Kropki niepostawione

Pięć tysięcy kilometrów na sekundę Manuele’a Fiora to komiks migawkowy, złożony z epizodów, które łączy jedno – konsekwencje niepodjętych decyzji. Troje głównym postaci cofa się za każdym razem, kiedy trzeba wziąć odpowiedzialność za swoje wybory, dopowiedzieć jakąś myśl do końca. Te jednak nie dają o sobie zapomnieć, wpływając na całe dalsze życie Lucii, Piera i Nicoli.

Każdy z rozdziałów komiksu rozpoczyna się kroplą deszczu spadającą na ziemię – pierwszy oznaczony jest jedną, drugi dwiema itd. To bardzo niezobowiązujący sposób rozdzielania epizodów, jako że cyfry kojarzą się z czymś skończonym, z pozycją całkiem odrębną od poprzedniej; kiedy czegoś jest 4, to nie może być nieco bardziej cztery czy nieco mniej. Liczba to konkret, nie dopuszcza kompromisów, a oznaczony nią rozdział staje się w jakimś stopniu zamkniętym fragmentem, który autor/autorka zdecydowali się rozpocząć i zakończyć w tym, a nie innym miejscu. Wprowadzają bardzo linearny układ – jeśli chodzi o porządek historii, jedynka zawsze będzie oznaczała, że tu się zaczyna, że od tego momentu czytelnik/czytelniczka mogą poznawać fabułę; wyjątkiem może być prolog, ale wtedy to on pełni funkcję rozdziału zerowego, czegoś na kształt początku osi, wzdłuż której rozwinie się fabuła.

Z kroplami deszczu sytuacja nie jest już tak jasna. Pierwsza, która spadnie na przykład na świeżo wytarte okulary (argh!) może być co prawda początkiem narastającej frustracji, ale nie musi być początkiem deszczu. W końcu to, że my poczuliśmy jakąś kroplę, nie znaczy, że jest ona najpierwszą, która spadła, bo pogoda może zaczynać się psuć gdzie indziej. Może zapowiadać większą ulewę, może być tylko skrzydłem deszczu padającego gdzieś indziej, może też kończyć coś, co na deszcz się zapowiadało, ale koniec końców się rozmyśliło. Krople deszczu są całkowicie niezobowiązujące i ich wykorzystanie przez Fiora w komiksie do oznaczenia kolejnych fragmentów to konwencja wpisująca samą konstrukcję utworu w opowieść o świecie, w którym nigdy nic się tak naprawdę nie zaczyna ani nie kończy.

Fior snuje w swoim komiksie opowieść o trójce postaci – Lucii, Piera i Nicoli – których losy śledzimy na przestrzeni wielu lat, od czasu, kiedy są nastolatkami. Cała historia składa się z migawek z życia dwojga z nich, połączonych nieszczęśliwym uczuciem. Za ich pośrednictwem Fior opowiada o ludziach, którzy próbują żyć, ale nigdy im się to nie udaje do końca. Postaci są rozpięte między przeszłością, teraźniejszością i przyszłością, do żadnego z tych porządków tak naprawdę nie należąc. Mimo upływu lat nieprzerwanie powracają do przeszłości, rozpamiętują ją, starają się na nowo zinterpretować, zrozumieć. Lucia, odchodząc od Piera, nigdy tak naprawdę nie zakończyła związku, pozostawiając za sobą wiele niedopowiedzeń i niejasności, sam Piero zaś nie próbuje wyjaśnić zmiany swojego zachowania, która oddaliła ich od siebie. Żadne z nich nie wypowiada do końca tego, co myśli, co sprawia, że nie mogą rozpocząć całkiem nowego rozdziału. Wspomnienia z czasem stają się czymś w rodzaju osi, wokół której krążą ich życia. Tak jak Piero nie może nigdy uwolnić się od wspomnień związanych z byłą dziewczyną, niezależnie od tego, gdzie się uda i jakie cele realizuje, tak Lucia nigdzie nie wydaje się czuć jak u siebie, wciąż ucieka z miejsca na miejsce i próbuje układać sobie życie za każdym razem od początku.

To właśnie o takich relacjach opowiada komiks Fiora – kształtowanych przez niedopowiedzenia, urwane zdania, niewyrażone myśli i niepodjęte decyzje, przez uciekanie od odpowiedzialności. Postaci starają się za każdym razem uciec od zrobienia jakiegokolwiek zdecydowanego kroku, od zobowiązania, z którego nie mogłyby się potem wycofać. Takim zobowiązaniem jest m.in. sama sytuacja zerwania, kiedy dla dobra swojego i drugiej osoby warto postawić sprawę jasno i pozwolić sobie odejść. To jednak chwila bardzo trudna i zarówno Piero, jak i Lucia wybierają pozornie łatwiejszą drogę – on dusi w sobie zazdrość i nie daje jej po sobie poznać, ona pisze list już po wyjeździe do Włoch, kiedy nie czuje się już zbytnio związana z tamtejszym życiem. Oboje unikają bezpośredniej rozmowy i stanięcia twarzą w twarz z nieodwracalną konsekwencją swojego wyboru o zakończeniu związku.

Wszystkie niedopowiedzenia i niedomknięte sprawy powoli się jednak gromadzą, wpływając na całe życie postaci, osaczając je i nie pozwalając ruszyć naprzód – także w kwestii planów na przyszłość. Świat Fiora to rzeczywistość niekończącej się prokrastynacji, zasilanej jeszcze przez to, że nikt nie ma wobec postaci żadnych oczekiwań. Nie ma żadnych zobowiązań, z których nie dałoby się wycofać, żadnych planów, które wymagałyby podjęcia zdecydowanych działań, bo zawsze, pozornie, można zacząć życie od nowa. Wszystko można zatem bez końca odkładać na później; przyszłość staje się miejscem, w którym postaci gromadzą coraz więcej marzeń, ale do którego tak naprawdę nigdy nie docierają.

Ogólną atmosferę apatii oddaje nie tylko sposób prowadzenia narracji, ale też wykorzystanie akwareli do stworzenia kadrów. Kontury, mimo że wyraziste, są tu jedynie sugestią, na dodatek bardzo rzadko braną pod uwagę – postaci często rozmywają się poza nie, barwy wychodzą na zewnątrz, sprawiając, że ludzie zdają się zlewać z otoczeniem i innymi ludźmi. Dzięki tej technice nic nie istnieje tak naprawdę w ukończonej formie, odrębnie od świata, co wpływa na głębsze osadzenie postaci w świecie i związanie ich z nim silniejszą więzią – co niekoniecznie ma pozytywne konsekwencje. To rzeczywistość kształtuje ich życie i unosi ich z biegiem wydarzeń, Lucia, Piero i Nicola nie starają się z kolei w żaden sposób temu przeciwstawić. Po części z wyboru niepodejmowania decyzji, po części z konieczności, bo życie płynie jednak dalej, apatycznie poddają się biegowi wydarzeń, pozwalają sobie przemijać tak jak powoli przemija świat dookoła nich, funkcjonują w jego rytmie, bo w zasadzie tak łatwiej. Piero zostaje profesorem archeologii tylko dlatego, że Lucia niemal go do tego zmusiła, z kolei jej własne życie to ciągła ucieczka – najpierw z Włoch do Norwegii, a potem z powrotem – pozbawiona jednak planów na to, co dalej. Nikt nie robi tu niczego samodzielnie; każdy poddaje się jedynie swojemu losowi, by potem rozpamiętywać przeszłość i gubić się w meandrach rozmyślań z kategorii „co by było, gdyby”.

Komiks zdaje się oscylować między dwiema najważniejszymi kwestiami wypowiedzianymi przez pojawiające się postaci. Z jednej strony mamy profesora kierującego wykopaliskami w Egipcie, który stwierdza, że w życiu nie liczy się to, czego chcemy, czy nie – ważne jest podejmowanie właściwych decyzji; z drugiej zaś Lucia zauważa, że najgorsze w powrotach jest uświadomienie sobie, że nic nigdy się nie zmienia. Postaci starają się zachowywać tak, jak im się wydaje, że powinny, ale nieodmiennie wracają do przeszłości, nawet jeśli oznacza to narastające frustracje, niepokoje, rozdrapywanie starych ran i popadanie w obsesję – a co za tym idzie ranienie siebie i innych. Przeszłość w komiksie jest duszna, tchnie zastałym powietrzem, od którego postaci nie mogą się jednak uwolnić.

Fior tworzy opowieść o konsekwencjach wyborów lub ich zaniechania, wpływających na życie nawet jeśli próbuje się przed nimi uciec. Świat pozbawiony jakichkolwiek wymagań wobec swoich mieszkańców staje się jednocześnie pułapką – nie czując konieczności podejmowania wiążących decyzji nie wiedzą też, które z nich byłyby właściwe, a które nie. Pozwalają czasowi płynąć i dają się mu unosić, wierząc w iluzję, że nie musza ponosić dzięki temu żadnej odpowiedzialności. W świecie apatii i rozmycia, w którym nic nigdy tak naprawdę się nie zaczyna i nie kończy, ludzie gnuśnieja jednak i powoli zaczynają gnić od środka, łapiąc się tego, co im pozostaje – rozpamiętywania i przebierania miedzy możliwościami, bez decydowania się na którąkolwiek z nich.

Ilustracje pochodzą z: Manuele Fior, Pięć tysięcy kilometrów na sekundę, tłum. Katarzyna Koła, Kultura Gniewu, Warszawa 2014.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *