Gawronkiewicz, Kalicki, “Beneficio”

Po przeczytaniu Beneficio Krzysztofa Gawronkiewicza i Michała Kalickiego – a nawet jeszcze podczas lektury – łatwo zacząć zastanawiać się, o czym to właściwie jest. Sami autorzy nie ułatwiają zadania, pisząc na odwrocie okładki, że zamierzają mylić tropy i migać się od konkretnych odpowiedzi. Sprytny wybieg, zwłaszcza kiedy tworzy się komiks o niczym.

„Nic” w Beneficio nie jest jednak niedociągnięciem, ale celowym zabiegiem – i mówi nam o wiele więcej o naszych czasach niż gdyby komiks miał spójną fabułę o jasno określonej treści. Mamy jej tylko tyle, żeby nakreślić baaardzo ogólną ramę – dziewczyna wyjeżdża do odległego Beneficio, żeby zamieszkać w czymś na kształt wiaty i… No właśnie, tu zaczyna objawiać się nic, pustka. Myśli płyną w różnych kierunkach, w przeszłość, teraźniejszość i przyszłość, przypadkowe przedmioty, dotychczas ignorowane, nagle zyskują nowe znaczenia, próby refleksji kończą się na zadawaniu pytań, na które nie da i nie bardzo chce się znaleźć odpowiedzi. Zaraz coś innego przykuwa uwagę, wszystko się rozpływa, wraca do punktu wyjścia. Po refleksji nie pozostaje nawet ślad.

Gdyby zastanowić się nad tym, skąd bierze się nic w Beneficio, jedną z odpowiedzi mogłoby być: z nadmiaru rzeczywistości. Nie chodzi nawet o to, o czym wspominają autorzy na okładce – że w świecie, który wydaje się w całości poznany, nie ma już miejsca na niewyjaśnione, na cudowność i niesamowitość. Według mnie ważniejszą wiadomością płynącą z komiksu – i o wiele bardziej niepokojącą – jest to, że, kiedy raz staje się otwarty i okazuje się, że można go okrążyć w ciągu kilkunastu-kilkudziesięciu godzin, działa to jak wirus, który infekuje wszystkie myśli i nieodwracalnie zmienia sposób postrzegania otoczenia. Podróż może oznaczać fizyczny ruch, ale też po prostu trafienie w internecie na zdjęcia z dokładnie przeciwnego miejsca na planecie; chodzi po prostu o to, że coś, co dotychczas wymagało wiedzy, przygotowań, podjęcia ryzyka, wzięcia na siebie odpowiedzialności i konfrontacji z konsekwencjami, też zostaje zredukowane do kwestii chęci. Oczywiście, możliwość podróżowania po świecie jest zarezerwowana dla nielicznych, a znalezienia się na drugim końcu świata to przywilej przysługujący ułamkowi ludzkości, ale chodzi o możliwość. Samo jej istnienie, nawet jeśli nie da się z niej skorzystać, paraliżuje i nie pozwala podjąć żadnej wiążącej decyzji.

W taką pułapkę zostaje złapana główna postać Beneficio, która udaje się w podróż zapewne po to, żeby odnaleźć siebie czy odpowiedź na dręczące ją pytania. Miałaby może szansę na osiągnięcie tego efektu w czasach, kiedy decyzja o wyruszeniu w podróż była o wiele silniej wiążąca, o wiele trudniej zrezygnować i wrócić do domu. Pokonawszy wszystkie dotychczasowe komplikacje, trzeba by się zmierzyć z nimi jeszcze raz, przeżyć raz jeszcze wszystkie trudy, przebyć wszystkie te kilometry, tyle że w odwrotnej kolejności, gdyby nagle ktoś się rozmyślił. W podróży było się niemal definitywnie i trzeba było się z tym pogodzić. Osobowość rozwijała się podczas konfrontacji ze zjawiskami, których nie można by doświadczyć, nie wyruszywszy w drogę. Tymczasem w Beneficio w jednym momencie widzimy postać w Warszawie, a potem już gdzieś indziej. Czy odstęp godzin lub dni może zrekompensować tygodnie czy miesiące, które dawniej zajęłoby pokonanie tego samego dystansu? I czy nadal można mówić o nieodwracalności w sytuacji, w której ma się poczucie, że w każdej chwili można by zawrócić i za dzień czy dwa znów pić ze znajomymi na stołecznym placu Zbawiciela? Czy świadomość tego, że świat skurczył się tak bardzo, pozwala jeszcze na odnalezienie jakiejkolwiek odpowiedzi poza horyzontem, jeśli wszystko jest obwarowane obietnicą, że zawsze możesz zawrócić i obrać bez konsekwencji zupełnie inny kierunek?

Autorzy udzielają bardzo wymijającej odpowiedzi. Możliwość podróży samolotem na drugi koniec świata jest tu jedynie częścią większej całości – opowieści o tym, jak w ogóle odnaleźć swoją drogę w świecie, w którym pozornie wszystko można osiągnąć bez większego wysiłku i wyrzeczenia. Tu na każdym kroku otrzymujesz zapewnienia, że możesz być kimkolwiek, stworzyć siebie na nowo, od zera, za każdym razem, kiedy poprzednia tożsamość okaże się już niewystarczająca. Tak jak w podróży, której nieodwracalność stała się iluzją, tak w codziennym życiu łatwo uwierzyć we wszystkie wymienione powyżej złudzenia. W nic nie trzeba się angażować czy zagłębiać, bo zawsze można zawrócić, powiedzieć „pas” i zacząć od początku. Główna postać wybiera się do Beneficio z telefonem i sprawdza, jak jej znajomi zareagowali na wstawione przez nią widoki. Dla ludzi, którzy przeglądają jej profil, tworzy obraz siebie jako podróżniczki, która nie boi się żadnych niewygód, szuka siebie w dalekich stronach i na pewno odnajdzie odpowiedzi, wróci bogatsza o doświadczenie dostępne nielicznym. Taka iluzja jest na tyle silna, że dziewczyna sama w nią uwierzyła; wyruszając w drogę, próbuje oderwać się od swojego życia, żeby odnaleźć prawdę poza nim i poza sobą.

Tyle że świata raz skurczonego nie da się tak łatwo rozszerzyć. Komiks Gawronkiewicza i Kalickiego jest utrzymany w stylistyce bazgrołu, niezobowiązującego rysunku stworzonego gdzieś na boku kartki podczas rozmowy przez telefon czy wyjątkowo nudnego spotkania – szkicu powstającego bez określonego planu, bez specjalnego zaangażowania, ręką nieprzygotowaną na to, co nadejdzie, jakby z jednakową niewinnością przyjmowała każdy kolejny kadr. I rzeczywiście, przez większość komiksu mamy do czynienia z pozornie przypadkowymi, niepowiązanymi ze sobą myślami, refleksjami i obrazami – gdzie akurat padnie wzrok, tam obraz stanie się częścią naszego świata. A pada w przypadkowe miejsca tylko dlatego, że może. Podobnie jak człowiek na placu Zbawiciela może mieć poczucie, że w każdej kolejnej chwili może stać się kimś zupełnie innym, zależnie od zachcianki, tak samo każdy kolejny kadr zależy jedynie od nastroju chwili. To jednak tylko pozór – tak jak komiks jest jednak spójną narracją, nawet jeśli wydaje się, że złożoną z przypadków, tak samo życie składa się z chwil wynikających jedna z drugiej, decyzji i ich konsekwencji, nawet jeśli tych drugich nie dostrzegamy na pierwszy rzut oka.

Beneficio zadaje na każdej stronie wiele pytań, nie udzielając na żadne odpowiedzi, co zresztą staje się częścią jednego, obejmującego, jak się wydaje, cały komiks pytania – czy w sytuacji, w której spędzamy czas na analizowaniu nieskończonej ilości możliwości, ich „za” i „przeciw”, można w ogóle podjąć jakąkolwiek decyzję? Czy w świecie, w którym wydaje się, że wszystko jest możliwe, można z którejś z tych możliwości skorzystać? Dziewczyna stara się znaleźć jakiś przepis na siebie, przymierzają kolejne osobowości, sprawiając tym samym, że jej podróż stacza się w nic – staje się po prostu przedłużeniem dotychczas prowadzonego życia, a pomiędzy przypadkowymi myślami pojawiają się problemy i rozterki, które zabrała ze sobą z kraju. Mimo że wyjechała, niczego to w gruncie rzeczy nie zmienia, bo nie szuka żadnych nowych doświadczeń, nie konfrontuje się z nieznanym światem. Brak tu cudowności, bo nie są one w gruncie rzeczy potrzebne – chodzi po prosto o dołożenie kolejnego epizodu do poszatkowanego życia. Życia, które jednak płynie dalej, ale sama postać i – jak zdaje się sugerować komiks – wielu i wiele z nas stoi w miejscu. Przytłoczeni wiarą w iluzję, że trzeba korzystać ze wszystkich możliwości tylko dlatego, że są, a jeśli coś nie wyjdzie, cóż – zawsze można zacząć od nowa. Rzecz jednak w tym, że to tak nie działa, ale nie dowiemy się, jak powinno – Gawronkiewicz i Kalicki w świetny, nieco ironiczny sposób wzruszają ramionami, bo nikt z nas już nie wie, jak naprawdę powinno to wszystko działać. Pozostaje zadawanie pytań i nadzieja, że choć na kilka z nich znajdzie się odpowiedź.

Ilustracje pochodzą z: Krzysztof Gawronkiewicz, Michał Kalicki, Beneficio, Warszawa: timof i cisi wspólnicy, 2018.