Na skróty prowadzi donikąd

Od pierwszego wydania Zrozumieć komiks minęło ponad ćwierć wieku i esej Scotta McClouda pozostaje jedną z tych książek, do których warto zajrzeć na początku przygody z komiksem. Nie tylko dla czytelników/czytelniczek, ale też dla początkujących twórców/twórczyń. Najwięcej uwagi wymaga rozdział siódmy – wentyl bezpieczeństwa sprowadzający na ziemię i jednych, i drugich.

McCloud postawił przed sobą zadanie w jakimś sensie karkołomne – rozwija klasyczną już teorię sztuki sekwencyjnej Willa Eisnera, a zatem w jakiś sposób próbuje wspiąć się do komiksowego panteonu, i przedstawia ją na tle historii i techniki gatunku. Czy to wiele? Bardzo; z drugiej jednak strony świat komiksu potrzebował (i potrzebuje) tego typu refleksji, próbującej teoretycznie zgłębić jego istotę. Sam autor ma zresztą świadomość przełomowości swojej pracy, czemu daje wyraz już w stopce redakcyjnej, wymieniając osoby odpowiedzialne za „doradztwo redaktorskie oraz pomoc w utrzymaniu w ryzach rozbuchanego ego”*. Osobiste podejście McClouda do sztuki w połączeniu z teoretycznym zacięciem dały esej totalny – utrzymany w konwencji luźnego wykładu, ale mającego zmieścić w niej jak najwięcej informacji.

To prawda, Zrozumieć komiks ciekawi i wciąga, ale stawia opór, kiedy przychodzi do napisania o nim tekstu – przelot przez tyle kwestii związanych z gatunkiem dość mocno dezorientuje i pozostawia w osłupieniu po zakończeniu lektury. Jednak podczas gdy wiele z przedstawionych kwestii wystarczy po prostu przyjąć do wiadomości albo poszukać szczegółów na ich temat na własną rękę – esej McClouda działa jak całkiem niezły drogowskaz na drodze wielbiciela komiksu – jeden z rozdziałów wybija się na tle całości i wymaga głębszego przemyślenia. Mam na myśli fragment, który przedstawia komiks od strony autorów i autorek oraz ich zmagań z problemami związanymi z twórczością.

Ten rozdział wydaje mi się szczególnie ważny w kontekście całości Zrozumieć komiks i, szerzej, w kontekście teorii komiksu w ogóle. Zazwyczaj zajmujemy się gotowymi utworami, poetyką czy wskazówkami dla twórców, ale zbytnie skupianie się na nich prowadzi na manowce. Powstaje iluzja, że wystarczy opanować technikę, zaczytywać się w innych autorach/autorkach (a najlepiej tych uznanych za kanon), szukać swojego stylu przez wprawianie się w stylach innych twórców i ćwiczyć, ćwiczyć, ćwiczyć, żeby w końcu dotrzeć do upragnionego celu – dzieła porażającego swoją wybitnością nawet osoby znajdujące się w sąsiednim budynku. Oczywiście, te kwestie są istotne, ale stanowią jedynie odcinek drogi przebywanej przez twórcę/twórczynię nie tylko komiksów, lecz sztuki w ogóle.

McCloud podchodzi do tematu od innej strony, zazwyczaj pomijanej milczeniem: podkreśla wagę wszystkich chwil zwątpienia, poczucia braku sensu czy wtórności, zachwiania wiary w to, że ma się światu cokolwiek do przekazania, czy w słuszność podjętych decyzji. Wszystkie te problemy w Zrozumieć komiks są sygnałami, że w swojej twórczości warto się zatrzymać, a nawet cofnąć, bo ich źródło może leżeć głębiej, niż się spodziewamy. Właśnie wychodzenie cało z potyczek ze swoimi demonami, podnoszenie się po każdym kryzysie i siadanie z powrotem do pracy nad komiksem/obrazem/tekstem/wstaw to, nad czym pracujesz, okazuje się prawdziwą kuźnią twórców/twórczyń, o której, o dziwo, nigdy się nie mówi. Dlatego nazwałem ten rozdział wentylem bezpieczeństwa – rozwiewa iluzję, że to, co widzimy, jest wszystkim, co jest. Innymi słowy: inni przetarli nam szlak, którym wystarczy podążyć. Tymczasem takie nieprzygotowanie na nieuchronne trudności i porażki łatwo przeradza się we frustrację i zwątpienie.

W ujęciu McClouda istotą komiksu, opierającego się na relacjach między kolejnymi kadrami, nie jest przedstawienie, ale przemilczenie, najważniejsze znajduje się między kadrami. Wydaje mi się, że można by tą koncepcją objąć także układ komiks-autor, a także bardziej ogólnie dzieło-twórca. Istotne jest nie tyle to, co zostało zawarte w ukończonym dziele, ile wszystko, co doprowadziło do jego powstania, wraz ze wspomnianymi ciemnymi okresami, wielogodzinnymi ćwiczeniami, wyrzeczeniami i, co najważniejsze, pasją i determinacją, które dają siłę do stawiania czoła – przykład z własnego doświadczenia – przerażająco pustej kartce, kuszącej możliwościami, rzucającej autorowi wyzwanie i z pogardą sugerującej, że mu się nie podoła.

McCloud w tej kwestii wydaje się nieprzejednany i podkreśla, że nie ma żadnej drogi na skróty. Oczywiście, co twórca/twórczyni, to metoda, dlatego nie ma jednego przepisu na arcydzieło. Jednak lista, którą proponuje, wydaje się całkiem sensowna, znów – jako drogowskaz pomagający zrozumieć, w którym kierunku warto iść. Według niej to, co przedstawiamy światu, musi opierać się na gromadzonych doświadczeniach i przemyśleniach, świadomym kształtowaniu, żeby tworzenie miało w ogóle sens.

Ursula K. Le Guin zaproponowała kiedyś chyba najszerszą definicję pisarza, z jaką się spotkałem, ale w tym przypadku najlepszą: pisarz to ktoś, kto pisze***. Analogicznie można by powiedzieć: twórca to ktoś, kto tworzy. Czasownik musi być niedokonany – proces się nie kończy, ale trwa, żąda poświęcenia sobie czasu i uwagi. Internet roi się od rad typu art hacks, które radzą, jak szybko osiągnąć efekt i bez zbędnego wysiłku, np. „3 sposoby, żeby wystawić swój obraz w Luwrze w weekend”. Oczywiście, nie ma nich nic złego tak długo, jak pozostają narzędziami, ale nie celem jako takim, do którego dochodzi się długo i żmudnie. Subtelna prostota kreski Fistaszków, Calvina i Hobbesa czy nawet ramowa stylistyka Zrozumieć komiks mogą sprawiać wrażenie, że zostały stworzone od niechcenia (chociaż może i tak było, zakładam jednak, że to mało prawdopodobne); w istocie są mieszanką życiowych doświadczeń autorów, ich poszukiwań, olśnień i pomyłek.

* Przynajmniej w polskim tłumaczeniu.

** Pisałem o nich m.in. przy okazji Portugalii Cyrila Pedrosy: https://wejsciewkadr.pl/pedrosa-portugalia/

*** Przywołuję z pamięci; jak tylko znajdę, gdzie tak zauważyła, dodam źródło.

Ilustracje pochodzą z: S. McCloud, Zrozumieć komiks, przeł. Michał Błażejczyk, Kultura gniewu, Warszawa 2015.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *