Co się dzieje poza wizją

Kiedy kamery odwracają swoje obiektywy, machina propagandowa kończy pracę, a naczelny złol zostaje pokonany, superbohaterowie zdejmują maski. Po godzinach oddają się dzikim i nieskrępowanym rozrywkom. Czy komuś dzieje się przy tym krzywda? Oj tak, i to nie raz, zresztą nie tylko wtedy superbohaterowie stają się w Chłopakach Gartha Ennisa i Daricka Robertsona sprawcami ludzkiego cierpienia. Na ich drodze staje jednak tytułowa grupa robiąca porządek z takimi jak oni.

Autorzy komiksu pokazują to, co zazwyczaj pomija się milczeniem w historiach o superbohaterach, zarówno tych komiksowych, jak i filmowych. Kiedy dochodzi do obowiązkowej walki, mającej pokazać, kto ma większe muskuły i potrafi lepiej grzmotnąć w zęby, dochodzi do katastrof przedstawianych potem jako tryumf dobra nad złem. Konsekwencją konfliktów między postaciami o nadludzkich zdolnościach są ofiary – często śmiertelne – w ludziach. Coś wybuchnie, coś się zawali, ale Super Ktoś ratuje dzień, więc bilans jest na plus. Tak przynajmniej funkcjonuje wiele z tego typu historii

Chłopakach przekonujemy się, że nic w tych pozornie prostych (kiedy mówimy o systemach wartości) światach nie jest jednak takie, jak się wydaje, a wielka moc wiąże się z wielkim zdeprawowaniem. Okazuje się, że superbohaterowie niespecjalnie liczą się z tłumami anonimowych zwykłych ludzi, których rzekomo mają bronić. W jednej z obrazujących to sytuacji poznajemy Hugh, którego ukochana zostaje zabita przez lecące ciało superzłoczyńcy, pokonanego podczas walki z Pospiesznym, „tym dobrym”. Bohater nie bierze odpowiedzialności za konsekwencje walki, władze starają się zatuszować całą sprawę. Jedynym, który okazuje mu wsparcie, jest tajemniczy Rzeźnik; szybko okazuje się że nowy znajomy należy do Chłopaków – grupy zajmującej się stawianiem herosów do pionu, kiedy czują się zbyt bezkarni. A dotyczy to niemal wszystkich, jako że zdają się żyć w zupełnie innym świecie, w którym odpowiedzialność za swoje decyzje niespecjalnie istnieje. Chłopaki wymierzają jednak sprawiedliwość raz, a porządnie.

W ten sposób beztroscy herosi, dla których teoretycznie nie ma rzeczy niemożliwych, zyskują przeciwników, z którymi trzeba się liczyć – co nagle sprowadza ich do świata zwykłych ludzi. Umberto Eco w tekście o Supermanie jako postaci mitycznej zauważa pewną zasadę rządzącą życiem postaci o nadludzkich zdolnościach, mającą ogromne znaczenie dla kreacji świata Ennisa i Robertsona: superbohaterowie zazwyczaj są wyjęci spod władzy czasu. Niezależnie od tego, czy mamy do czynienia z pojedynczą historią ze świata alternatywnego typu „a co jeśli Spider-Man pośliźnie się na skórce od banana?”, czy z próbami stworzenia całego uniwersum z zazębiającymi się opowieściami, trudno znaleźć coś takiego jak jedna kanoniczna linia czasu danej postaci. Poza wydarzeniami będącymi częścią genezy, które pozostają niezmienne, o superbohaterach można bez przeszkód opowiadać z dowolnej perspektywy i niekoniecznie uwzględniać wydarzenia z innych opowieści o tej samej postaci. Zawsze można opisywać ich losy od nowa, bo nie ma takich bieżących wydarzeń, które bezpowrotnie naznaczałyby każdą kolejną wersję losów postaci. Robin może i jest jedną z częściej przewijających się osób w życiu Batmana, ale można o Człowieku-Nietoperzu opowiadać tak jakby Robin nigdy nie istniał i nic takiego się nie stanie. Brakuje w życiorysach herosów zdarzeń przełomowych, które, jak stwierdza Eco, świadczą o upływie czasu w życiu zwykłych zjadaczy chleba. Małżeństwo, pożądanie seksualne, romans czy kalectwo w historiach o superbohaterach sprawiałyby jednak, że stawałaby się wyczerpywalne. Z każdym krokiem ku starości kurczyłby się repertuar tego, co może się stać – nie byliby już wszechmocni. Dlatego m.in. trudno znaleźć w tych historiach przeciwników niepokonywalnych – superbohater zawsze musi wyjść, prędzej czy później, z opresji, a jednocześnie nie ponieść żadnego trwałego uszczerbku fizycznego czy psychicznego, żeby wyzerować zegar po zakończeniu lektury i umożliwić opowiedzenie innej historii. Wydaje mi się, że dlatego na przykład superbohaterowie zazwyczaj nie zabijają swoich przeciwników własnymi rękoma – wydaje mi się, że po takim wydarzeniu nie dałoby się opowiadać o niej bez uwzględnienia potencjalnej traumy.

Ennis i Robertson podkreślają, że częścią świata superbohaterów jest beztroska i życie chwilą. Nieważne, co było i czy powinno się jakoś planować działania, najważniejsze jest to co tu i teraz. Wywyższeni ponad zwykłych ludzi dzięki niezwykłym zdolnościom, nie muszą się przejmować jutrem – w końcu nikt im nie podskoczy. Dlatego ich życie wydaje się zawieszone w wiecznej teraźniejszości; kiedy jesteś wszechmocny, przyszłość raczej nie wydaje ci się niepewna. Tymczasem seria Chłopaki nie tylko rękami tytułowych postaci, ale też samym fabularnym założeniem idzie pod prąd konwencji, bo sprowadza superbohaterów do czasu ludzkiego, w którym śmiertelnicy muszą liczyć się zarówno z konsekwencjami swoich wyborów, jak i nieubłaganym upływem czasu oraz tym, że w życiu może zdarzyć się tragedia. Chłopaki stają się przeciwnikami, którzy mogą naprawdę zaszkodzić swoim wrogom, wręcz – jak się przekonujemy naocznie – zabić.

Na poziomie fabuły mamy więc do czynienia z grupą, która po prostu spuszcza łomot rozbrykanym herosom, ale na poziomie całej konwencji dochodzi do dość poważnej zmiany, jako że to zwykli ludzie stają się siłą, z którą trzeba się liczyć. W Chłopakach superbohaterowie nie zyskują swoich mocy z wyboru czy w wyniku niespodziewanego zdarzenia – nadludzkie zdolności są przekazywane genetycznie; z kolei ciało zwykłego człowieka może stać się na tyle wytrzymałe, żeby wytrzymać starcie z superbohaterem, jeśli dostanie zastrzyk z Mieszanki V, a zatem ma w sobie element wolnego wyboru, który na zawsze zmienia życie. Poza tym nikt nikogo nie zmusza do wstąpienia do grupy, Chłopakiem zostaje się dobrowolnie. Wszystko to sprawia, że Chłopaki nie przypominają drużyn takich jak Liga Sprawiedliwych. W ich szeregach znajdują się osoby mające wspólny, konkretny cel, podobnie doświadczone przez życie i niewahające się przed niczym, żeby ich wizja świata się ziściła. Ludzie, zmęczeni nieustannymi kłopotami, jakie sprawiają ich herosi, zyskują moc działania za pośrednictwem Chłopaków będących niemal jak rodzina, związanych przez wspólną wściekłość i chęć dokonania zmiany. Przynajmniej w moim przypadku ma to dość silny oddźwięk – kiedy teraz będę oglądał jakiś film superbohaterski czy czytał komiks, zawsze z tyłu głowy pewnie pojawi się myśl, że gdzieś tam w cieniu czają się zmęczeni, przetyrani życiem ludzie, którzy chcą tylko bezpieczeństwa i nie będą mieli skrupułów, kiedy zawalenie się kolejnego budynku przeleje czarę goryczy.

W serii przekonujemy się, że granice między dobrem i złem nie przebiegają tak, jak można by się spodziewać – nowe podziały wyznacza seks, odgrywający wielką rolę w kreacji postaci. Z jednej strony mamy więc superbohaterów, którzy w mediach pojawiają się jako wzory wszelkich cnót, wolni od jakichkolwiek żądz niedoskonałych ludzi, a jednocześnie są silnie seksualizowani – trudno uzasadnić jedynie praktycznością obcisłość strojów i to, że uwydatniają jedne miejsca, a inne, te mniej wyględne, zasłaniają. W sferze publicznej herosi zdają się funkcjonować tylko jako swoje ciała lub ucieleśnienia abstrakcyjnych idei, ale nigdy jako istoty z krwi i kości. Mają ustanawiać cel dążeń dla niedoskonałych ludzi i pokazywać, że z cnotami ducha wiążą się cnoty ciała.

Szoku doświadcza jednak Gwiezdna, która chce przystąpić do jednej z takich supergrup. Kiedy okazuje się, że jednym z warunków jest seks oralny z Ojczyznosławem i innymi męskimi postaciami, które do niej należą, okazuje się, że ktoś, kto ma w powszechnej opinii nieposzlakowaną moralność, nagle okazuje się tyranem ustanawiającym swoją dominację przez poniżenie (Gwiezdna ma jednoznacznie negatywny stosunek do propozycji). Kandydatka ulega, ale konsekwencje tego wydarzenia ciągną się dalej, jako że nikt nie daje jej zapomnieć o tym, przez co musiała przejść. Herosi z grupy za nic sobie zresztą mają jej przestrzeń prywatną, nie tylko dotykając jej, kiedy im się to podoba, ale też „projektując” jej ciało przez narzucenie stroju podkreślającego to, co w jej ciele uważają za szczególnie atrakcyjne. Wydźwięk scen z Gwiezdną jest szczególnie groteskowy w zestawieniu z tym, jak prezentują się herosi w przestrzeni publicznej, pokazując, jak fałszywymi osobami są superbohaterowie.

Do skrajnej sytuacji w kwestii ich podejścia do seksu dochodzi w jedynym w mieście hotelu, w którym prostytutki przyjmują herosów – samo to zresztą dobitnie świadczy o ich pozycji w tym świecie. Z jednej strony podchodzi się do nich jak do elity, bo nikt nieproszony im nie przeszkadza, z drugiej zaś jak do marginesu, bo przestrzeń zostaje dla nich wydzielona, żeby w niej pozostali i nie stanowili zagrożenia gdzie indziej. Sam zresztą tryb spędzania czasu w tym miejscu pokazuje ich egocentryzm i niedojrzałość – wykrzykiwana co chwila „Zmiana!” i wymiana partnerek przypomina zabawę, podczas której prostytutki są traktowane głównie jako kawałki mięsa; po prostu mają nadążyć i niekoniecznie potrzebują przerw, bo i klienci ich nie potrzebują.

Podczas gdy seks w przypadku superbohaterów obnaża hipokryzję, okrucieństwo i potrzebę dominowania innych (i ciągłe przypominanie o relacji podległości), w przypadku Chłopaków staje się świadectwem dążenia do celu większego niż oni sami. Poza okazjonalnymi przygodami Rzeźnika i gęsto sypiącymi się jednoznacznymi żartami nie widać zbyt wielu scen, w których któraś z osób należących do grupy miała cokolwiek wspólnego z seksem. Jeśli zestawić ich z postaciami superbohaterów obecnymi w serii, można by uznać, że zostali wykreowani na postacie nieprzywiązujące do kwestii swojej seksualności wielkiej wagi – ot, po prostu część życia jak każda inna, niewymagająca szczególnego podkreślania czy wywyższania. Przejawia się to chociażby w sposobie, w jaki się ubierają. Wśród superbohaterów strój jest silnie uzależnione od płci i chodzi tu o płeć, na którą się wygląda na pierwszy rzut oka, nikt nie zadaje sobie trudu zastanowienia się, z jaką się identyfikuje dana osoba, o ile z jakąkolwiek konkretną. Wśród Chłopaków mamy do czynienia z dążeniem do zakwestionowania potrzeby definiowania płci w ogóle. Czarne płaszcze, ciężkie buciory, luźne ubrania sprawiające, że trudno dostrzec od nimi sylwetkę osoby, która je nosi. Nikt też nie stara się definiować, określać towarzyszy przez pryzmat konceptu płci. Znamiennym przykładem jest to, że wśród Chłopaków znajduje się jedna postać, którą można by z pozoru określić jako kobiecą (skoro poruszamy się w przestrzeni superbohaterskiej, w której podziały na męskość i kobiecość są wyraźne i podtrzymywane), ale cała grupa postrzega ją jako kolejnego, cóż, Chłopaka. Kiedy Hugh zwraca uwagę na to, żeby jednak czasem pohamować się z językiem w obecności kobiety, pozostali wydają się zaskoczeni, kiedy określa ją w ten sposób. Wydaje mi się, że w tym przypadku określenie „chłopak” traci swoje znaczenie jako osoby rodzaju męskiego, a zaczyna być bardziej inkluzywne – jesteś Chłopakiem, jeśli podchodzisz do życia w określony sposób, jeśli żyjesz w zgodzie z określonymi wartościami, niezależnie od tego, z jaką płcią się identyfikujesz.

Hugh jest dopiero na początku tej drogi i Rzeźnik, niczym mentor, przeprowadza go przez kolejne etapy na drodze do wyrwania się z dotychczasowych ram myślenia, które mogłyby stać na przeszkodzie do stania się jednym z Chłopaków. Dzieje się to przez drobne gesty – kupienie płaszcza, wspólny lunch, stopniowe zwierzanie się sobie nawzajem, aktywne słuchanie, wizyta w gejowskim barze podczas jednego ze śledztw – które za każdym razem stopniowo wyciągają Hugh poza jego strefę komfortu i otwierają na otaczający świat, tworzą relację opartą na zaufaniu. Kiedy postać po raz pierwszy konfrontuje się z trudniejszymi sytuacjami, jak chociażby uświadomienie sobie istnienia wspomnianego hotelu czy przypadkowe zabicie jednego z herosów, nikt z Chłopaków nie każe mu tego zanegować czy „wziąć się w garść i zachowywać jak facet” – zamiast tego dają mu czas, służą w razie czego wsparciem, tworzą bezpieczną przestrzeń, żeby sam sobie wszystko przepracował.

Hugh, dotychczas mężczyzna o dość konserwatywnych poglądach, z czasem przekonuje się, że wyraźne podziały w sprawach seksualności, którymi dotychczas operować, są sztuczne i nie definiują tego, kim się jest. Chłopaki jako grupa naginają to, co uznaje się za tradycyjne wyznaczniki męskości i nie robią tego w sposób ironiczny, ale zdrowy i otwarty. To przeciwwaga dla superbohaterów, którzy, po jakimś czasie reprezentowania określonych z góry wartości zaczynają je internalizować, nawet jeśli kończy się to wewnętrznym konfliktem. W patriarchalnej heteroseksualnej społeczności herosów (dlatego stosuję w odniesieniu do nich tylko rodzaj męski) wyrazistym przykładem jest Technorycerz pojawiający się w drugim tomie serii, niepotrafiący zrozumieć i zaakceptować swojej seksualności, przez co często staje się ofiarą załamań nerwowych, traci nad sobą kontrolę i nie może nawiązać zdrowych relacji z sobą i z otoczeniem.

Jedna kwestia nasuwa się jednak sama na tym etapie. Chłopaki są przestawiani jako ludzka alternatywa dla superbohaterów, którzy w przestrzeni publicznej pokazują, że bycie super to nie tylko wiara w idee, ale też doskonała kondycja fizyczna i ustanawianie kanonów piękna, ale prywatnie wykorzystują swoje ciała w sposób szkodliwy dla innych i dla siebie. Można by jednak dojść do wniosku, że Chłopaki zajmują ich miejsce na pozycji „wzorów do naśladowania”, skoro także są kreowani na osoby, których życie erotyczne pozostaje poza kadrami. Różnica między nimi a superbohaterami jest jednak taka, że Chłopaki są Chłopakami częściowo z wyboru, częściowo z konieczności, nie zaś z przypadku. Życie sprawiło, że dotarli do miejsca, w którym się znajdują i nie ma w nich ani trochę fałszu. Nikomu nie starają się przypodobać, niczego udowadniają – są tacy, jacy są, przez cały czas. Mimo że Rzeźnik pojawia się w komiksie po raz pierwszy w scenie dość gwałtownego seksu, postać nie ukrywa, że jest draniem, od niczego się nie odżegnuje. Seks i jego rola w życiu postaci wyznaczają granicę między tymi dobrymi a tymi złymi. Superbohaterowie stają się niegodziwi dlatego, że udają kimś, kim nie są, ale potem to, co wypierane z ich życia, powraca w opresyjny i toksyczny sposób. Chłopaki z kolei, mimo że pozbawieni skrupułów, są tożsamościowo jednolici, a seksualność to integralną część ich życia. Niedoskonali ludzie walczą o swoje i nikogo nie udają ani przed nikim nie chylą czoła, dzięki czemu stają się postaciami pozytywnymi. Szczerzy wobec siebie i innych, dążą do zmiany, sprawienia, że świat byłby bezpieczniejszym miejscem bez osób, które dbałość o bezpieczeństwo deklarują tylko w reklamach i wywiadach.

Ilustracje pochodzą z: Garth Ennis, Darick Robertson, The Boys. Chłopaki. Jak na imię tej grzeChwalebny plan pięcioletni, tłum. Kamil Śmiałkowski, Warszawa: Planeta Komiksu, 2016. Dziękuję wydawnictwu za udostępnienie egzemplarzy recenzenckich!
Podczas pisania korzystałem z tekstu Umberta Eco, The Myth of Superman, Diacritics, Vol. 2, No. 1 (Spring, 1972), pp. 14-22.