Długi cień niepewności

Jak właściwie opowiedzieć o swoim życiu – sobie i komuś innemu? Na co położyć nacisk, a co raczej pominąć? I czy w ogóle warto dokonywać takiej selekcji? Alison Bechdel w Fun Home zdaje się jednak dochodzić do wniosku, że refleksja nad własnym życiem to zadanie pozbawione szans na dojście do ostatecznych wniosków, bez widocznego końca.

W rozmyślaniach, które stały się tematem komiksu, nigdy nie da się postawić jakiejkolwiek kropki, nie da się powiedzieć z całą pewnością, że wyczerpało się temat. Zawodna pamięć i brak pewności czegokolwiek stają się głównym tematem Fun Home – autorka próbuje w swoim komiksie zrozumieć, czego właściwie doświadczyła przez wszystkie lata dorastania w domu swojego ojca. Właśnie jego, a nie swoim; Bruce Bechdel nie tylko odnawia stary dom, który kupili z żoną, kiedy rodzina zaczęła się powiększać, ale też tworzy w nim wszystko właściwie od zera. Od początku do końca realizuje własny plan, nie licząc się z opiniami innych. Ojciec nie poprzestaje jednak na dopracowaniu nawet najmniejszego elementu wystroju, ale projektuje także życie mieszkańców i mieszkanek domu; stają się przedłużeniem doskonałych w jego rozumieniu wnętrz, dopełnieniem pewnej koncepcji tego, jak powinna wyglądać w jego rozumieniu rodzina. Wyglądać, a nie być – bo liczy się to, jak inni ich postrzegają, stworzanie pewnego obrazu, a nie to, kim naprawdę są.

Każdy członek rodziny stara się w jakiś sposób funkcjonować w spektaklu, którym staje się życie rodzinne, odgrywanym nie tylko przed obcymi ludźmi, ale też przed sobą nawzajem. Z jednej strony pojawiają się napięcia, kiedy narzucone przez ojca zwyczaje zbyt mocno zaczynają uwierać, z drugiej każdy w jakimś stopniu stara się odnaleźć się w stworzonych odgórnie ramach, wykroić z tego świata kawałek dla siebie, ale go nie niszczyć. Po prostu nie wiadomo, jak miałaby wyglądać rzeczywistość poza tym spektaklem, więc wszyscy biorą go na przeczekanie; nawet jeśli się buntują, jest to bunt bardziej wewnętrzny, niezaburzający upływu czasu w zgodzie z tym, jak ojciec – na spokojnie można użyć określenia głowa rodziny – postrzega rzeczywistość.

O ile jednak wszyscy w mniejszy czy większym stopniu dostosowują się do narzuconego rytmu życia, dorastająca Alison zdaje się mieć coraz silniejsze poczucie dziwności całej sytuacji, które nie opuszcza nawet narratorki patrzącej wstecz na swoje życie i starającej się pojąć wszystkie zależności i dynamikę własnej relacji z ojcem. W pewnym momencie zauważa, że kształtują się nawzajem na zasadzie przeciwieństw, dopełnienia własnych braków – to, czego dziewczyna oczekiwałaby od ojca jako mężczyzny, wcieliła sama Alison, a ojciec z kolei manifestował pierwiastki przypisywane stereotypowo kobietom (takie jak drobiazgowa dbałość o wygląd), których narratorka nie dostrzega u siebie samej z przeszłości. Alison z czasem staje się coraz bardziej świadoma tego, że jej życie opiera się na jednym wielkim „chyba”, bo do pojawiających się pytań dotyczących własnej seksualności dochodzi coraz silniejsze poczucie, że nie ma kontroli nad własnym życiem. Tożsamość dziewczyny formuje się w fikcyjnej rzeczywistości, w ramach oporu wobec niej i w atmosferze coraz większych wątpliwości i pytań, na które nie ma od kogo uzyskać odpowiedzi, co sprawia, że nieuchronnie pojawia się pytanie: kim właściwie jestem? Negatywem własnego ojca, drugoplanową postacią w sztuce, w której on gra główną rolę, kimś, kto spełni jego niezrealizowane ambicje? Co zobaczę, jeśli odważę się sięgnąć w głąb, do własnej tożsamości, jeśli taka istnieje? Ta nadwątpliwość sięga samych podstaw tego, jak Alison postrzega świat – w prowadzonym przez siebie w dzieciństwie pamiętniku najczęściej pojawiającym się słowem jest „chyba”. Przyjmuje ono w pewnym momencie postać zaklęcia, które z jednej strony wyraża wątpliwość co do tego, czy coś faktycznie się wydarzyło, czy było prawdziwe, z drugiej wydaje się zabezpieczeniem – lepiej, żeby niektóre rzeczy (takie jak pierwsza miesiączka) się nie wydarzały, lepiej podać je w wątpliwość.

To „chyba” ciągnie się od pierwszych słów postawionych w dzienniku, przez czas szkoły i studiów, kiedy Alison wreszcie ma okazję odkryć, kim jest, aż po ten moment, kiedy narratorka decyduje się na refleksję nad swoją przeszłością. Fun Home oscyluje wokół garści tych samych wydarzeń z przeszłości, obrazów i sytuacji, które uznała za kluczowe dla swojej biografii. Powraca do nich raz za razem, żeby na nowo je interpretować, patrzeć na nie z innej perspektywy, bez końca analizować ich znaczenie. Narracja komiksu przypomina przez to pajęczynę, czy też raczej splot wielu pajęczyn, w których centrach znajdują się sytuacje takie jak wyobrażony moment śmierci Bruce’a Bechdela. Każda z nich staje się punktem wyjścia do refleksji, która po jakimś czasie powraca do początku i kieruje się w inną stronę, tym razem jednak z już zdobytymi informacjami. Myśli wywodzące się z różnych centrów szybko się jednak ze sobą splatają i ujawniają sieć zawiłych powiązań, co sprawia, że szybko okazuje się, że te wiodące zostały zagubione. Nie da się wyznaczyć środka – każda myśl staje się równie ważna, z każdej można rozpocząć nowy wątek, który nada innego znaczenia całości. Wzór staje się na tyle skomplikowany, że nie da się już znaleźć punktu, z którego się zaczęło.

Alison Bechdel przedstawia pamięć właśnie jako sieć, nad którą w pewnym momencie traci się kontrolę; z początku może i wydawała się zrozumiała i do objęcia rozumem, ale im bliżej się przyjrzeć, tym bardziej ujawnia swoją niejednoznaczność. Zależnie od punktu widzenia przyjmuje inny kształt, światło inaczej się odbija, niektóre części stają się lepiej widoczne, inne znikają z pola widzenia. Okazuje się, że zawsze jest jeszcze inna perspektywa. Wydarzenia z przeszłości już miały miejsce w określonym miejscu i czasie, ale sama obecność człowieka, jego interpretacja i sposób patrzenia na świat zdają się wszystko komplikować. Śmierć ojca Alison nazbyt dobitnie pozostaje faktem – mimo to narratorka wciąż wraca do tego momentu; za każdym razem przyczyna, przebieg wydarzeń i ich skutki stają się inne, można na nie spojrzeć w inny sposób, ten proces się nie kończy. Nawet fakty przestają dawać wystarczające oparcie, wszystko staje się niepewne.

Szczególną rolę w komiksie Bechdel odgrywają wszelkiego rodzaju dokumenty, które mogłyby być lepszymi punktami odniesienia niż zawodna pamięć. Im autorka przypisała inną szatę graficzną niż opowieści opierającej się na wspomnieniach – zdjęcia dążą do jak największego realizmu, zostały narysowane z użyciem wielu linii mających oddawać faktury, grę światła i cienia, ostrość i łagodność krawędzi, nastrój chwili;  krój czcionki listów i pamiętnika oddaje osobowość piszących, ich nastrój i to, co chcą ukryć; suchy, bezosobowy druk książek sprawia wrażenie obiektywności, chłodnej analizy, racjonalności. Jednak nawet nad materialnymi świadectwami przeszłości unosi się wszechobecne „chyba” – uchwytują w końcu wycinki rzeczywistości, które ktoś uznał za istotne z mniej lub bardziej wiadomego powodu. Fotografia rodzinna nie jest tym samym, co obraz kochanka ojca czy zdjęcia robione przez Alison nad rzeką – mimo że z brutalną szczerością utrwalają obraz świata w danej chwili, to od człowieka zależy perspektywa, treść kadru, sposób, w jaki uchwyci się obraz, intencja. Zdjęcia zdają się bardziej zadawać pytania niż udzielać odpowiedzi – o czym fotograf/fotografka myśleli w tamtej chwili, co czuli? A co z osobami, których obraz został uwieczniony?

Domysłów jest więcej niż odpowiedzi, podobnie jak w przypadku listów, formy wyjątkowo skonwencjonalizowanej; ojciec w korespondencji z córką posługuje się aluzjami, niedopowiedzeniami, zmusza do niekończącego poszukiwania znaczeń między wierszami, których jednak wcale nie musi tam być. Młodsza Alison może odczytać z nich co innego niż starsza, nie mając żadnej pewności, czy autor nie miał na myśli czegoś zupełnie innego. Jest duża szansa na to, że ojciec kontynuuje tworzenie spektaklu, sprawiając tym samym, że listy stają się kolejnym gestem, którego znaczenia nie można być pewnym. Kiedy Alison wyoutowuje się przed swoimi rodzicami, to także staje się częścią gry między nią a ojcem – teoretycznie mogłoby stworzyć porozumienie między nimi, ale w praktyce tworzy tylko jeszcze bardziej grząski grunt. Dziewczyna, oświadczając swoim rodzicom, że jest lesbijką, umożliwia odsłonięcie się także ojcu, ale ten nie wykorzystuje szansy, żeby powiedzieć cokolwiek wprost. Kluczy wokół tematu, podrzuca wskazówki i myli tropy, przez co koniec końców trudno jednoznacznie cokolwiek stwierdzić – a każdy gest zrozumienia zdaje się jej potrzebny w nowej sytuacji.

Coming out stanowi dla Alison punkt zwrotny i pozwala zacząć tworzyć pewniejszy fundament swojej tożsamości – w fragmentach opisujących czas po odkryciu własnej seksualności narratorka nie ma wielu wątpliwości co do tego, czy coś się wydarzyło, czy nie, wszystko staje się wyjątkowo wyraziste i pewne. A jednak, kiedy Alison odwiedza rodzinny dom, zanurza się z powrotem w przestrzeni niejednoznaczności, w której nikt nie jest tym, kim się wydaje, a prawda ma tyle definicji, ile jest osób dookoła. Fun Home pokazuje, że ucieczka i spojrzenie możliwie najgłębiej w swoją tożsamość, zadawanie sobie coraz to nowych pytań, kwestionowanie rzeczywistości nie są łatwymi zadaniami, ale pozwalają wyrwać się ze świata, w którym nie wiadomo już tak naprawdę, co jest fikcją. Pamięć, już sama z siebie zawodna i skłonna do tworzenia fałszywych wspomnień, utrudnia oddzielenie prawdę od fikcji, zerwać etykietę „chyba” z czegokolwiek w sytuacji, w której wszystko jest „chyba”.

Ilustracje pochodzą z: Alison Bechdel, Fun Home. Tragikomiks rodzinny, tłum. Wojciech Szot i Sebastian Buła, Warszawa: Abiekt.pl, timof i cisi wspólnicy, 2009.