Pagani, Cannucciari, “Sezon polowań”

Kiedy w niewielkiej miejscowości dochodzi do zabójstwa, jakiekolwiek śledztwo wydaje się zbędne. Wszyscy wiedzą, że stoją za tym ci parszywi imigranci, a na pewno maczały w całej sprawie jeszcze te trzy kobiety, które mieszkają razem i samodzielnie prowadzą ekologiczne gospodarstwo. Nikt z porządnych lokalsów przecież nie dopuściłby się zbrodni; wszyscy żyją w mieście zgodnie z panującymi zwyczajami, więc z założenia są dobrzy. To ci i te, którzy przybywają z zewnątrz, sieją ferment. A jako element obcy muszą zostać usunięci, żeby nie zakłócić zdrowej tkanki społeczności. Tragedia staje się pretekstem do polowania – tym razem jednak nie na dziki, ale na człowieka odpowiedzialnego za zabójstwo.

Opis wydarzeń z Sezonu polowań Emiliana Paganiego i Brunona Cannucciariego można spokojnie zmieścić w kilku zdaniach, jako że komiks nie skupia się na tym, co się dzieje dookoła postaci, ale na narastającym napięciu, które między nimi powstaje, a które w końcu znajduje ujście w sprawie zabójstwa. Przedstawiony tu konflikt wydaje się przerażająco znajomy – jedni chcą żyć w zgodzie z tym, co już znają, z czym się oswoili i co pozwala w jasny sposób interpretować rzeczywistość; drugie wskazują, że metka „tradycja” nie oznacza, że coś jest dobre, podważają ustalony porządek, żeby zmienić świat niewielkiej miejscowości w bardziej otwarty, różnorodny i przyjazny każdemu, kto chciałby w niej mieszkać. W komiksie strony te okazują się jednak nie do pogodzenia, jako że nikt nie zamierza iść na kompromis.

Sezon polowań dobrze opowiada o strachu, który staje się źródłem nienawiści. Jego ucieleśnieniem stają się mieszkańcy miejscowości, niechętni jakimkolwiek zmianom, przy czym każda z osób zdaje się mieć inne motywacje. Mężczyźni zaciekle bronią swojej dominującej pozycji jako tych, którzy zapewniają przetrwanie społeczności, zarówno w kwestii wyżywienia (mięso lokalnych dzików uważane jest za podstawę jadłospisu), jak i bezpieczeństwa; kobiety z kolei stają po ich stronie, jako że ich siła wyraźnie nakreśla granice, w których czują się bezpiecznie. Jasny podział ról pełnionych w społeczności pozwala jednocześnie łatwo określić swoją tożsamość każdemu, kto jest jej częścią; tu można być słabym lub silnym, aktywnym lub pasywnym, ale zawsze wiadomo, z czym wiąże się odgrywana rola. Nie ma tu nic dwuznacznego, wszystko wydaje się uporządkowane. Dopiero przybycie tych, którzy wyłamują się z takiego obrazu świata – samotnych kobiet, które nie potrzebują mężczyzn, oraz imigrantów o innych światopoglądach i zwyczajach – podważa taki sposób urządzenia świata. Okazuje się, że możliwe jest także inne życie, że to, co dotychczas uważało się za wyjątkowe, to tylko jedna z opcji. Rzeczywistość przestaje być stała, zaczyna podlegać ciągłej zmianie. A tę, budzącą niepokój przed nieznaną przyszłością, wielu będzie chciało powstrzymać.

Autorzy komiksu nie opowiadają się jednak po niczyjej ze stron, mimo że z początku mogłoby się tak wydawać. O ile z jednej strony mamy lęk przed zmianą, o tyle z drugiej pokazują, do czego może prowadzić poświęcenie się na ołtarzu większej idei. Człowieka bardzo łatwo zacząć traktować jako narzędzie, w kategoriach użyteczności na drodze do celu, a to szybko prowadzi do wartościowania ludzi dookoła – to dotyczy zarówno ksenofobicznych mieszkańców miejscowości, jak i kobiet prowadzących gospodarstwo, ale w obu przypadkach motywacja wydaje się inna. W ich przypadku wątek ten wydaje się zaś wyjątkowo istotny, jako że dążą do stworzenia nowego świata, w którym będzie miejsce dla… no właśnie, dla kogo? Na pewno nie dla tych, którzy nie zamierzają przyjąć bez szemrania określonej wizji przyszłości – a to może okazać się wyjątkowo trudne dla kogoś, kto nie ma takich samych doświadczeń, kto nie czytał tych samych książek, kto nigdy nie rozmawiał z nikim o przyszłości w tym samym kontekście. Nie zmienia to jednak faktu, że marzenie, które przyświeca ludziom pragnącym zmiany, łatwo może przestać obejmować tych, którzy nie są na nią zupełnie przygotowani.

Chciałbym móc w takim razie napisać, że Sezon polowań jest komiksem, którego potrzebujemy właśnie tu i właśnie teraz, w sytuacji coraz bardziej zaogniającego się konfliktu kulturowego. Jego lektura pozwala spojrzeć szerzej na to, co dzieje się, kiedy chęć zmiany spotyka się ze strachem przed niepewną przyszłością – a także zrozumieć, do czego prowadzi binaryzm i brak poszukiwania innej drogi. Opowiadanie się po jednej z dwóch stron szybko prowadzi do konfliktu, bo w takiej sytuacji łatwo powiedzieć, kto jest z nami, a kto przeciwko nam, ale utrudnia znalezienie wspólnego rozwiązania. Sezon polowań zdaje się wskazywać na jej potrzebę, ale w sposób, który niespecjalnie zachęca do lektury. Cała historia sprowadza się do niekończących się światopoglądowych dyskusji, przez co komiks przypomina polityczną debatę; oczywiście wystylizowanie niemal wszystkich postaci na gadające głowy albo bezmyślnych siłaczy ma swoje uzasadnienie fabularne, ale stają się one przez to dość płaskie i trudno tak naprawdę zaangażować się w to, co się czyta. Możemy się zgadzać z jedną lub drugą stroną konfliktu (albo z żadną z nich), komiks pomaga też znaleźć język do dyskusji, ale kolejne wydarzenia przyjmuje się dość beznamiętnie, bez większej ciekawości, jak to wszystko się zakończy.

Dziękuję wydawnictwu timof i cisi wspólnicy za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego <3