co dzień, a suche dane nie odwołują się do codziennego doświadczenia w takim samym stopniu jak śledzenie losów konkretnych postaci. Non fiction przekazuje wiedzę, ale fikcja zapewnia immersję, pomaga zrozumieć to, czego nie da się lub się nie chce wyrazić słowami. Niestety, tematyka zmian klimatu wielu dorosłym nadal wydaje się zbyt poważna dla dzieci, które powinny być niewinne i chronione przed złym i podłym światem; przez to mamy do czynienia z luką – tym głębszą, że ten temat szybko przestaje być w ogóle tematem, ale kontekstem, w którym żyjemy.

Ironicznie zostaje to przedstawione na początku Wiedźmuna. Kiedy poznajemy Kirę, widzimy ją w dwóch sytuacjach – kiedy ojciec wyrusza do splątanego świata (tak nazywają się w komiksie Samojlika alternatywne rzeczywistości) oraz pięć lat później. Kontrast między jedną a drugą sceną jest ogromny; w pierwszej dziewczynka rozmawia z wynalazcą w domu, za którego oknem pojawiają się już pierwsze bunkry. Bloki w tle wciąż są całe, na podwórzu obok drzewa stoi zadbany samochód. Mimo że czynione są pierwsze kroki w kierunku zapewnienia ludzkości przetrwania, katastrofa wciąż wydaje się czymś odległym, należącym do przyszłości. Ta okazuje się jednak nie tak daleka, jak by tego chciano – pięć lat później Kira mieszka już w bunkrze na stałe, jako że wyjście na zewnątrz jest zbyt niebezpieczne. Te same bloki i samochody niszczeją i rdzewieją pośród spalonej słońcem równiny. Wszystko, co potrzebne do życia, znajduje się w bunkrze, a edukacja przeniosła się do internetu. Mimo skokowej zmiany, jaką przeszedł świat w tym krótkim czasie, dzieciom wciąż niczego się nie tłumaczy, nie pomaga się zrozumieć zmiany; zamiast tego rozprasza się ich uwagę, kiedy zaczynają zadawać pytania. Staje się to bardzo groteskowe, kiedy widzimy Kirę mającą dostęp do wszystkich informacji o stanie świata, ale pozbawioną wsparcia. Zamiast wytłumaczyć, system udaje, że wszystko jest w porządku i dzieci nie muszą się niczym martwić.

Tymczasem to one muszą zakasać rękawy, żeby zmienić coś w świecie dorosłych, którzy mydlą innym oczy, uciekają od problemów, zaprzeczają im lub ciążą ku autorytaryzmowi, który daje pozór kontroli nad sytuacją. Szczególnie dobrze widać to w przypadku Wielkiego Wodza chroniącego się przed niebezpieczeństwami na stacji orbitalnej. Soczysta ironia ukazuje swoje prawdziwe oblicze wraz z pojawieniem się samego przywódcy, starego mężczyzny, który woli się ukryć przed problemami niż stawić im czoła. Zresztą nie zostaje powiedziane, dlaczego wódz przebywa na stacji – czy dlatego, że ludzie tacy jak on urządzili świat w taki sposób, że nie da się już w nim żyć? Czy może przez sprzeciw ludzi, którzy się temu sprzeciwiają – w końcu każda próba wodzowania spotyka się z ostrym oporem – i woli okopać się przed skutkami swoich decyzji zamiast zmienić zdanie? Czytać Wiedźmuna w dzisiejszych czasach to miód i malina.

Nie ma tu jednak prostego przeciwstawienia źli dorośli u władzy (Wielki Wódz czy jego odpowiednik w splątanym świecie, król Emil) – dobre dzieci. Samojlik z dużym wyczuciem oddaje kwestię tego, że wszyscy żyjemy w systemie, który utrudnia jednostce działanie przeciw niemu i zmusza do posłuszeństwa i podtrzymywania jego istnienia. Ojciec Kiry nie zgadza się na spieniężenie swojego wynalazku do podróży przez splątane światy – propozycja sprzedania wynalazku korporacji pochodzi, co ciekawe, od bezimiennego profesora, czyli kogoś, kto, teoretycznie, powinien sprzeciwiać się komercjalizacji jednej z ostatnich nadziei ludzkości, ograniczenia dostępu dla zwykłych ludzi. Na tym przykładzie widać, że autor komiksu opowiada o świecie coraz bardziej niejednoznacznym, coraz trudniejszym do zrozumienia. W tej rzeczywistości dotychczasowe kategorie przestają wystarczać do opisu nowych zjawisk.

Ojciec Kiry, mimo że stara się odnaleźć sposób na ocalenie świata, sam okazuje się po prostu zagubionym człowiekiem, więźniem prostych haseł, które zdają się porządkować rzeczywistość i dają iluzję kontroli nad nią, ale tak naprawdę uniemożliwiają refleksję i wyjście poza ramy myślenia. Jako wiedźmun posiada kilka silnych cech, do których się odwołuje, kiedy zaczyna się gubić, oraz jasny cel niepoddawany dyskusji – zabijać potwory. Zapomina jednak, kim był przed wyruszeniem do splątanego świata i jaki był prawdziwy cel. Figura wiedźmuna zdejmuje z niego ciężar odpowiedzialności za coś więcej niż tylko własne utrzymanie i za swoje działanie. Polowanie na potwory staje się jednak przeciwieństwem tego, do czego dążył, zwłaszcza że w ten sposób nie tylko narusza bioróżnorodność splątanego świata (to, co dla człowieka jest potworem, tak naprawdę po prostu chce żyć w spokoju), ale też pomaga ludziom pokroju króla Emila w rabunkowym gospodarowaniu otoczeniem. Poruszający staje się przez to kadr, w którym wiedźmun odwraca się plecami do wyciętego lasu – można założyć, że wycinka stała się możliwa, kiedy zabrakło na tym terenie potworów – żeby przeliczyć zdobyty łup. Ojciec Kiry jest po prostu człowiekiem, który stara się znaleźć swoją drogę wśród skomplikowanych relacji rządzących światem, przez co mimowolnie wpada w schemat oferujący spokój ducha, ale utrudniający krytyczne myślenie.

Żaden ze światów nie należy jednak do samej Kiry. Dziewczynka najpierw musi żyć w tym zniszczonym przez dorosłych, potem zostaje wbrew swojej woli wciągnięta w inny, którego zasad nie zna, ale który wydaje się powoli zmierzać w tym samym kierunku, co jej własny. To zawieszenie zdaje się jednak jej przewagą i staje się w jakimś stopniu przesłaniem całego komiksu – to nie tylko udana parodia świata Geralta z Rivii, ale też opowieść o zagubieniu w świecie, który staje się coraz bardziej obcy. Kira i jej ojciec reprezentują wszystkie osoby, które czują, że rzeczywistość coraz bardziej się rozpada – i o ile do poprzedniego stanu raczej nie ma już powrotu, można zapobiec całkowitemu zniszczeniu, pójść we własnym kierunku i stworzyć coś nowego, na własnych zasadach. O ile dorośli w Wiedźmunie starają się uciekać lub wciąż operują pojęciami ze starego świata, Kira i postacie takie jak ona wyznaczają ścieżkę niezależną od dorosłych, na których nie ma już co liczyć.

Samojlik wydaje się stać niewzruszenie po stronie Kiry w tym, jak odwołuje się do pierwowzoru historii. Oczywiście, łatwo byłoby zrobić po prostu zbiór śmieszków, ale autor powraca do głębszego znaczenia sagi o wiedźminie, która jest opowieścią o emancypacji oraz krytyką egocentrycznego dążenia do celu po trupach (dosłownie i w przenośni) i relacji opartych na dominacji – tak wśród samych ludzi, jak i w kwestii ich związków z resztą świata. W ten sposób znajduje najlepszy sposób na opowiedzenie o tym, co pozornie jest niewyobrażalne: o pierwszym takim kryzysie w historii ludzkości – bez pouczania, oskarżania i znajdowania winnych. Samojlik zdaje się przyznawać, że odpowiedzialność nie tylko za zniszczenia, ale i za odbudowę, spoczywa na nas wszystkich. Nie owija przy tym w bawełnę, ale stara się znaleźć język, który może trafić do odbiorcy i przekazać przesłanie; tu najlepsza jest właśnie wieloadresowość Wiedźmuna, która pozwala wejść w fikcyjny świat każdemu, tyle że innymi drogami. Cel jest jednak ten sam: stanąć twarzą w twarz z tym, że przyszłość rysuje się niezbyt różowo, ale coś z tym można jeszcze zrobić, trzeba tylko (lub aż) zaakceptować ten fakt i znaleźć w sobie odwagę do przeciwdziałania. Nie ma tematów trudnych, wystarczy jednak zastanowić się, jak je poruszać – Wiedźmun udowadnia, że można i trzeba rozmawiać o wszystkim i ze wszystkimi.

Ilustracje pochodzą z: Tomasz Samojlik, Wiedźmun, Warszawa: Kultura Gniewu, 2020.