Sekwencyjnie, cyfrowo

You can also read this text in English, just click here!

Jedne zostały ukończone z obietnicą kolejnych sezonów, inne wciąż powstają. Zwycięzca i nominowani do tegorocznych Nagród Eisnera w kategorii komiks internetowy tworzą różnorodną mieszankę, która tętni życiem dzięki autorom, autorkom, czytelnikom i czytelniczkom. Bogowie, detektywi i gąbki morskie to przykłady tego, co czeka na Was podczas lektury.

Przez długi czas byłem dość sceptyczny w kwestii komiksów internetowych. Nie tyle ich nie lubiłem, ile po prostu były mi obojętne. „Komiksy są na papierze i koniec” – tak, to cytat z moich myśli. Wiele zmieniło się w tym temacie, od kiedy zacząłem prowadzić bloga, sam zacząłem postrzegać komiksy o wiele inaczej, ale z tymi internetowymi przepraszałem się przez naprawdę długi czas. Przełomem stał się dla mnie O Human Star, o którym pisałem jakiś czas temu, kiedy odkryłem, co tak naprawdę stanowi o sile gatunku, na który tak długo kręciłem nosem.

Nie mogę się powstrzymać przed porównaniem z XIX-wiecznymi powieściami w odcinkach, które pojawiały się na łamach gazet i były wyczekiwane przez ich wiernych czytelników. Czy pokocha? Czy ucieknie? Czy zdradzi? Fikcyjne postacie pojawiały się w ich życiu na bieżąco, regularnie, wywoływały jak najprawdziwsze emocje, a czytelnicy i czytelniczki słali do gazet listy, żeby autora/autorkę uwielbiać lub besztać za to, co zrobił ich ukochanej postaci czy że akcja zdecydowanie nie powinna potoczyć się w tym kierunku.

Ta sama kwestia sprawia, że jedną z przyjemności czytania komiksu internetowego jest przeglądanie planszy pod każdą wstawioną planszą. Nie wiem, na ile odzew czytelników wpływa na ostateczny kształt fabuły, o ile w ogóle, ale nie zmienia to faktu, że powstaje pewne uniwersum komiksu, budowane zarówno przez twórcę/twórczynię odgórnie, według planu, jak i przez rozmowy, które nawiązują się między obiema stronami. Czasem jest to ukłon w stronę odbiorców, np. ujawiane są jakieś smaczki dotyczące samej postaci, czasem konieczność – autor/autorka na tyle dobrze znają stworzony przez siebie świat, że mogą często pominąć coś, co uznają za oczywiste, a bez czego osoba z zewnątrz nie zrozumie wydarzeń.

W komiksie internetowym środek ciężkości jest zatem nieco przesunięty na relację między twórcami i odbiorcami. Niemal natychmiastowy i żywy odzew sprawia, że taki komiks jest bardziej „ludzki” niż dopracowane i wymuskane do perfekcji gotowe dzieło – granica między autorem/autorką a czytelnikami i czytelniczkami zaciera się, a dystans skraca. Jedne z nominowanych do tegorocznej Nagrody Eisnera zakończyły się z obietnicą powrotu w następnym sezonie, inne wciąż trwają – łączy je różnorodność, dzięki której każdy ma szansę znaleźć coś dla siebie. Dlatego też postanowiłem napisać ten tekst nieco inaczej niż zwykle – o każdym z nich postaram się opowiedzieć jedynie kilka słów, pozostawiając resztę czytelnikom i czytelniczkom. Komiks internetowy tętni życiem i, co istotne, jest dostępny przeważnie dla wszystkich, najwięcej sensu ma zatem chyba zachęta do samodzielnej lektury i przekonania się na własne oczy.

W tym roku zwyciężyły The Contradictions Sophie Yanow. Utrzymany w czarno-białej stylistyce komiks opowiada o dwudziestolatce, która wyjeżdża na studia do Paryża, skuszona historiami swoich rodziców o ich burzliwej młodości w latach 60. Szybko okazuje się, że Paryż nie jest miejscem, w którym łatwo się odnaleźć, a mit studiów za granicą w dużej mierze mija się z prawdą. Pod podszewką ciągłego imprezowania, uśmiechów i zachwytów oraz nieustającego small talku spotykani przez nią ludzie starają się ukryć urazy, zawiści i problemy z otaczającym światem. Sophie staje twarzą w twarz z tym, że nic nie jest takie, jak się wydawało, i szuka ludzi podobnych sobie.

Ilustracje są maksymalnie uproszczone, utrzymane w konwencji silnych kontrastów między czernią i bielą, plansze z kolei składają się z niewielkiej ilości kadrów, często ze szczegółami zredukowanymi do niezbędnego minimum. Pomaga to jednak skupić się na dialogach lub przemyśleniach głównej bohaterki – czyli na tym, co w The Contradictions najważniejsze. Postacie z początku mogą wydawać się dziwne ze swoimi zaburzonymi proporcjami, nieco zbyt długimi kończynami i zbyt małymi głowami, ale zabieg ten dobrze oddaje sytuację, w której znalazła się główna bohaterka poszukująca właśnie ostatecznie zdefiniowanego kształtu. Do Paryża przybywa głównie w poszukiwaniu zmiany, która ma szansę zajść także przez kontakty z innymi ludźmi. Jak się okazuje, oni też mniej lub bardziej szukają swoich kształtów: nacisk położony na dialogi pokazuje m.in. problem ze stworzeniem jakiejkolwiek relacji, kiedy stajemy się głównie wypowiadanymi przez siebie słowami. Tymczasem Sophie, zamiast sztucznych obrazów szuka czegoś więcej, ludzi prawdziwych, a nie póz.

Dynamiczną fabułą pełną zwrotów akcji oszałamia z kolei The Lavender Jack Dana Schkadego. Komiks przenosi nas do miasta Gallery w początkach XX wieku, w którym pojawia się tytułowy zamaskowany człowiek siejący zamęt u szczytów władzy. Lavender Jack ujawnia mętne interesy i ciemne sprawki wszystkich prominentnych obywateli, używając przy tym niewyjaśnionych sztuczek. Żeby go powstrzymać burmistrz zaprasza do Gallery światowej sławy detektyw Theresę Ferrier. To, co wydawało się kolejnym śledztwem, postawi ją jednak przed wyborami, których dotychczas nie musiała podejmować. Madame Ferrier i inspektor Honoria Crabb wkroczą w świat tajnych organizacji i demonów przeszłości, w którym nic nie jest jednoznacznie czarne lub białe.

Komiks Schkadego to subtelna zabawa z klasyczną powieścią detektywistyczną spod znaku Agathy Christie i motywu złodzieja dżentelmena à la Arsène Lupin Maurice’a Leblanca. Znane chwyty i schematy nabierają w The Lavender Jack pulpowego sznytu i posmaku miejskiej legendy, a wartka akcja i ciągłe zaskoczenia dobrze kontrastują ze stylistyką art déco. Ilustracje opierają się w dużej mierze na grze światłocienia, płynnych liniach i geometrycznych kształtach oraz dopracowanym układzie wewnątrz kadrów, z jednej strony utrzymując harmonię i symetrię, z drugiej często świadomie je łamiąc. Powstające w efekcie napięcia między konwencjami a ich przekraczaniem dobrze pokazują przejściowość świata, w którym odbywa się pościg za zamaskowanym człowiekiem – jak zauważa Crabb, coraz mniej w nim miejsca dla ludzi takich jak Ferrier, a coraz więcej dla niejednoznaczności i podważania zasad uznawanych dotychczas za nienaruszalne.

Podobną gra z konwencją Mongie w swoim komiksie Let’s Play. Jego główna bohaterka Sam Young marzy o tworzeniu gier komputerowych, którymi fascynuje się od dzieciństwa. Jej pierwsze dzieło zostaje jednak zmieszane z błotem przez znanego youtubera i zbiera negatywne recenzje, wystawiane głównie przez widzów jego kanału. Jakby tego było mało, chłopak wprowadza się do mieszkania obok. Zamknięta w sobie Sam musi odnaleźć się w zmianach, które zaczynają szybko zachodzić w jej życiu – zarówno zawodowym, jak i uczuciowym.

Komiks nawiązuje do stylistyki anime ze szczególną dbałością o szczegóły – warto zwłaszcza zwrócić uwagę na kolorystyczne smaczki, które wiele mówią o nastrojach postaci czy o ich reakcjach na sytuacje, w których się znajdują. Sam jest głęboko zanurzona w świecie komputerów i internetu, co silnie wpływa na narrację – odniesień do kultury internetu czy gier jest mnóstwo (czego kwintesencją wydaje się barista Link wyglądający jak pewna postać o tym samym imieniu z klasycznej gry). Dzięki temu czytelnicy i czytelniczki, którym bliskie są tego typu klimaty, odnajdą się łatwo w komiksie – to samo może stać się jednak zbyt wysokim progiem dla innych, którzy mogą odczuć przesyt ilością memów w komiksie.

Drugim romansem nominowanym w tym roku jest Lore Olympus Rachel Smythe, opowieść o życiu olimpijskich bogów. Śledzimy w nim losy Kory, która jako Persefona przyjeżdża na studia do wielkiego miasta i stara się ułożyć samodzielne życie, oraz Hadesa zmagającego się z rodzącymi się do niej uczuciami. Odwzajemnione zauroczenie trudno jednak utrzymać w tajemnicy na rozplotkowanym, stojącym intrygami Olimpie. Oboje muszą stawić czoła piętrzącym się przeciwnościom, które czekają na ich skomplikowaną, kruchą relację.

Lore Olympus pozwala wrócić do wspomnienia pierwszej miłości i pojawiających się z nią skrajnych emocji. Wielogodzinne nocne rozmowy przez telefon, wewnętrzne dylematy, gonitwy myśli, rozpierające radości i szarpiący ból, nieprzeparta chęć zobaczenia drugiej osoby – wszystko zostało przedstawione w sposób bardzo dobrze oddający zarówno specyfikę otoczenia, jak i emocje i myśli postaci. Surowy, geometryczny Tartar kontrastuje często z akwarelowymi plamami i splątanymi liniami, a delikatne kolory z mocnymi, wywołującymi silną reakcję emocjonalną. Smythe nie boi się poruszać też tematów trudnych, takich jak przemoc seksualna, toksyczne rodzicielstwo czy opresja ze strony społeczeństwa zarówno wobec kobiet, jak i mężczyzn, silnej w epoce informacji (Olimp w komiksie Smythe jest mieszanką antyku i nowoczesności). Wszystko to sprawia, ze komiks Smythe wciąga i nie pozwala pozostać obojętnym/obojętną, postaci łatwo pokochać lub znienawidzić już od pierwszego wejrzenia.

Podobnie silnie angażuje Tiger, Tiger Petry Eriki Nordlund – opowieść o rodzeństwie Bonnaire, szlachcicach mieszkających w Lucentii. Lady Ludovica pewnego dnia decyduje się ukraść tożsamość swojego brata, kapitana statku pływającego do dalekich lądów, i wcielając się w jego rolę przeżyć przygodę życia. Nie są one jednak celem samym w sobie, wyprawa ma charakter naukowy. Ludovica fascynuje się potencjalną nieśmiertelnością morskich gąbek, które można dzielić na dowolną liczbę mniejszych części, a i tak będą dalej żyć. Czy w takim razie są niezniszczalne? Czy istniała jedna pragąbka starsza niż jakikolwiek inny organizm, z której powstały wszystkie inne? Pytania tego typu rozpalają wyobraźnię dziewczyny, już i tak rozpaloną awanturniczymi historiami z książek i opowiadanymi przez jej brata. Porywa więc swojego narzeczonego Jamisa i razem ruszają ku przyg- przepraszam, ku badaniom.

Tiger, Tiger zapewnia solidną dawkę awanturniczych przygód, w których działanie poprzedza często zdrowy rozsądek. Ale, powiedzmy sobie szczerze, wszyscy potrzebujemy w życiu tego typu historii o pasji i gotowości na wszystko, a jednocześnie z dowcipem, dzięki któremu można głośno się zaśmiać przed ekranem. Jednocześnie wyprawa Ludowiki staje się bardzo dobrą historią o odkrywaniu swojej tożsamości ponad podziałami kulturowymi pomiędzy płciami – dziewczyna udająca swojego brata przeżyje to, co dotychczas nie było dla niej dostępne, przekonując się, kim tak naprawdę jest. Ilustracje, szczegółowe i dopracowane, na długo zatrzymują oko na pojedynczych kadrach.

Nie do wszystkich autorów i autorek udało mi się dotrzeć, więc niektóre ze wspomnianych komiksów pozostaną niespodzianką do końca tego zdania – potem będę już tylko w ramach zakończenia zachęcał do przeczytania samych komiksów. No to już: zachęcam!

Wszystkie ilustracje pochodzą z odpowiadających im komiksów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *