Wszystkie ucieczki z pustyni

Herbatka, wygodny fotel i spokojny wieczór z lekturą – tak nie da się zagłębić w Piaskową opowieść Jima Hensona, Jerry’ego Juhla i Ramona Péreza. Komiks bombarduje czytelnika ciągłym strumieniem bodźców, które nie pozwalają wymościć się  w strefie komfortu. Pod jego naporem nie warto jednak panikować, lepiej dać się ponieść żywej wyobraźni autorów, by później wracać po smaczki; następnym razem jednak z mapą.

Fabułę komiksu można zawrzeć tak naprawdę w dwóch zdaniach:

 Mac, przybysz znikąd, mimowolnie staje się częścią myśliwskiej nagonki.

– Wysłany na pustynię, musi dotrzeć do określonego miejsca, unikając przy tym czyhających na niego niebezpieczeństw.

I tyle. To streszczenie jest tak zwięzłe, ponieważ tylko to można powiedzieć o samej fabule na pewno. Nie sposób przygotować się na to, co zobaczymy podczas wspólnej wędrówki z Makiem, a spotyka go niemal wszystko, co możliwe. Pod tym względem Piaskowa opowieść przypomina filmy Mela Brooksa – podobnie jak one, wykorzystuje kulturowe schematy, żeby zaskoczyć spojrzeniem na nie z innej strony. Wydaje się, że granice gatunków zostały całkiem zniesione, tak żeby można było je wymieszać i wciąż puszczać oko do czytelnika. I tak: podczas wędrówki przez pustynię Mac trafia na coś, co z zewnątrz przypomina wychodek, ale w istocie jest eleganckim klubem jazzowym o konstrukcji TARDIS-u z Doktora Who, by po chwili okazać się windą zjeżdżającą pod piasek. Mac, obsypany piaskiem pustyni, nagle staje przed przestrzenią kryształowych żyrandoli, wokalistek w wieczorowych sukniach i eleganckich gości lokalu, ale ta okazuje się dla niego zamknięta – podobnie jak maszyna Doktora daje jedynie posmak innego życia, by po chwili zniknąć i pozostawić niedosyt.

Perezowi udało się oddać ducha scenariusza Hensona i Juhla. Wydaje się, że całkiem popuścił wodze swojej wyobraźni, dzięki czemu jednolitość całemu komiksowi zapewnia, paradoksalnie, technika kolażu. Płaskie kolory rodem z programów graficznych sąsiadują tu z kadrami wyglądającymi jak niedokończone szkice, a te przypominające fragmenty obrazów malowanych na płótnie znajdziemy tuż obok kadrów, których technika do złudzenia przypomina murale Banksy’ego. Kompozycja nie daje się ujarzmić także na poziomie całych stron – często trzeba chwilę się zastanowić, w jakim kierunku rozwijają się wydarzenia, by po chwili uznać, że wszystko dzieje się jednocześnie.

Te zabawy treścią i formą sprawiają, że całości komiksu nie da się ogarnąć za jednym podejściem. Za każdym razem trafia się na coś, co pominęło się przy poprzedniej lekturze i właśnie dla takich smaczków warto wracać do Piaskowej opowieści. Nie znaczy to jednak, że z każdym kolejnym podejściem komiks traci siłę oddziaływania. Teoretycznie spoilery zwiększają przyjemność z odbierania historii i mimo że raz przeczytanej opowieści nie da się już od-przeczytać, przez co efekt zaskoczenia maleje, czytelnik ma szansę skupić się na szukaniu wszystkich odniesień. Tu pojawia się jednak wysoki próg – jest ich tyle, że potrzeba niemałego obycia w amerykańskiej kulturze, zwłaszcza w kinematografii, żeby odczytać je wszystkie. Przykładowo: jednemu ze szkiców Pereza dołączonych do komiksu towarzyszy notatka, że główna postać kobieca była wzorowana na Grace Kelly; ta inspiracja mogłaby być czytelna dla miłośnika amerykańskiego kina, ale dopiero komentarz sprawia, że to odniesienie staje się jasne. Podejrzewam, że tego typu powiązań jest w komiksie więcej, tyle że maja charakter wyzwania rzuconego czytelnikowi.

Podniesienie rękawicy nie oznacza jednak od razu, że musimy niewolniczo zastanawiać się nad nieśmiertelnym „co autor miał na myśli”. Efekt zagubienia i dezorientacji wydaje się całkiem zamierzony – dzięki niemu możemy lepiej utożsamić się z Makiem, podobnie jak czytelnik niepewnym, czego się od niego wymaga, oraz w mniejszym lub większym stopniu bezradnym wobec tego, co dzieje się dookoła. Poza tym niewiedza staje się zachętą do własnych poszukiwań; ja na przykład po lekturze nabrałem ochoty na westerny Sergia Leone, filmy gangsterskie czy książki Stephena Kinga – mam wrażenie, że z tego typu utworów Piaskowa opowieść czerpie pełnymi garściami. Jednak „wydaje się” jest tu wyrażeniem-kluczem, ponieważ komiks można zinterpretować na swój własny sposób, tworząc niepowtarzalną fabułę,która będzie tak samo uprawniona jak ta zamierzona przez autorów.

Jakieś pojęcie o tej ostatniej możemy zyskać po przeczytaniu notatek dołączonych do historii Maca, które rzucają nowe światło na wszystko,co spotyka go na pustyni. W Piaskowej opowieści warto szukać chwytów ściśle filmowych, które odzwierciedlają fascynację jednego z autorów kinematografią, szukać w kadrach pracy potencjalnej kamery, zastanawiać się nad wyglądem przejść i ujęć. O tym, jak mogła wyglądać ekranizacja scenariusza zilustrowanego przez Pereza, który pierwotnie miał trafić na ekran, może dać pojęcie krótkometrażowe Time Piece Hensona (link na końcu), w którym dobrze widać zainteresowanie eksperymentalnymi formami wizualnymi. Obie historie opowiadają o człowieku próbującym zrozumieć współczesny mu świat i starającym się uwolnić z sieci relacji z systemem i innymi ludźmi. Film obejmuje jednak szerszą perspektywę i przedstawia w ogólny sposób zagubienie w codzienności, poczucie, że nie pasuje się do reszty świata.

W podobnej sytuacji znajduje się Mac – wszędzie obcy, pozostający poza wszelkimi grupami, nierozumiejący zasad rządzących otoczeniem. Sama pustynia, jako przestrzeń nieprzyjazna ludziom, wciąż mu przypomina, że nie może się zatrzymać, dopóki nie dotrze do końca swojej drogi – dopiero wtedy będzie mógł zapalić upragnionego papierosa i się odprężyć.

Z posłowia Lisy Henson można się dowiedzieć, że ta wędrówka odzwierciedla zmagania początkującego artysty; decydując się na tworzenie,wkracza na nieznane, niepewne terytorium, gdzie spotyka się z niezrozumieniem,presją, fałszywymi przyjaciółmi i „dobrymi” radami. Ale to tylko sugestia odczytania, pobudzenie wyobraźni – wydaje się, że w Piaskowej opowieści znajdzie się miejsce na każdą interpretację, a uwagi z notatek zwiększają jedynie liczbę możliwości, nie obstając przy którejkolwiek z nich.

Jedno pozostaje niezmienne – czytelnik idzie z Makiem ramię w ramię i żadnemu z wędrowców nie jest dane odpocząć ani na chwilę. Kolejne niespodzianki rozsadzają wyobraźnię, a kalejdoskopowość historii sprawia, że pozostaje żywa i angażująca przez cały czas. Podobnie jak dotarcie do celu nie jest tak pewne dla Maca, zakończenie lektury nie musi się dla czytelnika wiązać z przewróceniem ostatniej strony. Za każdym razem znajdzie się bowiem coś nowego i nieoczekiwanego, co podważy nasze przekonanie, że wiemy już, o co w tym wszystkim chodzi, i zmusi do podjęcia interpretacyjnego wysiłku na nowo.

Ilustracje pochodzą z: J. Henson, J. Juhl, Piaskowa opowieść, il. R.K. Pérez, timof i cisi wspólnicy, Warszawa 2014.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *