Nie zostanę jednym zdaniem

Niemal wszystkie postaci z Wolframu Marcella Quintanilhy noszą maski. Przed innymi i samymi sobą udają, że kontrolują swoje życia, ale tak naprawdę uwierają je role, które muszą odgrywać. Wydarzenia, które zachodzą pewnego dnia u wybrzeży brazylijskiej Bahíi, stają się jednak szansą na zmianę teraźniejszości, która stała się pułapką dla kilkorga bohaterów komiksu.

Kiedy ich poznajemy, są jak komunikat radiowy, który miał zainspirować Quintanilhę do stworzenia Wolframu – migawkowi, pozbawieni kontekstów, możliwi do opisania jednym, góra dwoma zdaniami. Ney to emerytowany wojskowy, który źle znosi bezczynność życia w cywilu. Keira utknęła w toksycznym związku, którego nie potrafi zakończyć. Richard jest policjantem żyjącym w ciągłym napięciu, agresywnym i uzależnionym od mocnych wrażeń. Caju to uliczny cwaniak próbujący związać koniec z końcem.Pozornie nic nie łączy ich zarówno ze sobą, jak i z dwoma kłusownikami, którzy łowią ryby u wybrzeży miasta za pomocą materiałów wybuchowych. Próba zatrzymania przestępców ujawnia jednak zaskakującą sieć powiązań, w której nie wszyscy muszą co prawda odegrać znaczącą rolę, ale zyskają szansę na stanięcie twarzą w twarz ze wspólnym problemem.

Każda z pierwszoplanowych postaci zdaje się mieć świadomość, że ze swoim życiem trafiło do ślepego zaułka, że nic nie potoczyło się tak jak powinno. Dzięki temu, że bohaterowie co chwila zmieniają się w roli narratora/narratorki, mamy szansę dowiedzieć się, jakie mają oczekiwania i nadzieje, ale wszystko to pozostaje jedynie między nimi a czytelnikiem/czytelniczką. Rozdźwięk między ich wyobrażeniami na temat tego, kim powinni być, a rzeczywistością okazuje się na tyle duży, że wywołuje apatię i odbiera możliwość działania, a nawet opowiadania o swoich problemach. Niezależnie od tego, czy nie potrafią mówić o tym, co czują, czy też nie chcą tego robić – być może żeby nie stracić ostatniej nadziei, której mogliby się chwycić – ich słowa się plączą, umykają, mówiący nie mogą im nadać sensu.

Pojawiająca się nagle szansa na zmianę wyrywa ich jednak z otępienia i zmusza do rozliczenia z teraźniejszością. Wydaje się, że wszyscy czepiają się tej okazji, być może ostatniej, do wyrwania się z uproszczonego, płaskiego, niechcianego życia. Najlepiej widać to na przykładzie Neya, którego codzienność upływa pomiędzy dancingami, włóczęgą po ulicach Bahíi i snuciem teorii spiskowych na temat telewizyjnych mafii. Próbuje jak może odnaleźć się w rzeczywistości, w której nic nie jest już czarno-białe, jak za czasów jego służby wojskowej, kiedy stopień zakreślał wyraźne granice i narzucał zasady. Życie w cywilu okazuje się jednak raczej paletą pełną szarości, gdzie Ney nie ma już władzy nad innymi ludźmi. Kiedy sytuacja z kłusownikami wymaga zdecydowanych działań, mężczyzna dostrzega szansę na uporządkowanie swojego życia i otoczenia według znanych sobie kategorii, przywrócenia minionego już świata.

Inna szansa otwiera się przed Keirą, której życie stało się tak zaplątane, że ona sama zdaje się w nim zagubiona. Z jednej strony gwałtowny, wykorzystujący ją mąż, z drugiej rodzina, do której nie może wrócić, żeby nie narazić się na wymówki i nowe problemy, z trzeciej trudności ze znalezieniem porządnej pracy. Podjęcie jakiejkolwiek konkretnej decyzji dotyczącej zaczęcia od nowa utrudniają jej jeszcze bardziej mieszane uczucia względem męża – miłość i przywiązanie splatają się z nienawiścią, przez co nigdy nie może zdobyć się na pierwszy, najważniejszy krok.

Jako że świat dookoła nie przystawał do jej wyobrażenia,jaki powinien być, wpadła w pułapkę tworzenia własnego, w którym zbiera siły na „ten moment” rozwiązujący wszystkie problemy. Stał się w końcu jedynym, nad którym ma kontrolę, w którym może być naprawdę sobą, mimo że najmocniej wierzy w swoje zapewnienia, że kiedyś, że w końcu, ale jeszcze nie. Kiedy zatem dzięki pojawieniu się kłusowników pojawia się okazja, żeby Keira mogła pobyć dłużej sama ze sobą, ze wszystkich postaci komiksu to ona musi zmierzyć się z najtrudniejszym zadaniem – z podjęciem decyzji, która spali za nią wszystkie mosty i, co najważniejsze, rozliczeniem się ze sprzecznymi uczuciami do męża.

Ci dwoje są jedynie przykładami na to, w jak różnorodny sposób postaci w Wolframie zostały uwięzione we własnych życiach przez swoje oczekiwania. Obecny stan rzeczy jest jednak konsekwencją dokonanych wyborów i za każdym razem jednak, kiedy próbują coś zmienić, starają się zrobić to w odniesieniu do swojej przeszłości. Yi-Fu Tuan w Przestrzeni i miejscu zauważył, że ludzie potrzebują pamięci o swojej historii, żeby udowodnić, że nie istnieją jedynie tu i teraz, a co za tym idzie – mają określone znaczenie i sens. Neyowi czy Keirze ich istnienie w świecie zdaje się jednak zbyt mocno ciążyć, żeby po prostu je zaakceptować. Przeszłość ciągnie się za nimi, rzucając cień na teraźniejszość, nie pozwalając ruszyć dalej. Ney żyje wspomnieniami; Keira stara się odrzucić to, co było; Caju płaci za popełnione błędy; życie Richarda pozostaje i pozostanie niezmienne.

Jako że rzeczywistości nie da się tak łatwo zmienić, wydają się iść drogą na skróty, przez próby zastąpienia jej czymś innym czy odcięcia się i rozpoczęcia wszystkiego na nowo. Zamiast przyjrzeć się swojemu życiu i zbudować coś nowego na już istniejących fundamentach, starają się zrobić coś, co przyniesie efekt niemal natychmiastowy, a przynajmniej doraźny. Wiara Keiry we własne słowa, którymi próbuje zaklinać rzeczywistość przynosi jedynie chwilowy zastrzyk pewności siebie i wrażenia kontroli, ale nie zapowiada rozwiązania problemów, a Ney, mimo najszczerszych chęci, nie przywróci swojej przeszłości, bo ta już bezpowrotnie przeminęła.

Quintanilha w przedmowie do polskiego wydania komiksu stwierdza, że kłusownicy są jedynie tłem, na którym odmalowuje o wiele ważniejsze losy innych postaci. Przedstawiony jeden dzień z ich życia może okazać się jednym z tych najważniejszych, które zmienią wszystko lub nie zmienią niczego. Bohaterowie, którzy czują się uproszczeni jedynie do sytuacji, w których się znaleźli, sięgają po różne środki, żeby zacząć funkcjonować w świecie pełniej, zgodniej z ich wyobrażeniami. Podejmując określone decyzje, ryzykują jednak nieświadomym wpadnięciem głębiej w pułapkę swoich złudzeń, która w istocie uniemożliwia zmianę.

Ilustracje pochodzą z: M. Quintanilha, Wolfram, tłum. J. Jankowski, timof i cisi wspólnicy, Warszawa 2016.
Korzystałem z: Y.F. Tuan, Przestrzeń i miejsce, tłum. A. Morawińska, Warszawa 1987.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *