Właściciele mojej twarzy

Czasem odgrywamy narzucone sobie role, bo po prostu nie mamy wyboru, brak też siły i chęci, żeby się postawić. Milczenie równa się wtedy przyzwoleniu – a to może być destrukcyjne, co pokazują Isabelle Arsenault i Fanny Britt w komiksie Jane, lis i ja pokazują. Dają też jednak sposób na wydostanie się z pułapki – jednocześnie łatwy i najtrudniejszy na świecie.

Hélène, główna bohaterka komiksu, która na co dzień musi stawiać czoła wykluczeniu. Jego źródłem wydają się popularne dziewczyny z tej samej klasy, które podpuszczają inne osoby, żeby wyśmiewały ją za rzekomą grubość, ale sytuacja już dawno stała się o wiele bardziej skomplikowana niż tylko próby przeżycia godzin spędzanych w szkole. Hélène jest samotna także poza nią – nie ma żadnej bliższej przyjaciółki, a matkę przytłaczają jej własne troski na tyle, że brakuje jej czasu i siły na rozmowę z córką. Czuje się w miarę swobodnie jedynie w momentach, w których nikogo nie ma wokół lub kiedy może czytać książki, zwłaszcza Jane Eyre, choć zmartwienia rzucają cień nawet na te nieliczne chwile. Dlatego Hélène z takim niepokojem oczekuje klasowej wycieczki – tam prawdopodobnie będzie pozbawiona nawet ich, wystawiona bez przerwy na pastwę innych osób z klasy.

Dziewczyna konfrontuje się z chyba najczęstszym i najgorszym możliwym obliczem szkolnego życia – powstawaniu hierarchii. Hélène znajduje się w tym środowisku na samym jej dole jako osoba niepasująca do żadnej z klasowych grup. Z tego powodu staje się łatwym celem ataku ze strony tych, którzy chcą jej kosztem podbudować swoją samoocenę. Jako że nie można łatwo narzucić jej żadnej kategorii typu „popularna”, „nieudacznica”, „dziwaczka” i nie do końca wiadomo do końca, czego się po nich spodziewać, najłatwiej przypisać dziewczynie jakąś rolę, a potem ją podtrzymywać, narzucać za każdym razem na nowo. Hélène staje się „tą grubą”, a złośliwi starają się ze wszystkich sił, żeby inni właśnie tak ją postrzegali; nieznane zostaje poznane, nawet jeśli powstaje fałszywy obraz – ale skoro ci rozdający karty mają poczucie bezpieczeństwa i kontroli, reszta nie ma znaczenia. Przez stworzenie opozycji ona – my ugruntowuje się ich poczucie własnej tożsamości: to Hélène jest ta gruba, ta bez przyjaciół, ta milcząca, ta wykluczona, a zatem my tacy nie jesteśmy, skoro się z nią nie trzymamy.

Komiks kładzie jednak nacisk także na bardziej subtelne formy opresji. Samotnej Hélène, która nie ma z kim porozmawiać i która nie wie, że można funkcjonować inaczej – czy też nie ma siły szukać alternatywy – coraz łatwiej utożsamiać się z narzuconą rolą. Akceptuje to, co jest, bo taka sytuacja przynajmniej pozwala jakoś odnaleźć się w niezrozumiałym świecie; taki podział, nieważne jak zły, daje poczucie jakiegoś oparcia w obliczu braku ucieczki. Skoro rola pozwala zajmować jakiekolwiek miejsce w społeczności, niebezpiecznie kusi nagięcie się do niej, i jeszcze, i jeszcze trochę, aż w końcu przekracza się ten niewidoczny punkt, poza którym nie wiadomo już, jak wiele tak naprawdę zostało narzucone przez otoczenie. Losy Jane Eyre okazują się zadziwiająco zbieżne z tym, co przeżywa śledząca je Hélène. Obie wydają się otoczone przez głośno wyrażane pogardę i przekonanie o braku wartości, a z braku jakiejkolwiek bliskiej osoby coraz bardziej poddają się temu wpływowi. Na Jane pozostawia on niezatarty ślad, na Hélène odciska się coraz mocniej; długotrwałe nękanie sprawia, że swoje osamotnienie i wykluczenie przyjmuje za coś oczywistego, będącego częścią jej tożsamości. Razem z przekonaniem o braku wartości coraz trwalsza okazuje się maska obojętności, neutralnego uśmiechu, braku zainteresowania – ukrywa prawdziwe emocje, chroni przed światem zewnętrznym, wysyła sygnał, że tak, wszystko jest w porządku, nie trzeba na mnie zwracać uwagi, zostawcie mnie w spokoju.

Przez większą część komiksu Hélène nie odzywa się w ogóle, niemal cały ciężar narracji przejmuje jej monolog wewnętrzny. Podobnie jak Jane Eyre wydaje się uwięziona w swoim świecie. W klasie nikt nie postrzega jej inaczej niż jako „tę grubą” albo boi się do niej zbliżyć, żeby nie narazić się na ostracyzm reszty. Matka dziewczyny nie tłumaczy ani nie rozmawia z nią o tym, co dręczy dorastającego człowieka – co Hélène odczytuje jako oznakę jej wstydu za córkę, której nie warto niczego wyjaśniać. wysyłając tym samym nieświadomie sygnał, że się wstydzi córki, dlatego nie warto jej niczego wyjaśniać. Z braku oparcia w kimkolwiek i czymkolwiek nie ma siły się przeciwstawić całej sytuacji, nikogo/niczego nie może się poradzić, nigdzie nie czuje się akceptowana taka jaka jest. Nawet kiedy zamyka się w sobie i wyobraża, że znajduje się w bezpiecznym ogrodzie pełnym oszałamiających roślin, nie może w pełni uciec przed złą rzeczywistością – kwiaty i liście okazują się takie jak świat jawy: szarobure, nieprzyjazne.

Arsenault i Britt pokazują, jak niszczy brak szczerej rozmowy z drugim człowiekiem, która pomaga uwierzyć w to, że jest się osobą godną uwagi – co staje się potrzebne, kiedy na każdym kroku otrzymuje się sygnały mówiące coś przeciwnego. Dziewczyna nie może w pełni wyrazić samej siebie – i to nie tylko dlatego, że nikt nie chce, żeby to zrobiła, bo sądzą, sądzą, że wiedzą o niej wszystko. Granica między tym, co pochodzi od samej Hélène, a co z zewnątrz, zaciera się coraz bardziej, i dziewczyna nie ma pewności, czy decyzje podejmuje samodzielnie, czy wymuszają je na niej okoliczności. Jane, lis i ja wskazuje jednak, że da się wyjść poza podziały, poznać drugiego człowieka i dać poznać siebie. Nie jest to łatwe, ale warte ryzyka – pozwala nawiązać nić prawdziwego porozumienia, które może stać się źródłem siły do stawiania czoła światu i oczekiwaniom otoczenia, przekonać się, że jesteśmy warci więcej niż tylko słowa i opinie innych o nas samych.

Ilustracje pochodzą z: I. Arsenault, F. Britt, Jane, lis i ja, Kultura Gniewu, Warszawa 2018.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *