Jak okiełznać wzrok?

Comics & Sequential Art Willa Eisnera można potraktować jako słownik komiksu – autor wprowadza czytelników/czytelniczki w jego konwencje i techniki. Garść wskazówek okazuje się przydatna, bo forma ta zaprzecza zdrowemu rozsądkowi. Co stanowi nie tyle wadę, ile zaletę komiksu – i pozwala opowiadać historie w całkiem nowy sposób.

Jeżeli ktoś szuka u Eisnera teorii komiksu czy instrukcji, jak komiksy tworzyć, może przeżyć zawód. Książka stanowi garść technicznych wskazówek dla autorów/autorek – krok po kroku oprowadza czytelnika/czytelniczkę po środkach obrazowania i operowania słowem, które na przestrzeni czasu zyskały własną pozycję w języku tej formy. Dymki w kształcie chmur oznaczają myślenie, onomatopeje stanowią część obrazu, a nie wypowiedzi, wielkość kadrów odzwierciedla tempo przedstawionych wydarzeń – tego typu wskazówki popychają do dalszych poszukiwań i dają do zrozumienia, że teoria teorią, ale nic nie zastąpi praktyki i szlifowania warsztatu. Z kolei od strony czytelniczej takie spojrzenie na swoje ukochane historie od kuchni może stanowić dobry start do zgłębiania i zrozumienia komiksu.

A głębsza refleksja często okazuje się konieczna. Jak zauważa Eisner, forma komiksu zaprzecza zdrowemu rozsądkowi. Odbiera opowiadającemu/opowiadającej wiele narzędzi do porządkowania historii, a odbiorcy – do jej zrozumienia. Nic dziwnego, że wielu ludzi postrzega komiks jako chaotyczny i niemożliwy do zrozumienia; parafrazując Boską komedię: porzućcie to, co znacie, wy, którzy bierzecie komiks do ręki.

Najtrudniejszą przeszkodą do pokonania jest tendencja czytelnika/czytelniczki do błądzenia wzrokiem po stronie. Nie ma absolutnie żadnego sposobu, w jaki artysta mógłby powstrzymać go/ją przed spojrzeniem na ostatni kadr, zanim zobaczy pierwszy. Odwracanie strony wprowadza pewien rodzaj mechanicznej kontroli, ale nie tak rygorystycznej jak w przypadku filmu. Widz nie może przedwcześnie zobaczyć jakiegokolwiek ujęcia dopóki autor/autorka na to nie pozwoli, ponieważ te ujęcia […] są pokazywane jedno po drugim.

Problem z lekturą komiksu bierze się z tego, że na co dzień mamy bezpośredni dostęp tylko do chwili obecnej, jedynie teraźniejszość możemy postrzegać zmysłami. Przeszłość nadała światu jego obecny kształt, ale minęła i tylko pamięć i źródła zapewniają ludziom łączność z nią na co dzień. Przyszłość z kolei jeszcze nie nadeszła i pozostaje w sferze prognoz, nadziei i oczekiwań, dopóki nie zostanie zweryfikowana, kiedy doświadczymy oczekiwanej chwili.

Eisner wspomina o tym, że film dobrze odwzorowuje linearne postrzeganie świata – chwila po chwili – ale podobnie dzieje się też w przypadku form operujących tylko słowem, a które chronią się przed błądzeniem wzroku w inny sposób. W końcu w powieści też mamy większy fragment historii na jednej stronie i nikt nie zakaże nam spojrzeć na ostatnie słowo czy zdanie, ale w przeważnie nie będzie to miało większego znaczenia. Sens takiej opowieści wynika ze wzajemnych relacji słów i zdań, które pozwalają poznać ją jako całość, a forma tekstowa zmusza do lektury w określony sposób, według przyjętego schematu – np. ten skromny wpis zalecam czytać z lewej do prawej i z góry na dół. Błądzenie wzrokiem zazwyczaj niczego nie zdradzi, bo relacja między obrzuconym okiem fragmentem a tym, co dotychczas przeczytaliśmy, nie została jeszcze nawiązana.

Eisner zauważa jednak, że zasady te nie dotyczą komiksu; fakt, że wiele kadrów znajduje się w bezpośrednim zasięgu wzroku czytelnika/czytelniczki sprawia, że przy tworzeniu ostatecznego kształtu historii potrzebna jest pewien niepisany układ:

Bez tej przewagi technicznej [filmu] autorowi/autorce historii sekwencyjnej pozostaje jedynie milcząca współpraca z czytelnikiem/czytelniczką. Jest on ograniczony przez konwencję lekturową (z lewej do prawej, z góry na dół itd.) i zdolności poznawczych. Niewątpliwie właśnie ta dobrowolna współpraca wyróżniająca komiks podkreśla układ między artystą/artystką a publicznością.

Zamknięcie historii w kadrach zachowuje jej logiczną spójność – w końcu każdy kolejny kadr powinien wynikać z poprzednich, pozostawać z nimi w związku – nie zmienia się też ogólny sposób odczytywania strony. Forma ta staje się jednak narzędziem w służbie spoileru, któremu nie da się zapobiec, jako że obraz przekazuje informacje bardziej bezpośrednio od tekstu. Jeżeli w pierwszym kadrze na stronie prywatny detektyw wdaje się w bójkę z bandziorem, a w ostatnim widzimy, jak ściga swojego przeciwnika zamglonymi ulicami nocnego miasta, poza informacjami podanymi wprost otrzymujemy wiele innych, zasugerowanych. Naszemu bohaterowi nie stało się nic poważnego, skoro może dalej ścigać przeciwnika; konflikt nie został rozwiązany, skoro pościg nadal trwa; prawdopodobnie pomiędzy oboma wspomnianymi kadrami będziemy śledzić ten sam wątek, jako że nie ma miejsca na wprowadzanie kolejnego. Oczywiście wszystkiego możemy dowiedzieć się przypadkiem, wzrok często błądzi poza kontrolą czytelnika/czytelniczki – komiks nie ma jednak tak szczelnego systemu zabezpieczeń antyspoilerowych jak film czy powieść, który uniemożliwiłby zaglądanie w przyszłość fabuły.

Pojawia się wyzwanie, które znacznie komplikuje tworzenie i lekturę komiksów – zaskoczenie to przecież jednen z elementów wytwarzania napięcia, a trudno uzyskać jego efekt, jeśli można jednocześnie śledzić akcję na bieżąco i przekonać się, co nastąpi za chwilę. Problem jest jednak pozorny, a na tym zjawisku łatwo mogą skorzystać zarówno autorzy/autorki, jak i odbiorcy. Ci drudzy, nawet o najszczerszych chęciach (choć częściej trafi się zapewne niegodziwiec pozbawiony skrupułów, który przedwcześnie zajrzy tam, gdzie jeszcze nie powinien) mogą usunąć starannie wypracowane napięcie i suspens, dlatego kierowanie ich uwagą staje się jednym z chwytów podczas komponowania strony. Układ elementów w kadrze czy układ kadrów na stronie prowadzi – oczywiście niezauważalnie dla czytelników – oko przez kolejne etapy i elementy historii, wskazując to co najważniejsze. To oferuje dość dużą swobodę, dopuszczającą nawet celowe zdradzanie nadchodzących wydarzeń i łamanie schematu „lewo – prawo, góra – dół”, byle tylko opowiedzieć historię zgodnie z własnym zamierzeniem i pozwolić czytelnikom na jej odczytanie.

Spoiler działa, paradoksalnie, na korzyść czytanej historii. Podążanie za głównym wątkiem sprawia, że dość często bardzo wiele szczegółów, które pogłębiają czy zmieniają wręcz wydźwięk całej historii, umyka uwadze. Często zostają zauważone dopiero po drugim czy trzecim czytaniu, ale twórca/twórczyni nie mają gwarancji, że ktoś sięgnie kolejny raz po ich komiks. Celowy spoiler wydaje się więc w niektórych przypadkach całkiem na miejscu. Jeśli wiemy, że prywatny detektyw przetrwa starcie, a walczył, bądź co bądź z gościem wyższym o głowę, który na dodatek trzymał w dłoni łom, nie musimy już pilnie śledzić każdego ciosu i ruchu. Więcej uwagi możemy poświęcić kompozycji, szczegółom i kolorom, znaleźć to co pomogło detektywowi. Wtedy dostrzeżemy na przykład ukrytą w cieniu rynnę, z której spływa woda; kilka kadrów dalej oprych traci równowagę na kałuży. W innym przypadku byśmy zbyli ten moment zwykłym „aha, ok, kałuża”, chcąc dowiedzieć się, co dalej – tymczasem już wiemy, co będzie dalej, więc szansa na zauważenie innych elementów otoczenia staje się o wiele większa.

Życiu i czasach Sknerusa McKwacza widać tę zasadę w działaniu. Obie powyższe strony są (przynajmniej w moim wydaniu) obok siebie i kto nie spojrzy najpierw na największy z kadrów, ostatni na prawej stronie, niech pierwszy rzuci dziesięciocentówką. Spoiler gotowy, ale dzięki niemu jesteśmy zachęcani do przyjrzenia się szczegółom kadrów, żeby dowiedzieć się, co doprowadziło do pandemonium, w którym nie wiadomo nagle, kto jest ścigającym, a kto ściganym (co wcześniej było dość jasne). Z większym prawdopodobieństwem dostrzeże się wtedy odpadającą z buta ostrogę, co potęguje wrażenie dynamizmu szarpnięcia, zwielokrotnione źrenice Indianina i konia podkreślające wyraz zaskoczenia i strachu, czy niewzruszony czerwony kwiatuszek ironicznie zestawiony z wielkim, niebezpiecznym niedźwiedziem – zapowiedzią szybkiej akcji i niebezpieczeństwa. Dzięki temu przyszłe wydarzenia nie są jedynie możliwością, ale stają się pewne, dzięki czemu łatwiej skupić się na chwili obecnej.

Komiks stawia przedstawiony świat na głowie, ale działa to tylko na jego korzyść. Łamanie schematów, zabawa kolejnością wydarzeń i swobodne traktowanie kwestii zdradzania zakończeń może wzbogacić historię, która w innym medium zostałaby przedstawiona linearnie, scena po scenie. Dobrze użyty spoiler może zadziałać retardacyjnie, wyhamować rozwój wypadków i zwrócić uwagę czytelnika/czytelniczki na szczegóły przedstawianych scen. To, co mogłoby się wydawać przeszkodą, staje się atutem – łatwiej okiełznać błądzący wzrok i wykorzystać go w celu opowiedzenia pełniejszej, bardziej różnorodnej historii.

Cytaty i pierwsza z ilustracji pochodzą z: W. Eisner, Comics & Sequential Art, Copyright: 1985 Will Eisner, https://archive.org/details/Will_Eisner_Theory_of_Comics_and_Sequential_Art [dostęp: 14.10.2019]. Tłumaczenia cytatów własne.
Druga z ilustracji pochodzi z: D. Rosa, Życie i czasy Sknerusa McKwacza, tłum. J. Drewnowski, Egmont Polska, Warszawa 2017.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *