Kim byłeś, jesteś i będziesz?

Życie i czasy Sknerusa McKwacza Dona Rosy czytałem w życiu niezliczoną ilość razy. Dlatego kiedy pomyślałem, żeby napisać tekst o komiksie Rosy, byłem zaskoczony, jak trudno było mi wpaść na jakiś konkretny pomysł. Wreszcie, kiedy piłem popołudniową herbatę w kuchni, przyszła do mnie myśl równie szalona, co z pozoru niedorzeczna – skąd takie imię dla postaci?

Miałem taki okres w życiu, że moje lektury ograniczały się przeważnie do „Kaczorów Donaldów”, „Gigantów”, ogólnie do uniwersum kaczek. Wiele z tych historii znam już na pamięć, a za każdym razem, kiedy uda mi się sięgnąć do jednej z nich, mam wrażenie jakbym wracał do domu. Ale to Życie… odcisnęło się na moim czytelniczym życiu najsilniej – życiorys Sknerusa McKwacza to jedna z pozycji na mojej prywatnej liście książek, które zrobiły mi życie. Zresztą bardzo dobrze zbiegła się pierwsza lektura tego komiksu z najlepszym możliwym czasem na wchodzenie w świat książek, czytanie z zapartym tchem i całkowite zatapianie się w fabule, czyli z dzieciństwem. Jeśli znacie jakieś dzieciaki, uwierzcie mi, najlepszymi prezentami zawsze (ZAWSZE POWIADAM) są książki (chociaż najczęściej słyszę, że wręcz przeciwnie, wszystko, tylko nie one), nawet bez okazji – dobry tytuł pozostaje z człowiekiem na zawsze i zmienia życie. Serio.

Kiedy jednak pomyślałem, żeby napisać tekst o komiksie Rosy, byłem zaskoczony, jak trudno wpaść na jakiś konkretny pomysł. Nie wiem, czy to kwarantannowe otępienie, czy po prostu mam do Życia… zbyt emocjonalny stosunek, ale po prostu nie wiedziałem, jak go ugryźć. Wreszcie, kiedy piłem popołudniową herbatę w kuchni, przyszła do mnie myśl równie szalona, co z pozoru niedorzeczna –właściwie dlaczego Sknerus ma tak na imię? Dlaczego każda z postaci z uniwersum kaczek ma na imię tak, a nie inaczej?

Zacząłem się nad tym głębiej zastanawiać i z każdą chwilą sprawa stawała się coraz bardziej zagmatwana, zaczynała plątać cały ten komiksowy świat w zależności, których się nie spodziewałem. Co czujniejszym czytelnikowi/czytelniczce zapali się w tym momencie ostrzegawcza lampka z napisem „nadinterpretacja” – i całkowicie słusznie. Wiem, że zastanawianie się nad kwestią nadawania imion kaczym postaciom nie powinno zająć dłużej niż wypowiedzenie słów „szczęśliwa dziesięciocentówka”, bo nie ma nad czym się rozwodzić; w tym świecie prawie każdy ma imię odzwierciedlające jego/jej charakter lub jakąś cechę. Wydaje mi się jednak, że refleksja nad pozornymi oczywistościami jest nie tylko dobrą rozrywką, ale też pozwala spojrzeć na nie z zupełnie innej perspektywy, odczytać je w zupełnie inny sposób.

Rzecz w tym, że przed Donem Rosą rzeczywiście imiona i nazwiska nie sprawiały żadnego problemu; ściśle wiązały się z tożsamością postaci tu i teraz, bo właśnie w ten sposób poznawali je czytelnicy i czytelniczki. Każda z nich była już rozwinięta i posiadała określony zestaw cech, które, podobnie jak ubrania i relacje między postaciami niezmienne z historii na historię, zapewniały ciągłość pomiędzy kolejnymi epizodami zawieszonymi w pewnym bezczasie. Wszystkie mogły rozgrywać się równocześnie lub w różnej kolejności, nie ma znaczenia, jak je sobie ułożymy – rzecz w tym, że przeważnie były zamkniętymi całościami, które nie wywierały znaczących konsekwencji na uniwersum jako całość. Bracia Be dążą do przejęcia majątku Sknerusa niezależnie od liczby sromotnych porażek, Donald podnosi się po każdorazowym ataku pecha, a jego rywalizacja z Gogusiem o względy Daisy nigdy nie jest do końca rozstrzygnięta. Po ostatnim kadrze każdej takiej historyjki czas w pewnym sensie się zeruje i wracamy do stanu początkowego, tak jakby czytane przed chwilą wydarzenia nigdy się nie rozegrały.

W takim przypadku każdą z postaci w pewnym sensie poznajemy za każdym razem na nowo, a jej stałe cechy pozwalają zacząć przygodę ze światem kaczek tak naprawdę w którymkolwiek momencie – nawet jeśli mamy do czynienia z historią należącą do konkretnego wątku, jak np. przygody Superkwęka, w których czasem można dostrzec echa innych historii czy wręcz dziejów samego Kwantomasa, zapewniające w jakimś sensie historyczną ciągłość. Rosa jednak nadał temu uniwersum przeszłość; dzięki temu możemy być świadkami rozwoju postaci, zmian osobowości na przestrzeni lat, wydarzeń kształtujących ich tożsamość do już ustalonej formy. Losy Sknerusa zostają powiązane z życiorysami większości postaci, które pojawiają się w innych kaczych komiksach, dzięki czemu zyskujemy pewien punkt odniesienia, mniej więcej, co sprawiło, że są takie, a nie inne.

Imiona pozostają jednak te same, niezależnie od ich wieku. W przedsięwzięciu takim jak Życie… pozwalają zachować ciągłość między dowolnym fragmentem fabuły a komiksami, które zaczynają się tam, gdzie kończy się ostatni rozdział komiksu Rosy czyli w „teraźniejszości” kaczek. Trudno jednak już bronić argumentu, że ich główna funkcja to humorystyczne odzwierciedlenie charakteru, bo w tym przypadku nie da się już o tym mówić. Sknerus jest tego najlepszym przykładem, bo ma na imię tak, a nie inaczej, od urodzenia, czyli od momentu, w którym nie potwierdza jeszcze jego osobowości. Kaczor dopiero od pewnego momentu wiąże się ze swoim imieniem.

Jak w takim razie wytłumaczyć fakt, że Sknerus dostał właśnie tak na imię? W świecie ludzi imiona miały funkcje życzeniowe lub ochronne, którymi często nadal kierujemy się podczas nadawania ich dzieciom. Przykłady ze słowiańskiego podwórka: Wojciechem nazywano kogoś, komu życzono siły i sprawności w walce, z kolei imię Niemir czy Marłek miały, przez zaprzeczenie, ochronić człowieka przed złymi mocami i pokierować jego losem w kierunku przeciwnym niż ten pozornie wskazywany przez znaczenie. Z tej perspektywy imię Sknerus mogłoby spełniać jedną z tych funkcji – albo staniesz się taki jak twoje imię, albo ono cię przed tym ochroni. Pierwsza opcja miałaby sens w świetle wartości wyznawanych przez klan McKwaczów, wśród których jest m.in. właśnie skąpstwo; historia członków tego rodu pokazuje jednak, że właśnie ta największa z cnót było wielokrotnie przyczyną ich problemów. Trudno też stwierdzić, na ile imię miałoby w takim razie kształtować charakter postaci przez zaprzeczenie, skoro Sknerus w końcu staje się ucieleśnieniem niesionego przez nie znaczenia.

Zresztą nie dotyczy to tylko samego protagonisty komiksu Rosy, bo na jego kartach pojawia się więcej przykładów tej komplikacji – wujek Sknerusa ma na imię Nerwus, a przodkowie mają imiona takie jak Rusztyfon (poznajemy go jako żarłoka, ale pewnie nie zawsze jego wygląd potwierdzał imię) czy Zgryzik (nie zawsze miał sztuczną szczękę). Na dodatek Kaczor funkcjonuje jako nazwisko Donalda i jego ojca – czy w takim wypadku miałoby potwierdzać status, życzyć pozostania wiernym/wierną określonemu rozumieniu bycia kaczką? Trudno to stwierdzić, chociaż na taką funkcję nazw wskazuje przypadek Braci Be, w oryginale komiksu nazwanych przez Sknerusa Beagle Boys. W tym przypadku nazwa ich bandy pokrywa się z jej cechami – wyglądem postaci (jak większość nie-ptasich, pseudo-ludzkich postaci w uniwersum kaczek przypominają psy) i męskością grupy – zauważonymi przez Sknerusa i wykorzystanymi do określenia ich w taki, a nie inny sposób. Słowa „Bracia Be” pojawiają się już na naszych oczach, jesteśmy świadkami stawania się nimi przez postacie, które wcześniej w komiksie nie mieli nazwy całej bandy. W przeciwieństwie jednak do nich wszyscy inni posiadają już swoje imiona, nawet jeśli nie wiążą się one z ich tożsamością.

Sprzeczność ta wynika z zaburzonych relacji czasowych między „luźnymi” historiami z uniwersum kaczek a komiksem Rosy, jako że przez wydarzenia ze świata czytelnika/czytelniczki (Życie… ukazało się, kiedy świat ten już istniał) sprawiły, że czas nie płynie w tym przypadku liniowo od przeszłości, do przyszłości, ale w obu kierunkach naraz. Komiks opowiada o docieraniu do momentu, którego istnienia już byliśmy świadkami – świata, w którym Sknerus ma fantastyliardy dolarów, dorosłego siostrzeńca i masę wspomnień z awanturniczego życia. Rosa dał temu światu historię, ale jednocześnie zamknął go w kręgu – imiona zostały nadane postaciom o rozwiniętych charakterach, te z kolei są ich źródłem nazw dla siebie z przeszłości, żeby potem pokazać, jak doszło do tego, że postaci związały się ze swoimi imionami.

Uniwersum kaczek rządzi determinizm rodem z greckiej tragedii, który sprawia, że niemożliwe jest stanie się kimś innym, niż się jest lub będzie – życie kształtuje zarówno przeszłość, jak i przeznaczenie. Nie wynika to jedynie z powiązań rodzinnych, które uzasadniają charakter Sknerusa i Hortensji, a w dalszej perspektywie także Donalda (wybuchowy charakter jest cechą całego klanu), ale też z tego, co dopiero nadejdzie. Życzeniowość czy ochronność imion ma sens, kiedy czas postrzegamy jako liniowy, wtedy mamy działanie i efekt. Postaci odczuwają jednak konsekwencje nie tylko tego, co już się wydarzyło, ale też tego, co dopiero nadejdzie, nie tylko w ich świecie, ale też w naszym, w którym świat kaczek został obdarzony swoją historią dopiero po ustaleniu, jak wygląda ich teraźniejszość.

Ilustracje pochodzą z: Don Rosa, Życie i czasy Sknerusa McKwacza, tłum. Jacek Drewnowski, Warszawa: Egmont, 2018.