Myląca niezmienność

Bardzo łatwo wpaść w pułapkę myślenia, że świat jest niezmienny. Otaczanie się bezosobowymi przedmiotami, czy postrzeganie obiektów i zjawisk jako łatwo wymienne na inne, takie same, podtrzymuje to złudzenie. Coś się psuje, zastępuję to więc kopią i harmonia mojego świata zostaje utrzymana.

Audubon. Na skrzydłach świata Fabiena Grolleau i Jérémiego Royera przenosi nas do czasu, w którym granice między tym, co wyjątkowe, a tym, co wymienne, biegną w wielu kierunkach i kształtują relacje między postaciami. W komiksie śledzimy wieloletnią wędrówkę tytułowego przyrodnika przez Amerykę Północną; protagonista postawił sobie za cel stworzyć atlas ornitologiczny całego kraju, przedstawiając okazy ptaków w sytuacjach z ich codziennego życia, tak jakby zostały uwiecznione znienacka, w naturalnym środowisku. W dziele życia Audubona można więc zobaczyć sokoły rozszarpujące ofiarę, pełnego godności indyka podczas spaceru czy papugi, które tłoczą się na gałęzi – przy czym każde z nich widział na własne oczy i samodzielnie udokumentował. Dzięki temu zbiór, który ostatecznie spotyka się z uznaniem w Liverpoolu, jest jednocześnie świadectwem epickiej wyprawy, będącej jednocześnie źródłem anegdot z barwnego, awanturniczego życia.

Nie zostaje to pokazane w komiksie, ale można się domyślać, w jakim stanie są szkice Audubona po powrocie z każdej z wypraw. Moczone deszczem, wilgotniejące i schnące, dotykane przez niezliczoną liczbę palców, palone słońcem i wciąż przenoszone z miejsca na miejsce – koniec końców każdy z rysunków dobrze oddaje stan samego ich autora, niejednokrotnie mierzącego się z biedą, chorobą, strachem, ekstremalną pogodą i przemęczeniem. Kiedy John James powraca do swojego domu po jednej z wieloletnich podróży (które odbywa dopóty, dopóki może jeszcze chodzić; rodzinie poświęca jedynie niewielki ułamek swojego czasu) bardziej przypomina włóczęgę niż swojego rywala Alexandra Wilsona, zawsze przedstawianego jako przyrodnik kreślący anatomię ptaków w zaciszu swojego biura. Te stricte naukowe, sporządzane według reguł sztuki szkice spotykają się w Ameryce z większym uznaniem niż artystyczne ilustracje Audubona, którego doświadczenia nie pozwoliłyby mu uwieczniać ptaków inaczej niż jak widział je na własne oczy, jako dzikie zwierzęta, a nie muzealne eksponaty. Rysunki Wilsona są chłodne i analityczne, szkice jego dawnego przyjaciela tchną duchem ich autora, który ledwie gdzieś dotrze, zaraz rwie się do dalszej drogi – sprawiają wrażenie, jakby zaraz miały zerwać się do lotu.

Mimo że obaj idą różnymi drogami, opierają się na tym samym założeniu i dążą do zrealizowania tego samego celu – jeden ptak może, na zasadzie synekdochy, reprezentować cały gatunek, a zatem jak najwierniejszy obraz może dać pojęcie o wszystkich jego żywych przedstawicielach. Każdy z nich realizuje to założenie inaczej – Wilson dążąc do opisania ptaka jako mechanizmu, Audubon zaś jako zjawiska pozostającego w zależności z otoczeniem, w którym żyje; obaj jednak przyjmują, że jednego ptaka może zastąpić i zastępuje inny, jako że wszystkie w obrębie gatunku są identyczne – zarówno te istniejące w tym samym czasie, jak i wszystkie przeszłe i przyszłe. Nie trzeba więc przejmować się tym, że zginie jeden, dziesięć lub sto, bo na ich miejsce pojawią się nowe. A nawet jeśli nie, to nic nie szkodzi, bo jeśli zostaną uwiecznione – jak zdaje się sugerować protagonista komiksu w jednej z wypowiedzi – żywe stworzenie może zostać zastąpione przez swoje przedstawienie.

Swoim przekonaniom daje wyraz podczas jednej z najważniejszych według mnie scen w komiksie – podczas rozmowy z Charlesem Darwinem, który dopiero ma wypłynąć w brzemienny w skutki rejs HMS Beagle. Młody Brytyjczyk daje wyraz swojej fascynacji tym, że niektórzy przedstawiciele tego samego gatunku mogą znacząco różnić się wyglądem, podczas gdy Audubon stwierdza, że wszystkie zwierzęta zostały stworzone u zarania dziejów i w niezmienionej formie dotrwały do czasów współczesnych dyskutującym przyrodnikom. Ta jedna wypowiedź dobrze obrazuje jego podejście do przedmiotu badań, które z perspektywy dzisiejszego czytelnika może być dość zaskakujące, jako że przyrodnik, żeby szkicować ptaki, najpierw je zabija i unieruchamia w pożądanych przez siebie pozach, tak żeby potem łatwiej było je malować. Ten sam typ relacji ze zwierzętami można swoją drogą dostrzec u większości postaci występujących w komiksie, zabijających je masowo bez mrugnięcia okiem i bez większej refleksji nad tym, co robią – ot, jedno czy sto, różnicę robi to tylko jeśli z kimś się współzawodniczy. Audubon, mimo że kocha ptaki i czuje się wolny jak one, nie widzi w tym nic dziwnego; ubolewa nad tym, że znikają gatunki występujące na jakichś terenach, ale wydaje się, że rządzi tym myślenie typu „tak to już jest w tym życiu”.

W podejściu do otaczającego świata widać wyraźną granicę oddzielającą człowieka od jego otoczenia, w domyśle opierającą się na tym, że o wyjątkowości ludzi świadczy tworzenie historii, możliwość wprowadzania zmian i kierowania własnym rozwojem. Zwierzęta, rośliny i przedmioty wydają się z tej perspektywy nie podlegać czasowi, a przynajmniej nie temu samemu, co ludzie – drzewa trwają przez wiele pokoleń, wszystkie zwierzęta są takie same i każde kolejne pokolenie zastępuje poprzednie, nie różniąc się od niego niczym szczególnym, przedmioty po prostu są, nieożywione i poddane woli innych istot. Człowiek zaś jest tym, który nazywa świat, utrwala go, kształtuje i porządkuje według swoich potrzeb, niesie światło cywilizacji w rejony wciąż tonące w ciemności, chaosie i tajemnicy. Wyróżnia się na tle całej reszty świata, bo nie poddaje się stagnacji.

Rodzaj męski w przedostatnim zdaniu poprzedniego akapitu nie wynika jedynie z gramatyki. Linie podziału biegną nie tylko między ludźmi a resztą świata, lecz także wewnątrz kategorii „człowiek”. Na to miano, wiążące się z możliwością aktywnego wpływu na otoczenie, jak się okazuje, zasługują jedynie biali mężczyźni z Europy lub męscy potomkowie tych, którzy osiedlili się w Nowym Świecie. Oni mogą w tym świecie rozwijać swoje ambicje, podróżować i bez przeszkód wchodzić w interakcje ze światem. Kobiety i dzieci są jednak związane przez sieć konwenansów i społecznych ograniczeń, które zmuszają je do odgrywania określonych ról, czy tego chcą, czy nie, stając się przez to w większym stopniu swoimi płcią czy wiekiem niż jednostkami. Autochtonów, których kultura silnie wiąże się z tradycją, także przedstawia się jako niezmiennych od początku świata, a przez to niemogących odpowiadać sami za siebie, jako że są nie w pełni ludźmi, im dopiero trzeba przynieść postęp. Tubylcy tylko pozornie są w lepszej sytuacji niż kobiety, jako że mogą zbliżyć się do kolonizatorów, tak jak Shogan, przewodnik Audubona, mówiący w tym samym języku i ubierający się z europejska – nie sprawi to jednak, że przestanie być w oczach przybyszów kimś obcym, niezależnie od tego, jak bardzo będzie się starał. Tubylcom o wiele łatwiej spaść do rangi zwierząt niż wybić się do poziomu białego człowieka – Audubon zdaje się darzyć swojego przewodnika przyjaźnią, ale istnieje między nimi nieprzekraczalna granica, a kiedy z kolei widzi, że miejscowi muszą jeść martwe bizony, które postrzelili dla zabawy biali wycieczkowicze, z żalem zauważa, że upadli tak nisko – nie przychodzi mu jednak do głowy, że to przez takich jak on.

Wszystko, co otacza protagonistę, wydaje się stałe, czekające tylko na to, aż przyjdzie ktoś, kto wprowadzi zmianę i ustali nowy porządek. Bierne oczekiwanie to coś, co z perspektywy Audubona stanowi stałą cechę przemierzanego świata – dlatego kobiety w komiksie albo nie zabierają głosu, albo nie mają siły decyzyjnej, dzieci jedynie przepędza się gdzie indziej, żeby nie przeszkadzały, rdzenni Amerykanie to dumni dzicy, którym się zazdrości tego, że widzieli świat u jego początków, ale którym trzeba dopiero pokazać, jak trzeba żyć, a zwierzęta i rośliny są całkowicie wymienne, a wartość ich życia sama w sobie jest niemal znikoma. Dopiero ci, którzy uczestniczą w życiu Audubona, zyskują na znaczeniu, ale tylko w odniesieniu do człowieka, który nie poddaje się biernie przemijaniu (w swojej opinii); ze wszystkich autochtonów to Shogan ma własne imię i nie jest tylko kimś, kogo mija się bez poświęcenia uwagi; ze wszystkich ptaków to muchołówka Lucy, który gra zawsze pod oknem pracowni, jest tym wyjątkowym; ze wszystkich kobiet to żona Audubona staje się jedynie istotna, a i to tylko kiedy powraca do domu.

Świat komiksu Grolleau i Royera dopiero czeka na wstrząs. Odkrycia Darwina po raz pierwszy pokażą, że zmiana jest nie tylko domeną człowieka (białego mężczyzny), lecz także wszystkich żywych istot dookoła niego. Całe życie dopiero ma przestać funkcjonować jedynie jako tło dla tych, którzy przywłaszczają sobie prawo kształtowania rzeczywistości. Audubon. Na skrzydłach świata opowiada o świecie stojącym na progu zmian, ale wciąż będącym traktowanym jak zbiór przedmiotów, które są wymienne, które nie posiadają indywidualnych cech, a przez to stają się niewidzialne. Uznanie czegoś za oczywiste, niezmienne i przewidywalne, możliwe do zamknięcia w sztywnych ramach prowadzi jednak do myślowej pułapki – złudzenie, że coś rozumiemy, ukrywa świat o wiele bardziej skomplikowany, który może ucierpieć przez wiarę we własną iluzję. Audubon przemierza Amerykę, która podlega drastycznym zmianom, ale jego wiara, że wszystko idzie zgodnie z planem, nie pozwala mu dostrzec, że świat dookoła niego powoli się kończy. Dzieło jego życia, świadectwo tak wielu przygód, mające zachować na zawsze to, co przyrodnik zaobserwował, ma jednak swoją cenę, którą musiał zapłacić świat postrzegany jako zastępowalny.

Ilustracje pochodzą z: Fabien Grolleau, Jérémie Royer, Audubon. Na skrzydłach świata, przeł. Olga Mysłowska, wydawnictwo Marginesy, Warszawa 2019.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *