I tak to się żyje. Czy nie?

Świat jest dziwny, świat jest złowieszczy, świata nie poznasz do końca. Groza w Bromie Unki Odyi czai się w zasugerowaniu, jak wygląda świat komiksu. To, co widzimy, wystarczy jednak, żeby wzbudzić niepokój – wyobraźnia podpowiada, że w cieniach czai się coś, czego natura jest ukryta i co powinno pozostać niepoznane.

To nieokreślone wrażenie narasta przez całą akcję komiksu i mimo że historia Marysi i jej kuzyna Broma stawiających czoła zagrażającym im niezwykłym zjawiskom może wydawać się zakończona, nie wszystkie wątki zostają rozwiązane. Co jednak ważniejsze, niepokój nie rozwiewa się wraz z przewróceniem ostatniej strony, pozostaje poczucie rozchwiania; nie wszystko powróciło na swoje miejsce.

Pisząc ten tekst, mam nadzieję znaleźć jego źródło; wiem jednocześnie, że jest złudna. Konwencji, w którą wpisuje się Brom, nie da się jasno zdefiniować, ponieważ jej założenia to właśnie nieokreśloność i uznanie, że istnieje pewna granica poznania, której nie powinno się przekraczać – a jeśli już, to na własną odpowiedzialność. Nie staram się jednak dotrzeć do istoty specyficznego klimatu komiksu Odyi nie tyle z ostrożności, ile żeby nie zniszczyć ulotnego poczucia dziwności towarzyszącego wszystkim przygodom Marysi, jej kuzyna, ich rodzin i znajomych. Zresztą każda definicja zaprzeczyłaby istocie dziwności, kategorii czysto subiektywnej, łączącej Broma z nurtem weird fiction:

To klimat, nie akcja, jest największą koniecznością weird fiction […] Główny nacisk należy położyć na subtelną sugestię – niewyczuwalne napomknienia i muśnięcia wybranych szczegółów skojarzeniowych, wyrażające odcienie nastrojów oraz budujące nieuchwytne złudzenie dziwnej prawdziwości tego, co nierealne.

Lovecraft, twarz i macka klasycznego weird fiction, zwraca uwagę na kwestię, która w przypadku Broma staje się kluczowa – wrażenie, że coś nie powinno istnieć, a jednak sugeruje swoją realność. Racjonalne postrzeganie świata zostaje zaburzone przez element niezrozumiały, niewyjaśniony, a jednak sprawiający przekonujące poczucie swojej namacalności. To, czy naprawdę istnieje, nie ma właściwie znaczenia; ważne, że może istnieć dla patrzącego.

Wydaje się, że Odya nie szczędzi środków, żeby zasugerować czytelnikowi/czytelniczce realność wydarzeń z komiksu. Zwyczajne miejsca, takie jak pagórek w parku, na którym w letnie wieczory słychać syk otwieranych puszek, ciemne uliczki, którymi lepiej się nie wałęsać, czy garażowe próby zespołu znajomych Broma – wszystko to brzmi całkiem zwyczajnie, jak coś pozbawionego grozy innej niż ta rodząca się z niespodziewanych spotkań czy rozstrojonych instrumentów. Postaci komiksu też nie wyglądają na takie, które mogłyby mieć cokolwiek wspólnego ze światem nadprzyrodzonych zjawisk – w głównym bohaterze trudno na pierwszy rzut oka dostrzec cokolwiek niezwykłego poza niepokojącym spojrzeniem, delikatny wygląd Marysi nie zdradza jej bezwzględności, a po Aleksie nie widać, że skrywa pewien sekret.

Podobieństwo do tego, co znane z codziennego doświadczenia, sprawia, że zaburzenie tego obrazu wprowadza poczucie, że coś jest nie tak. Obce elementy także mogą wydawać się znajome, np. legendarna kelpie czy koncepcja czarownicy, ale znów – na tyle wyglądają jak zazwyczaj spotykani stworzenia i ludzie, że trudno uwierzyć, że majestatyczny biały koń naprawdę chce kogoś utopić (nawet jak już spróbował).

To właśnie jeden z wyznaczników dziwności z rodzaju weird fiction – coś nieznanego, niezrozumiałego pojawia się i znika, ale nie pozostawia obojętnym. Może co prawda wyglądać jak coś, co już znamy, ale jego istota okazuje się całkiem inna. Dlatego właśnie kiedy pozornie swojska sowa okazuje się strzygą, na każdą kolejną sowę możemy patrzeć podejrzliwie. Czegoś raz zobaczonego czy doświadczonego czytelnik/czytelniczka nie może już od-zobaczyć czy od-doświadczyć, inaczej niż w przypadku Broma, Marysi i pozostałych postaci komiksu; wszystko, co się dzieje, jest dla nich absolutnie naturalne, bo w takim świecie, w którym współistnieją z legendarnymi stworzeniami, przyszło im żyć na co dzień. Dla nich wyjaśnienie, czym jest strzyga, może wydawać się wystarczające, ale dla czytelnika pozostaje czymś w rodzaju wpisu z bestiariusza; wprowadza zamętu właśnie tym, że stara się wyjaśnić istotę bycia strzygą mieszkańcowi świata, w którym strzygi istnieją, a do którego odbiorca komiksu nie należy.

Ten przedstawiony w Bromie jest zresztą na tyle łudząco podobny do naszego, że granica zdaje się zacierać, a czytelnikowi/czytelniczce zostaje zasugerowane, że wszystko mogłoby wydarzyć się naprawdę. Podobieństwo sprawia, że pewne rzeczy zaczynają wydawać się możliwe także w świecie, w którym się ich dotychczas nie dostrzegało – przy czym to, że się ich nie widziało, nie świadczy o ich istnieniu lub nieistnieniu. Jedno albo drugie nie musi być potwierdzone; ważne, żeby zasiać w kimś ziarno niepewności, podsunąć alternatywę dla racjonalnego postrzegania świata, postawić wobec dziwności. Ta nie tyle go podważa, ile podsuwa pewne alternatywy, pozwalające na:

 […] osiągnięcie złudzenia pewnego niezwykłego zawieszenia czy wręcz zaburzenia uporczywych ograniczeń czasu i przestrzeni, a także praw natury, które zniewalają nas nieustanie i doprowadzają do granic frustracji człowieka wypełnionego ciekawością nieskończonych otchłani kosmosu kryjących się poza granicami naszego wzroku i możliwości poznania.

Wydaje mi się, że właśnie to zawieszenie staje się przyczyną mieszanych emocji odczuwanych podczas lektury Broma. Z jednej strony może pojawić się euforia z dotknięcia pewnego nieznanego dotychczas aspektu rzeczywistości, który pozwala spojrzeć na nią w sposób inny niż dotychczas, wprowadza powiew świeżości do jej zatęchłego obrazu. Z drugiej jednak pojawia się niepokój – nieznany dotychczas świat nie potrzebuje człowieka do swojego istnienia, funkcjonuje pomimo niego albo przeciw niemu. Po prostu jest, ogromny, niezrozumiały, niemożliwy do poznania, bardziej różnorodny niż może się wydawać.

Ostatecznie nikt tak naprawdę nie wyjaśnia, w jaki sposób np. można odwiedzać sny innych ludzi oraz na jakiej zasadzie działa przemiana w wilka. Te zjawiska po prostu zachodzą, naturalne dla bohaterów komiksu, obce dla czytelnika/czytelniczki. W jego świecie pojawia się niepokój: gdzieś tam istnieją – albo, co ważniejsze, mogą istnieć – niewyjaśnione zjawiska świadczące o tym, że świat jest inny niż się sądziło, znajduje się poza kontrolą; można na niego reagować, ale nie da się mu niczego narzucić. Okazuje się groźny w swoim ogromie i nieznanych zasadach, które nim rządzą, a człowiek to jedynie maleńki jego element im poddany. Może co prawda realizować jakieś swoje cele, ale nic nie pozostaje bez konsekwencji, a jak widać w Bromie, każda magia ma swoją cenę, czasem bardzo wysoką.

Ilustracje pochodzą z: U. Odya, Brom, Wydawnictwo 23, 2019
Cytaty pochodzą z: H.P. Lovecraft, Koszmary i fantazje: listy i eseje, tłum. M. Kopacz, Kraków 2013.

Dziękuję Wydawnictwu 23 za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *